Gabriel jest zwykłym polskim nastolatkiem. Nieco wyalienowany, wrażliwy, zdecydowanie nie jest typem samca alfa. Dresiarze i im podobni znęcają się nad nim i robią sobie z niego pośmiewisko. Wreszcie coś się zmienia – w życiu Gabriela pojawia się dziewczyna i wydarza się coś, co sprawia, że jego świat przewraca się do góry nogami. Chłopak postanawia się zemścić. Historię owej zemsty przybliża czytelnikowi Błażej Dzikowski.

Fabuła książki „Strażnik parku. Superbohater z blokowiska” brzmi z grubsza jak kalka jakiegoś mało ambitnego i tak też interesującego filmu produkcji USA, skierowanego do nastolatków. Książka Dzikowskiego kryje w sobie jednak więcej. Dla ścisłości – trochę więcej, nie na tyle jednak, aby uznać książkę za wartą spędzenia nad nią tych dwóch godzin, jakie zajmuje jej przeczytanie. Istnieje co najmniej kilka lepszych sposobów na spędzenie wieczoru.
Błażej Dzikowski nie jest złym pisarzem, jeśli od książki nie oczekuje się niczego więcej niż rozrywki. Narracja nie jest szczególnie wciągająca, ale toczy się gładko i bezboleśnie, co też jest jakąś sztuką. Mam jednak wrażenie, że autor chciał sztampowy pomysł przekuć na niesztampową powieść, co mu się, niestety, nie udało. Gabriel dorasta w polskich warunkach i prawa, jakimi rządzi się polskie podwórko, są tu oddane dość wiernie. Wszystko jest, jak to w rzeczywistości, nieco kulawe i niedoskonałe, a maska szopa nie przemienia głównego bohatera ad hoc w herosa. Z tego powodu „Strażnik parku” może przypaść do gustu nastolatkom, szczególnie tym trochę zakompleksionym i tłamszonym, którzy mogą się z Gabrielem utożsamiać, siedząc w jednym z miliona bloków wykonanych z wielkiej płyty. W przeciwieństwie do amerykańskich nastoletnich superbohaterów, strażnik parku nie denerwuje swoją doskonałością i przemianą tak drastyczną, że aż nierealną. Dla mnie – czytelnika, który czas gimnazjum i trądziku młodzieńczego już ledwo pamięta – to jednak za mało. Książki dla młodzieży też czytywałam lepsze.
Fabuła jest do bólu przewidywalna, takie są też zachowania bohaterów. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, aby nie psuć zabawy gimnazjalistom i nie dobijać tych bardziej stetryczałych. Dość powiedzieć, że wszystko jakoś się rozwiązuje, ale nie do końca różowo. Właśnie to nasączenie szarością rodzimych realiów sprawiło, że „Strażnik parku” nie wylądował w koszu. Fakt, że świat nie jest czarny i biały, nie jest szczególnie odkrywczy. Miło jednak znaleźć w książce o dość miałkiej treści parę smaczków, dzięki którym zyskuje ona na wartości. To, co dzieje się wokół Gabriela, to marzenia nastolatka przefiltrowane przez prozę życia i to jest plus.
Być może zawiniła formuła. Książka Błażeja Dzikowskiego wydaje mi się dobrym materiałem na komiks, chociaż i tutaj mogłaby nie wytrzymać konkurencji publikacji zaludnionych bardziej oryginalnymi postaciami. Mimo wszystko, może dobra kreska, uwypuklająca szarość realiów „Strażnika parku”, będącą jego największą zaletą, uratowałaby pozbawioną niespodzianek fabułę.
Reasumując – można, ale nie trzeba, z naciskiem na to ostatnie. Warto za to nabyć ją siostrzeńcowi czy młodszemu rodzeństwu zapatrzonemu w MTV, czy inną amerykańską sieczkę. Może będzie to dla niego kawałek dobrej rozrywki, prawdziwszej i bliższej nam niż tasiemce o bogatych nastolatkach z pseudoproblemami.
Błażej Dzikowski, Strażnik parku. Superbohater z blokowiska, Świat Książki, Warszawa 2010.
Tagi: Błażej Dzikowski Strażnik parku. Superbohater z blokowiska Świat Książki powieść recenzja Martyna Garbacz