Frances Mayes – autorka bestsellera „Pod słońcem Toskanii” wraca z kolejną dawką opowieści o życiu na włoskiej prowincji. Tym razem opuszcza swoje prywatne uniwersum i wraz z czytelnikami udaje się w podróż po włoskich miastach i miasteczkach. W efekcie „Codzienność w Toskanii” kusi nie tylko wszechobecną radością życia i smakowitą włoską kuchnią, ale także obrazkami jak z filmów Felliniego.

Książki i filmy o Toskanii mają w sobie to coś, co od lat zjednuje im wielbicieli. Być może dzieje się tak za sprawą mitów, którymi przez lata obrosła ta włoska kraina. Toskańska prowincja stała się synonimem ziemi obiecanej, w której życie toczy się słodko i leniwie, a jedynymi problemami są niedosolone potrawy. Nowa książka Frances Mayes także wpisuje się w ten schemat. Autorce nie można jednak odmówić pewnej dozy literackiego wdzięku. Niezwykle czuły zmysł obserwacji w połączeniu z niesamowitą wrażliwością i pisarskim talentem powoduje, że proza Mayes, choć miejscami naiwna, sprawia czytelnikowi ogromną satysfakcję.
Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że autorka w pisaniu o Toskanii odnajduje autentyczną przyjemność. Co krok widoczna jest jej pasja dla języka i obrazu, a także zadowolenie, jakie czerpie z codzienności. Podobnie jak poprzednie powieści Mayes, także „Codzienność w Toskanii” nie jest wolna od wątków autobiograficznych. Czyta się tę książkę jak pamiętnik osnuty wokół zmieniających się pór roku i związanych z nimi prac w ogrodzie, charakterystycznego jadłospisu i opisu miejscowych zwyczajów.
Przy stole człowiek się nie starzeje. – mówią Toskańczycy. Frances Mayes wzięła sobie to zdanie do serca i sprawiła, że jej książka ocieka smakami i zapachami toskańskich potraw. Pisarka bowiem, oprócz skrzętnego opisu wymyślnych dań, podzieliła się z czytelnikiem także tajnikami ich przyrządzania. Dzięki temu z jej książki można się dowiedzieć, jak ugotować zuppę di cavalo nero, upiec kurczaka pod cegłą lub przygotować gulasz z owoców morza. Na szczęście autorka zachowała proporcje nie tylko w kuchni i nie przemieniła swojej powieści w książkę kucharską. Przepisów bowiem jest akurat tyle, żeby pobudzić podniebienie, ale jednocześnie nie znudzić umysłu.
Frances Mayes jest niewątpliwie ciekawa świata i żywo zainteresowana wszystkim, co ją otacza. Zachwyca się nie tylko górskimi miasteczkami, włoskim renesansem i wielością dialektów, ale nawet dźwiękiem kościelnych dzwonów. W swojej podróży odwiedza między innymi Capalbio, San Vincenzo, Santa Margharitę i Portofino. A to dopiero początek. Czytelnikom serwuje ponadto ciekawostki dotyczące historii i architektury. Szczególnie bogata w warstwę merytoryczną jest podróż Mayes szlakiem renesansowego malarza Luki Signorelliego, dzięki której poznajemy nie tylko dzieła artysty, ale także interesujące informacje dotyczące jego życia. Nie obyło się także od lokalnych opowieści, wśród których bryluje legenda o domku Maryi, który anioły przeniosły z Palestyny do Loreto.
W „Codzienności w Toskanii” wszystko toczy się niespiesznie i leniwie. Domek autorki położony wśród łagodnych wzgórz i w otoczeniu cyprysów jest wyjątkowo urokliwy, a podróże po Włoszech wyjątkowo barwne. Wszystko to zostało okraszone zabawnymi anegdotkami z życia sąsiadów i malowniczymi opisami odwiedzanych przez nią miejsc. Frances Mayes na każdym kroku odkrywa coś, o czym warto opowiedzieć. Trudno jej nie wierzyć, gdy twierdzi, że Italia jest nieskończona.
Frances Mayes, Codzienność w Toskanii, Prószynski i S-ka, Warszawa 2010.
Tagi: Frances Mayes Codzienność w Toskanii Prószynski i S-ka powieść recenzja Paulina Dreslerska