Polski drang nach westen upatrzył Londyn na swój heimat. Nie tak dawno krajowe media szumnie go ochrzciły siedemnastym województwem. Tysiące Polaków ściągnęły nad Tamizę szukając zatrudnienia. Podawali cegły, nalewali piwo i zmywali naczynia idąc przetartym szlakiem pierwszej polskiej emigracji – rodaków pozostałych w Anglii po II Wojnie Światowej.

Po klęsce wrześniowej trwała paniczna ewakuacja żołnierzy z podbitej Polski na zachód. Różnymi kanałami trafili do Francji, a następnie do Anglii. Tam otwarto przedstawicielstwo polskiego rządu i rozpoczęto formowanie jednostek wojskowych. Dla Anglii, osamotnionej w walce z III Rzeszą, byliśmy wartościowym i najliczniejszym sojusznikiem. Dla naszych żołnierzy rozpoczął się okres prosperity obfitujący w honory, romanse i zaszczyty.
Chude lata przyszły szybko, już po roku. Atak Niemiec na ZSRR i włączenie się USA do wojny sprawiły, że Polska spadła w brytyjskiej tabeli sojuszników. Nasi żołnierze byli już tylko mięsem armatnim. Postulaty emigracyjnego rządu były najpierw marginalizowane, później ignorowane. W imię dobrych relacji z ZSRR pogrzebano obietnice składane polskim władzom. W londyńskiej Paradzie Zwycięstwa nie maszerowali przedstawiciele czwartej siły koalicji antyhitlerowskiej, choć nie zabrakło reprezentantów skromnych sił meksykańskich, Fidżi i Iranu. Tu się kończy powszechnie znana historia brytyjskiej zdrady i polskiej naiwności. Ciąg dalszy brawurowo opisuje Ewa Winnicka – reporterka i dwukrotna laureatka nagrody Grand Press.
Nad pozostałymi po wojnie w Anglii Polakami zawisło widmo zmywaka. Jeden z generałów latami czyścił talerze na Heathrow, Naczelny Zwierzchnik Polskich Sił Zbrojnych miał warsztat tapicerski, ktoś inny lumpeks, sklepik. Dawnym bohaterom się nie przelewało. Codzienne upokorzenia odreagowywali w sobotnie wieczory. W paradnych mundurach wskrzeszali przedwojenne życie wojskowo-balowe. Roztańczeni i podzieleni na stronnictwa stworzyli sobie małą Polskę z wszystkimi wadami i zaletami opuszczonej poprzedniczki. Do Londynu niczym dżumę sprowadzili partyjno-sejmowy inwentarz ułomności, kłótni, małostkowości. Apogeum nastąpiło w 1972 roku, kiedy to pojawił się samozwańczy Prezydent Wolnej Polski na Wychodźstwie, rozdający ordery na prawo i lewo. Końcem tej absurdalnej dwuwładzy był spektakularny upadek komunizmu nad Wisłą.
Autorka za inspirację, wsparcie oraz entuzjazm przy pisaniu „Londyńczyków” dziękuje Mariuszowi Szczygłowi. Jego wpływ na książkę jest wyraźnie odczuwalny. „Gottland” był tu wzorem, a Ewa Winnicka okazała się pojętną uczennicą. Jej reportaże są dynamiczne i rzeczowe. Nie dają czytelnikowi chwili wytchnienia. Co akapit trafiamy na kolejną pasjonującą historię. Przy tym Winnicka ma pod jednym względem zdecydowaną przewagę nad Szczygłem. Jest kobietą, a jej kobieca wrażliwość aż bije ze stron „Londyńczyków”. Bez wątpienia żaden mężczyzna nie byłby w stanie tak opisać losów Ireny Anders i drugiej żony generała, także Ireny Anders. Choć nosiły to samo nazwisko to ich życie potoczyło się całkowicie odmiennie. Gdy jedna brylowało na salonach u boku męża, druga, zapomniana i osamotniona, pracowała w małym zakładzie krawieckim.
Ewa Winnicka poświęca dużo uwagi społecznym i psychologicznym aspektom londyńskiej emigracji. Pomijana dotąd kwestia nieleczonych traum wojennych wysuwa się tu na pierwszy plan. Wielu Polaków stało się paranoikami, neurotykami i schizofrenikami. Leczeni byli nieliczni. Pozostali musieli jakoś ułożyć sobie życie w Anglii. Zakładali rodziny i nierzadko na nich wyładowywali swoje frustracje.
Jest to książka gorzka, ale ma swój słodki wymiar. Polacy wnieśli w Londyn życie z gestem i fantazją. Pomstując na angielską flegmę, imponowali wyspiarzom romantyzmem, ideałami, uporem i poczuciem wolności. Stworzyli jedną z najlepszych szkół średnich Zjednoczonego Królestwa. Wśród skromnej angielskiej architektury postawili ociekający złotem i marmurem pałac. Nie krępowali się także by książętom Kentu proponować koronę Królestwa Polski.
Polski Londyn oczami Winnickiej jest więc Gottlandem. Światem wykrojonym z rzeczywistości i rządzącym się własnymi prawami. Nieco absurdalnym, nostalgicznym i rozpolitykowanym. Gdzie duma i honor wciąż mają znaczenie i są bez przerwy przywoływane.
Ewa Winnicka, Londyńczycy, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011.
Tagi: Ewa Winnicka Londyńczycy wydawnictwo Czarne reportaż Grzegorz Kurka recenzja
mljaNbhUcz14-01-2012, 16:22
gmU5mZ , [url=http://tuvbcwjwwwel.com/]tuvbcwjwwwel[/url], [link=http://tlsasgzatcao.com/]tlsasgzatcao[/link], http://yhuhnkxkcdzp.com/
abgLIWIxvug12-01-2012, 14:05
ZcIwll <a href="http://pctwmpvskcao.com/">pctwmpvskcao</a>
CdByXMfpu10-01-2012, 13:50
AJPuXU , [url=http://iialnbwxaswa.com/]iialnbwxaswa[/url], [link=http://rpkrsrfnjtvt.com/]rpkrsrfnjtvt[/link], http://hjmecwhhkhjm.com/
aDCsNpCDPIhB09-01-2012, 09:10
You have shed a ray of sunishne into the forum. Thanks!