Niezrównany mistrz dedukcji, skrzypek i bokser, lecz przede wszystkim – genialny detektyw. Bohater powieści i opowiadań Arthura Conana Doyle’a, wraz z nieco nieporadnym, lecz niezastąpionym towarzyszem – dr Watsonem – dokonał czynów spektakularnych. I to nie tylko na płaszczyźnie literatury. Sherlock Holmes zapoczątkował pewną epokę – epokę rynkowej ekspansji bohaterów powieści kryminalnych. Kontynuatorzy dzieła Doyle’a, w tym przede wszystkim Agatha Christie, ugruntowali w świadomości czytelników sylwetki nietuzinkowych postaci policjantów i detektywów – często wykraczające poza tradycyjnie pojmowaną literacką rzeczywistość.

Rezydujący na Baker Street brytyjski detektyw siłą rzeczy zaszufladkował autora „Psa Baskerville’ów” jako twórcę jednej postaci. I nie chodzi tu tylko o fakt, że Conan Doyle nie napisał nic innego poza 4 powieściami i 56 opowiadaniami z Holmes’em w roli głównej. O fenomenie Sherlocka świadczy przede wszystkim ponadczasowe uwielbienie czytelników (gdy autor w jednym z opowiadań postanowił detektywa uśmiercić, odbiorcy podnieśli larum – łącznie z przywdzianiem czarnych opasek na znak żałoby. W efekcie Sherlock w kolejnym opowiadaniu cudownie zmartwychwstał – przyp. K.F.). Stworzony przez Conana Doyle’a detektyw stał się dla późniejszych twórców rodzajem modelowego wykładnika cech, jakie powinien posiadać tropiący bandziorów główny bohater. Nie mówimy tu o pospolitym naśladownictwie, ale o dyskretnym i umiejętnym wykorzystaniu pewnych wzorów zachowań. Często ze skutkiem równoważącym, jeśli nie przewyższającym, literackie dokonania Doyle’a. Od czasów zacnego Sherlocka pojawili się bowiem na kryminalno-detektywistycznym wybiegu godni następcy.
Przede wszystkim on – mały i niepozorny, z wypomadowanym wąsem i zielonym błyskiem w oku, pedant i elegant. Mowa, rzecz jasna, o „małym Belgu” – Herculesie Poirot. Pojawiła się i ona – kryptodetektyw-emerytka, żyjąca w małym prowincjolanym miasteczku, w którym trup ściele się często i gęsto. W tym wypadku chodzi o Jane Marple. Wielbicielom twórczości Agathy Christie nie trzeba ich przedstawiać. Te postaci, na równi z ich twórczynią, są w świecie kryminału swoistym fenomenem – to niemal ikony. Prawie na pewno – produkty, eksploatowane zarówno w świadomości entuzjastów gatunku, jak i zgoła innych dziedzinach. Brytyjska autorka stworzyła na przestrzeni 50 lat blisko 80 powieści, z których pokaźną część zekranizowano lub wystawiono na deskach teatrów. Fenomen tych objętościowo niewielkich i w gruncie rzeczy podobnych do siebie książek tkwi w ich absolutnej ponadczasowości. Agathę Christie czytało się 50 lat temu, czyta się i teraz. Z jednej strony przyciąga modna obecnie wśród autorów kryminałów (w Polsce rozpowszechniona przez Marka Krajewskiego) konwencja retro – tym ciekawsza, bo zastosowana bez sztucznych stylizacji przez pisarkę tworzącą w tamtych czasach. Z drugiej natomiast, dziwi fenomen opowiadanych przez Christie historii – zawsze „innych takich samych”. Bo są to w gruncie rzeczy kryminały dość schematyczne, w których powtarzają się pewne typy postaci czy elementy kompozycyjne. Co ciekawe, większość czytelników prozy Agathy Christie nadal ma problemy z odgadnięciem (przed teatralnym finałem, obecnym w każdej z książek), czy zabił fryzjer, czy też kto inny. Nawet po przeczytaniu kilkunastu bliźniaczo podobnych powieści.
Znakiem firmowym królowej kryminału jest przede wszystkim wspomniana już postać Herculesa Poirot’a. Na jej przykładzie można zobrazować zjawisko postępującego „urynkowienia” postaci literackich, chociażby w branży filmowej. Specyficzny bohater ponad 30 powieści Agathy Christie kilkakrotnie zaistniał na wielkim ekranie, powstał także o małym Belgu serial telewizyjny. W postać Poirot’a wcieliło się na przestrzeni lat przynajmniej pięciu aktorów i to wcale znanych (belgijskiego detektywa odtwarzali m.in. Alfred Molina czy Alfred Finney). Ekranizacje kryminałów są komercyjne z założenia – najczęściej bowiem literacka powieść detektywistyczna ewoluuje w rękach filmowców do sensacyjno-widowiskowego tworu (dobrym przykładem jest tu najnowsza ekranizacja przygód Sherlocka Holmes’a). Nie ma w tym nic złego, niemniej jednak tego typu filmy często spotykają się z pobłażliwym przyjęciem. Marginalizować ich znaczenie, owszem, można – ale jest to podejście nieco krzywdzące. Dla przykładu: w 1974 r. uznany amerykański reżyser, Sidney Lumet, wyreżyserował ekranizację kultowego „Morderstwa w Orient Expressie”. Zgromadził na planie wcale pokaźną plejadę ówczesnych gwiazd, m.in. Ingrid Bergman – wyróżnioną Oscarem za rolę drugoplanową. Film otrzymał poza tym trzy nagrody BAFTA i łącznie 6 nominacji do Oscara (w tym dla Alberta Finneya za rolę Poirot’a). Filmowy Hercules, podobnie jak jego literacki pierwowzór, odniósł więc sukces nie tylko komercyjny, ale i czysto prestiżowy. Przy okazji na trwałe zagościł w świadomości filmowych odbiorców – również tych, którzy książek Christie nie czytali.
Literaccy detektywi utrwalają się w pamięci nie tylko widzów i czytelników, ale i samych pisarzy. Żyjemy w szumnie komentowanej epoce ponowoczesności, w której wtórność i powielanie ugruntowanych wzorców jest na porządku dziennym. Również w literaturze – ciężko trafić na książkę jedyną w swoim rodzaju, wolną od intertekstualnych nawiązań. Często czytając co poniektórych autorów, mam wrażenie powtarzalności cech kreacyjnych postaci. Przykłady? Opisana w ostatniej powieści Olgi Tokarczuk emerytowana nauczycielka Janina Duszejko do złudzenia (a przynajmniej do pewnego momentu powieści) przypomina mi stworzoną przez Agathę Christie emerytkę-detektywa – Jane Marple. Prowincjonalne uosobienie Temidy, jakie zaprezentowała Tokarczuk w „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, bliskie jest postaci starszej pani tropiącej na własną rękę szubrawców – znanej z kryminałów autorki „Dziesięciu murzynków”. Schemat postrzelonej, lekceważonej przez „poważne” środowisko policyjne amatorki powieliła także wielokrotnie Joanna Chmielewska. Jej literackie alter ego dziwnym zbiegiem okoliczności natyka się na trupy nagminnie (i, dodajmy, z pewnym upodobaniem). Nagminnie trafia też na właściwy trop, samodzielnie przyczyniając się do ostatecznego schwytania niegodziwych bandziorów.
Z tym schematycznym traktowaniem „klasycznych” bohaterów i przenoszeniem ich cech na współczesne kreacje detektywów/policjantów/innych rzecz się ma dwojako. Bo można równie dobrze nie powielić, lecz wzbogacić daną postać. Względnie: całkowicie ją przekształcić. Dobrym przykładem jest tu wspomniana już najnowsza ekranizacja przygód Sherlocka Holmesa. Ten filmowy ma się do literackiego jak kij do mrowiska. Odtwarzający rolę słynnego detektywa Robert Downey Jr. prezentuje typ niechluja i pijaka, który bierze udział w nielegalnych walkach bokserskich i dokonuje zbrodniczych eksperymentów na psie Watsona. Czytając opowiadania Doyle’a, zachowujemy daleko bardziej wytworny obraz detektywa. Tradycyjny Sherlock, owszem, prezentuje typ cudaka – ale w wydaniu staroświeckim, brytyjskim do bólu. Jego filmowy odpowiednik realizuje pierwotne cechy w sposób skrajny i przejaskrawiony (co nie znaczy, że zły). Przeszło stuletnia przygoda z Sherlockiem zyskuje tym samym nowy, prowokacyjnie szorstki charakter.
Literackie kreacje bohaterów kryminałów są, jak widzimy, materią zmienną i elastyczną. Zwłaszcza te najbardziej współczesne – na swój sposób nowatorskie, bo nienaśladujące „klasyków”. Nie świadczy to bynajmniej o nowatorstwie „pełnym”. Stworzony przez Marka Krajewskiego brutal-samotnik – radca kryminalny Eberhard Mock – nie przypomina dystyngowanego Herculesa Poirot w niczym. Ale już filmowego „brudnego Harry’ego” – owszem. Współcześni autorzy kryminałów hołdują innym wzorcom i innym schematom. Nowoczesny detektyw to detektyw niejednoznaczny etycznie – brutalny, często nieróżniący się od pospolitego bandyty, lubieżny i wyjęty spod prawa. Trochę szkoda tych krystalicznie uczciwych, moralnych i staroświecko szarmanckich Sherlocków czy Herculesów. Inna epoka – inna literatura. I inny typ detektywa. Czy lepszy – to już kwestia sporna.
Tagi: Arthur Conan Doyle Sherlock Holmes Agatha Christie Marek Krajewski Sidney Lumet Morderstwo w Orient Expresie Prowadź swój pług przez kości umarłych Olga Tokarczuk Joanna Chmielewska powieść detektywistyczna powieść kryminalna Katarzyna Frukacz