Wczoraj rozpoczął się VI Międzynarodowy Festiwal Teatralny DIALOG - WROCŁAW. Pierwszy dzień upłynął pod znakiem inscenizacji rosyjskich klasyków. Paola Giannini i Aline Kuppenheim z Chile zaprezentowały przeniesioną do teatru lalek wierną adaptację "Płaszcza" Mikołaja Gogola, a holenderski reżyser Ivo van Hove pokazał swój nowy spektakl. Jego "Rosjanie!" dowodzą nie tylko uniwersalności dzieł Czechowa, ale także świetnej kondycji niderlandzkiego teatru. Chociaż te spektakle różni zupełnie wszystko, oba stawiają pytanie o nasz stosunek do inności.

Chociaż nowy spektakl Iva van Hove nosi tytuł „Rosjanie!”, to jest tak naprawdę uniwersalnym portretem społeczeństwa pogrążonego w kryzysie. Zarówno ekonomicznym jak i moralnym. Holenderski reżyser zderza ze sobą postacie Płatonowa i Iwanowa, protagonistów dwóch wczesnych sztuk Antoniego Czechowa, które ukazują schyłek arystokracji w obliczu zmagań z kształtowaniem się klasy nowobogackich, chamskich mieszczan. Społeczno- polityczny wymiar sztuki stawia ponurą diagnozę współczesności, jednak naprawdę gorzka refleksja wysuwa się z jej warstwy psychologicznej – nie wiadomo czy to rozpad osobowości powoduje rozpad więzi międzyludzkich a to z kolei przyczynia się do problemów finansowych, czy też kolejność jest zupełnie odwrotna. Jedno wiadomo na pewno – kiedy na przekór słynnej, czechowowskiej nudzie próbuje się zrealizować rozpaczliwe pragnienie romansu, to zderzenie z brutalną rzeczywistością zawsze ma opłakane skutki. Chwilowe uniesienia nie tylko rujnują dotychczasowe życie bohaterów, ale też dowodzą, że ucieleśnienie relacji, których siłą był zapach zakazanego owocu, zawsze bezlitośnie rozczarowuje. Nowe związki rozpadają się z głośnym trzaskiem zanim jeszcze na dobre się zaczną. Wszyscy chcą kochać, ale tylko w wymiarze romantycznym. W „Rosjanach!” jak ponure echo powracają obrazy zdruzgotanych rodziców, o których dzieci dawno już zapomniały.
- Co pana boli? – Płatonow, Płatonow mnie boli (rozmowa Anny z Płatonowem)
Michaił Płatonow jest wiejskim nauczycielem, który początkowo sprawia wrażenie pogodzonego ze swoim losem. Przenikliwie obserwuje otaczających go ludzi, nie szczędząc im sarkastycznych uwag. „Prawo do obrażania jest uniwersalne” – mówi z gniewem, w którym zamiast buntu jest raczej poczucie wyższości. Pozornie spełniony mąż i ojciec okazuje się sfrustrowanym, znudzonym mężczyzną, który nie potrafi odmówić sobie romansów z innymi kobietami. Gubi się w nich do tego stopnia, że nie wie, którą z pań wybrać – Annę - atrakcyjną wdowę po generale, Babakinę – kobietę naiwną i mimo dojrzałego wieku trochę zwariowaną, czy Sonię - miłość z dawnych lat a obecnie żonę najlepszego przyjaciela. Chociaż ma świadomość, że krzywdzi je wszystkie, to nie potrafi wyrwać się z kręgu destrukcyjnych romansów. Jest w tym wszystkim tyle samo niepoprawnego romantyzmu, co egoizmu i nieodpowiedzialności. Taka mieszanka sprawia, że rozumiemy Płatonowa, który ponad wszystko chce ocalić siebie, uciec od nudy i prawdziwie kochać. Te pragnienia i słabości, chociaż momentami celowo przerysowane, są do bólu ludzkie. Z niecierpliwością czekamy, aż bohater podejmie w końcu jakąś decyzję. Dlatego jego rezygnację odczuwamy jako bolesne ukłucie. Kiedy otaczający Michaiła przyjaciele stają się wrogami, stwierdza „Nie chcę ani miłości, ani nienawiści. Jestem zupełnie sam.” Nie wzrusza go nawet samobójcza próba żony, która wcześniej przyłapała go na zdradzie.
Stałem się wątpiącym nudziarzem!
Podobnie jak Płatonow, Iwanow również jest nieprzystosowany do rzeczywistości, w którą wrzucił go los. Przestaje kochać ciężko chorą żonę, chociaż ona nie widzi poza nim świata. Żydówka, która dla niego odrzuciła religię i odeszła od rodziny, gotowa jest poświęcić jeszcze więcej, jednak w oczach Iwanowa jej miłość staje się nieznośnym brzemieniem, od którego za wszelką cenę próbuje uciec. Wyrzuty sumienia wypalają go i wpędzają w depresję, dlatego szuka pocieszenia w romansie z młodziutką Saszą, córką przyjaciół i wierzycieli. Naiwnie wierzy, że to pomoże mu odzyskać młodość, tymczasem jego poczucie bezsensu egzystencji niebezpiecznie wzrasta. Kiedy umiera żona Iwanowa, on decyduje się na ślub z Saszą, ale tuż przed ceremonią próbuje się wycofać. Szaleńczo zakochana dziewczyna za wszelką cenę chce mu pomóc; jest kolejną kobietą, której wydaje się, że poświęcenie w imię uczuć jest sensem życia i jedynym sposobem wyrwania się z marazmu codzienności. Chce wyjechać, dokądkolwiek; w dramacie Czechowa to ona jako pierwsza wypowiada znamienne słowa: „jak tu nudno!”.
Idź do kogoś, kto na ciebie zasługuje!
Iwanow i Płatonow – łajdacy, grający na uczuciach kobiet, czy idealiści, rozpaczliwie poszukujący szczęścia? Przebiegli intryganci, czy może nieszczęśliwi romantycy, którzy nieświadomie krzywdzą kochających ich ludzi? Rycerze, szanujący i podziwiający kobiety czy niedojrzali egoiści? Podobnie jak Czechow, Ivo van Hove nikogo nie oskarża, nikogo nie usprawiedliwia. Mówi – ludzie są po prostu słabi, samotni, obcy wśród innych. Wszyscy, bez wyjątku. Oprócz emocjonalnych relacji pomiędzy bohaterami, niezwykle ważny jest też obraz społeczeństwa, jaki kreślą „Rosjanie!” – znudzeni konsumpcją ludzie, szukają sobie kozła ofiarnego; kiedy nie dzieje się nic interesującego, do głosu dochodzi mroczna strona ludzkiej natury. Holenderskie przedstawienie bardzo wiele mówi o nietolerancji, głęboko analizując problem antysemityzmu, który staje się tu metaforą każdej inności i wykluczenia. „Wolność to burdel!” – pada w jednej z pierwszych scen spektaklu.
Dach jest moją podłogą, a niebo moim sufitem
Ivo van Hove w mistrzowski sposób stworzył przedstawienie, które dla nas jest tym, czym sto lat temu były dla mieszczan realizacje dzieł Czechowa. Z zainteresowaniem śledzimy losy bohaterów, którzy do złudzenia przypominają nas samych, a potem, czujemy się tak, jakby ktoś dał nam w twarz. Za słabość i egoizm. Przedstawienie Toneelgroep Amsterdam momentami, szczególnie w drugiej części, odwołuje się do konwencji opery mydlanej i świadomie czerpie z estetyki campu. To przerysowanie doskonale obrazuje przemiany, jakie zachodzą w czechowowskich bohaterach – stopniowo wszyscy stają się karykaturami samych siebie. Reżyser wie, jak poprowadzić akcję, żeby zaciekawić widza; ostatnie sceny przypominają chwilami tani film, ale przecież nie bez kozery używa się pojęcia „wyciskacz łez”. Teatr ma wzruszać, jednak dziś – inaczej niż w antyku – robi to głównie z pozycji dystansu, za pomocą bezwzględnej ironii. Scenografia i muzyka doskonale uzupełniają znaczeniową warstwę spektaklu. Razem z bohaterami znajdujemy się na dachu apartamentowca, albo mieszczańskiej posiadłości; z zamontowanych w podłodze kominów leci dym, przez umieszczone w dachu (czyli na podłodze) okno, Płatonow podgląda Sonię, wspominając zapach i gładkość jej skóry. W drugiej części przedstawienia, scenografia za pomocą efektownych wizualizacji zamienia się w ciemne zaułki światowej metropolii, gdzie rozgrywają się wielkie dramaty małych ludzi.
Nie ma nic gorszego niż kulturalna kobieta nie mająca nic do roboty. […] Jestem niemoralna mimo woli.
O powodzeniu przedsięwzięcia decyduje nie tylko reżyserska wirtuozeria Iva van Hove i doskonała gra całego zespołu aktorskiego; w dużej mierze jest to również zasługa świetnej adaptacji, a w zasadzie – reinterpretacji tekstów Czechowa, której dokonał wybitny holenderski pisarz Tom Lanoye. Niezwykle literacki tekst brzmi naturalnie w ustach aktorów, którzy kreują żywe, pełne sprzeczności sylwetki wyjęte z dramatów rosyjskiego autora. Językiem jednocześnie codziennym i poetyckim kreślą swoje rozbudowane charaktery, kłócą się i godzą, kochają i nienawidzą, znieważają i przepraszają. Skomplikowana sieć relacji pomiędzy bohaterami jest tu bardzo przejrzysta, wszystkie stany emocjonalne i decyzje znajdują w toku akcji swoje uzasadnienie, a zdarzenia powiązane są zależnościami przyczynowo – skutkowymi. Konsekwentna linia dramaturgiczna nadaje spektaklowi rytm, którego dynamika sprawia, że przez ponad pięć godzin nie sposób odczuć znużenia, mimo że myśląc Czechow, myślimy „nuda, apatia, i marazm”. Ivo van Hove ostro polemizuje z tym stereotypowym, archaicznym czytaniem rosyjskiego klasyka. Udowadnia, że bohaterowie „Iwanowa” i „Płatonowa” to ludzie szargani namiętnościami, gwałtowni, inteligentni i cyniczni. Stawia przed nami ścianę luster, przez które nie ma przejścia na drugą stronę.
„Rosjanie!” tekst: Tom Lanoye na podstawie dramatów Antoniego Czechowa, dramaturg: Peter van Kraaij, scenografia, oświetlenie:Jan Versweyveld, kostiumy: An d’Huys, video: Tal Yarden, kompozytor: Tom Holkenborg (Junkie XL), premiera: czerwiec 2011
obsada: Jacob Derwig, Halina Reijn, Fedja van Huêt, Janni Goslinga, Barry Atsma, Hugo Koolschijn, Frieda Pittoors, Hélène Devos, Chris Nietvelt, Roeland Fernhout, Karina Smulders, Fred Goessens, Gijs Scholten van Aschat, Marwan Chico Kenzari, Marieke Heebink, Leon Voorberg, Alwin Pulinckx, Hans Kesting
2. Płaszcz
Gdyby ludzie byli mądrzejsi, nie byłoby egoistów. - Mikołaj Gogol
„Płaszcz” to pierwsze przedstawienie, jakie mogliśmy obejrzeć na tegorocznym Dialogu. Chilijska reżyserka Paola Gianini wraz z Aline Kuppenheim przeniosła popularne opowiadanie Gogola do teatru lalek. Wykonane przez autorki własnoręcznie, z wielką precyzją, sylwetki bohaterów przekazują uniwersalne prawdy o ludzkiej naturze - optymizm mieszają z melancholią, jasno wyznaczają granicę pomiędzy dobrem a złem. Przedstawienie zachwyca rozwiązaniami estetycznymi, natomiast morlizatorska wartość przedstawienia sprawia, że jest to doskonała propozycja dla najmłodszych widzów festiwalu.
Akakiusz Kamaszkin jest rosyjskim urzędnikiem, którego całe życie upływa na skrupulatnym kopiowaniu dokumentów. Nie oczekuje od życia niczego więcej poza tym, żeby współpracownicy przestali się z niego natrząsać. Stworzona z wielką precyzją lalka ożywa w przestrzeni małej, pudełkowej sceny i sprawia wrażenie sympatycznego nieudacznika. Dodatkowo samo imię Kamaszkina - Akakiusz pozwala na wywnioskowanie pewnych cech jego charakteru. "Akakiusz" pochodzi z greckiego i oznacza niewinność, pobożność. Na początku sztuki dowiadujemy się jednak, że bohaterowi nadano takie imię zupełnie przez przypadek. Punktem zwrotnym w monotonnym życiu Kamaszkina jest moment, w którym spostrzega, że jego znoszony, połatany płaszcz, nie nadaje się już do niczego. Sprawa byłaby prosta, gdyby nie fakt, że dla bohatera uszycie nowego okrycia jest nie lada wyzwaniem. Skromne oszczędności, jakimi dysponuje, nie wystarczają bowiem na taki wydatek, a z radia dobiegają informacje o nadchodzącej zimie stulecia. Po wielu wyrzeczeniach, bohaterowi udaje się zgromadzić pewną sumę pieniędzy i sprawić sobie u znajomego krawca, Pietrowicza, nowy płaszcz. Gdy pierwszy raz pojawia się w nim w pracy, koledzy nie mogą wyjść z podziwu, mówią nawet, że takiego płaszcza nie powstydziłby się sam John Lenon. Postanawiają uczcić nabytek Akakiusza i wyprawiają z tej okazji małe przyjęcie, które odbywa się w mieszkaniu szefa.
Po przyjęciu, podchmielony Kamaszkin wraca nocą do domu. Na scenie pojawia się przepiękny zimowy krajobraz; śnieg skrzypi pod butami lalki, która tanecznym krokiem celebruje pierwsze od dawna, wieczorne wyjście z domu. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że na pustym placu spotyka złodziei, którzy bez ogródek zrywają z niego nowy płaszcz. Odzyskanie go przypomina kafkowskie zmagania z urzędnikami. Bohater błąka się od drzwi do drzwi, ostatecznie zgłaszając się do "znaczącej osobistości". Niestety nie zachowuje wobec niej należytego dystansu i obrażony urzędnik, chcąc podnieść swój autorytet, z oburzeniem odmawia Akakiuszowi pomocy. Zrozpaczony Kamaszkim choruje – pewnie bardziej z powodu kiepskiej kondycji psychnicznej niż fizycznej – i szybko umiera. Po jego śmierci miasto obiega plotka, że jako upiór pojawia się na ulicach i zabiera przechodniom ich wierzchnie okrycia. Pewnego dnia napadnięty zostaje dygnitarz, który odmówił pomocy Akakiuszowi. Nękany wyrzutami sumienia urzędnik, w postaci rabusia rozpoznaje zmarłego. Po tym incydencie "znacząca osobistość" porzuca swoja pychę i egoizm, zmieniając się w dobrego człowieka.
Ta wierna adaptacja Gogola jest dynamicznym, krótkim przedstawieniem, w którym zachwyca precyzja ruchu i perfekcyjna oprawa dźwiękowa. Zamknięta w postaci lalki sylwetka urzędnika, nadaje „Płaszczowi” metaforyczny wymiar. Urokliwy i kameralny spektakl był doskonałym otwarciem festiwalu - podkreślił bowiem baśniowość teatru, jednocześnie zmuszając widza do refleksji. Jeśli ktoś ceni w teatrze barwność i optymizm, to „Płaszcz” bez wątpienia przypadnie mu do gustu.
„Płaszcz”: autor: Mikołaj Gogol, adaptacja: Paola Giannini, reżyseria: Paola Giannini, Aline Kuppenheim, scenografia, kostiumy:Aline Kuppenheim, muzyka: Felipe Hurtado, Rolando Alvarez, lalki, rekwizyty: Teatro Milagros, światło: Rodrigo Barnao, premiera: kwiecień 2007
Tagi: Dialog Wrocław Ivo van Hove Rosjanie! Paola Giannini Aline Kuppenheim Płaszcz Antoni Czechow Mikołaj Gogol
sqmPcxYhXFNvBLF26-10-2011, 13:40
ZlrZTs , [url=http://skplpxaggjrw.com/]skplpxaggjrw[/url], [link=http://tklkxnpyudxh.com/]tklkxnpyudxh[/link], http://oxdzxvkusgjq.com/
aLYwFsnWP25-10-2011, 16:50
vQ9WhX <a href="http://xsdgeumqomtn.com/">xsdgeumqomtn</a>
vBnLQKPBbszf22-10-2011, 17:30
wDWEEv <a href="http://jubpjzlcxfwo.com/">jubpjzlcxfwo</a>
ADMwJZclSZEaDrlk22-10-2011, 12:07
What a great resruoce this text is.
magda sz08-10-2011, 16:12
Bardzo mi miło i również pozdrawiam, chociaż nie wiem kogo :-)
Malaysia08-10-2011, 16:01
Wspaniały artykuł ;-) Pozdrawiam jego autorkę!