Rosja to podobno „stan umysłu” i nie można jej opisać w paru zdaniach. W jednej książce też się nie da. Można za to spróbować odkryć niewielki jej fragment. Tego zadania podjęła się dwójka Polaków przemierzających na północnym Kaukazie Dagestan i Czeczenię.

Iwona Kaliszewska i Maciej Falkowski chcą w „Matrioszce w hidżabie” pokazać, że Rosja to nie tylko ten kraj znany nam z mediów, a jej putinowsko-prawosławny wizerunek to tylko zewnętrzna baba składająca się na rosyjską matrioszkę. Wewnętrzne są już zupełnie inne. Ta wyznająca islam i ubrana w hidżab robi się coraz bardziej tęga i pochłania inne baby. Można ją dostrzec nie tylko na obrzeżach imperium, ale także na ulicach Moskwy i Petersburga.
Problem islamu w Rosji jest jednym z głównych wątków przewijających się przez książkę. Autorzy rozwijają tę kwestię nie poprzez pryzmat brodatych watażków i zamachów terrorystycznych. Skupiają się bardziej na niewielkich społecznościach, ukrytych w górach, w wioskach, w których religia stanowi oś codziennego życia. Media, na przykładzie Czeczenii, wykreowały obraz Kaukazu jako błotnistego poligonu i wylęgarnię mudżahedinów. Dla autorów jest to region przenikania się ludów, religii i filozofii życia. Jak się okazuje, na Kaukazie swoje piętno odcisnęły kulty pogańskie, zaratusztrianizm i chrześcijaństwo. Islam pojawił się tam ostatni i zasymilował się z zastaną kulturą. Dzięki temu przepełniony jest obrzędami jakich nie uświadczy się w innych muzułmańskich krajach
Duet Kaliszeska-Falkowski odwiedzał duże miasta i zapuszczał się w niedostępne wąwozy by odnaleźć ludzi żyjących jak przed wiekami. Choć dotarli na tereny zamieszkane przez tajemniczych Bagułałów, Chwarszynów, Czamałałów, Cezów i Tindalów, to jednak coraz trudniej było im trafić do miejsc nieskażonych współczesną mentalnością i stylem życia. Choć dla miejscowych wciąż fundamentem kultury jest islam, rodzina, tradycja i fanatyczne przywiązanie do ziemi, to lata komunizmu i telewizja dokonały w niej nieodwracalnych zmian. Rewolucyjnym wynalazkiem na Kaukazie okazał się Internet, wykorzystywany na przykład do swatania młodych par. Błyskotliwej kariery nie zrobiło za to pojęcie ekologii (jak i również demokracji). Stałym elementem krajobrazu są zawalone odpadami pobocza dróg i śmieciowe bojki unoszące się na powierzchni jezior.
Najciekawszą stroną „Matrioszki w hidżabie” jest jej feministyczne oblicze. Ponieważ część książki wyszła z pod ręki kobiety, kobiety są też jej istotnymi bohaterami. Iwonie Kaliszewskiej udało się dotrzeć tam, gdzie nie udało się trafić nawet najbardziej wytrwałym reporterom – do zamkniętego świata kobiet. W silnie patriarchalistycznej kulturze islamu pozycja kobiety jest jasno sprecyzowana. Nie może się pierwsza odzywać w towarzystwie mężczyzn i starszych. Musi pomagać swojej teściowej, usługiwać i jak najszybciej zajść w ciążę. I przede wszystkim jest własnością mężczyzny. Najpierw ojca, a po transakcji handlowej zwanej ślubem, przechodzi na własność męża. Kaliszewska będąc kobietą, mogła z kobietami swobodnie spędzać czas, rozmawiać i wypytywać. Sama była wypytywana głównie o kwestie tuda-siuda.
Tuda-siuda, czyli nasze bara-bara, zaprząta umysły zarówno kobiet i mężczyzn na Kaukazie. Kobiet – ponieważ żyjąc w izolacji ciekawe są jak to się robi gdzie indziej. Mężczyzn – ponieważ są erotycznie niezaspokojeni. Islam do problemu seksu podchodzi zdecydowanie bardziej liberalnie i otwarcie niż chrześcijaństwo, a katolicyzm i protestantyzm w szczególności. Dlatego też akceptowalna jest poligamia. Z drugiej strony zastraszająco szybko szerzą się na Kaukazie AIDS i choroby weneryczne. Głównie za sprawą swobody mężczyzn przekonanych, że każda kobieta, która pojawi się na Kaukazie, marzy tylko o czarnowłosym dżygicie.
Iwona Kaliszewska i Maciej Falkowski pisząc o Czeczeni i Dagestanie nie starają się tworzyć kolejnej analizy konfliktów zbrojnych tlących się w tamtym rejonie. Nie kreślą też portretów ukrywających się w górach brodatych watażków ani wiecznie pijanych rosyjskich pułkowników. Jednak nie uciekają też od bieżącej polityki, głównie dlatego, że mieszkańcy tych miejsc sami od niej uciec nie mogą. Dlatego też Dagestan przedstawiony jest jako kraina żyjąca w kruchej symbiozie z Rosją. Czeczenia pod rządami byłego bojownika – Ramzana Kadyrowa, do tej symbiozy dąży. Obie republiki wciąż są siedliskiem przemocy, porwań i korupcji. Ich mieszkańcy są dla Rosjan „czarnuchami”, „dagami” i „czurkami”. Rosjanie dla Kaukazczyków są rozpici, zdemoralizowani, pozbawieni korzeni i tradycji. Rosjanki natomiast są rozwiązłe i łatwe.
Podobno Rosji się boimy, a jednocześnie nas fascynuje. Nasze księgarnie uginają się od książek o tematyce rosyjskiej. Tych mówiących o Kaukazie jest wiele, także polskich autorów. „Matrioszka w Hidżabie” nie powiela treści zawartych w innych pozycjach. Raczej je uzupełnia, dopowiada to, czego inni autorzy nie dostrzegają. Pokazuje świat z perspektywy, której nie znamy, a którą z pewnością warto poznać.
Iwona Kaliszewska, Maciej Falkowski, Matrioszka w hidżabie, wydawnictwo Sic!, Warszawa 2010.
Tagi: Iwona Kaliszewska Maciej Falkowski Matrioszka w hidżabie wydawnictwo Sic! reportaż recenzja Grzegorz Kurka