Geneza fabularnego debiutu Pawła Sali jest wspólna z jego dokumentami. Kilka lat temu prasa doniosła o matkobójczej zbrodni. Sprawcy trzymali pozbawione głowy zwłoki przez kilka dni w mieszkaniu. W końcu uciekli.

Matkobójstwo należy do jednych z najrzadszych mordów. Jest to wystąpienie przeciwko ludzkiej naturze, w której leży zachowanie ciągłości gatunkowej. Pozycja matki jest uprzywilejowana. Podlega sakralizacji i ochronie. Zaprzeczający tej logice synowie, zaintrygowali Salę, do postawienia starego jak święty Augustyn pytania unde malum?
Film otwiera scena aresztowania dwóch braci. Morderstwo zostało już dokonane. Rozpatrując fabułę linearnie, jesteśmy na kilka klatek przed napisem koniec. Największy szok widzowie przeżywają na dzień dobry. Następnego nie będzie. Chyba, że dostarczymy go sobie sami.
Jest ku temu wiele sposobności. Sali udaje się bowiem sprawna wiwisekcja psychiki bohaterów. Widzowie dokonują jej, jak prawdziwi śledczy – począwszy od morderstwa cofają się do poprzedzających wydarzeń, by w nich spróbować znaleźć motyw dokonanej zbrodni.
Artur (Mateusz Kościukiewicz) jest opętany parapsychologią. Wie, co wydarzy się za chwilę, potrafi czytać w myślach, a nawet jest w stanie ożywić kota. Racjonalista cynicznie się uśmiechnie, jednak w hochsztaplerkę zdążył uwierzyć młodszy brat Marcin (Filip Garbacz). Zafascynowany metafizycznymi zdolnościami, pozwolił swojemu guru wciągnąć się w niebezpieczną grę. Opuścił z nim rodzinne gniazdo i odkrył, że od uczuć ważniejsza jest siła – przede wszystkim ta psychiczna, bo to ona umożliwiła Arturowi pozbycie się z domu ojca (Mariusz Bonaszewski). Nie mamy tu jednak klasycznego podziału na złego i adepta. Marcin jest jedynym widzem spektaklu starszego brata. Doskonale tę pozycję potrafi wykorzystać. Podjudzając Artura do korzystania z niecodziennych zdolności, motywuje go do pokonania kolejnych granic. To on jest motorem napędowym, nawet jeśli siłą sprawczą pozostaje starszy z braci.
Tandem aktorski Kościukiewicz - Garbacz jest niewątpliwie najmocniejszą stroną filmu. Sceny z ich udziałem najsilniej oddziałują na widzów. Ich emocjonalna, niemal psychodeliczna gra aktorska (tu szczególnie wyróżnia się Kościukiewicz, który odbył kurs wywoływania skrajnych emocji, zorganizowany w Paryżu przez studio Lee Strasberga) wpisuje film w poetykę sennego koszmaru. Tyle, że jest to koszmar trawiący każdą przeciętną rodzinę. Taki był przynajmniej zamysł reżysera. Niestety w uniwersalizmie Sali jest kilka uchybień. O ile bowiem praca matki w agencji ubezpieczeniowej, familijny piknik nad rzeką, a nawet przygarniane przez kobietę bezpańskie koty dają się podciągnąć pod definicję codzienności, o tyle już powrót ojca – zawodowego żołnierza – z misji w Afganistanie, brzmi, jak na polskie warunki, mało wiarygodnie i popycha film w stronę Hollywood, skąd zapożyczony został aktualny model rodziny.
Sala w wywiadach powołuje się na zasadę Alfreda Hitchcocka – najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie. Niestety razem z nią przeniósł do swojego filmu i inne fascynacje mistrza. Spośród nich najbardziej osłabia film, plątająca się gdzieś po planie zdjęciowym, wszędobylska psychoanaliza. Matka zna wymogi współczesnej kultury. Wie, że musi się podobać, dlatego w elegancki kostium i seksowną szminkę nosi zawsze. Artur świadomy jej atrakcyjności (słyszy o niej nawet od mężczyzny na dworcu) relaksuje ją masażem. Pełnił tez rolę pana domu, kiedy ojciec przebywał na misji. Przykłady można by mnożyć.
Wpływom Freuda zaprzecza jednak zabita. Zamiast ojca byliśmy w końcu świadkami morderstwa matki, a ta nie mogła stać się ofiarą totemicznej uczty. Brak konkretnej motywacji wprowadza nas w mrok.
Atmosferze tej sprzyja spirytystyczna symbolika. Mieszkanie pełne jest tytułowych kotów. Bohaterowie snują się w jakby sennym amoku. Ich stan potęguje niepokojąca muzyka Marcina Krzyżanowskiego. Momentami odnosi się wrażenie uczestnictwa w halucynacji, z której obudzić może dopiero śmierć.
Widzów z mirażowego labiryntu, po którym błądzą w poszukiwaniu przyczyny mordu, wydostaje jednak dochodząca do głosu świadomość déjà vu. W „Lochach Watykanu” (1914) Andre Gidé'a, Lafcadio, niemal archetypiczny bohater uniwersalny, dokonując bezprzyczynowej zbrodni, zmuszał czytelnika do refleksji nad nieprzekraczalnością barier. Płynęły stamtąd śmiałe wnioski o umowności etyki i moralności oraz ruchomości limesu dla ich oponentów. Tymczasem spod atrakcyjnej oprawy formalnej filmu Sali wyziera myśl dość banalna, że zło jest rozproszone. Występuje w każdym i wszędzie. Nie prowadzi to jednak do żadnych głębszych wniosków. Michael Haneke przyjmując podobne założenie w „Białej wstążce” (2009), doszukał się w nim przyczynku do wojny i totalitaryzmu. Tłumaczył pewien wycinek historii i odpowiadającej jej rzeczywistości.
Tymczasem Sala korzysta raczej z sensacyjności brukowców: informacja o zbrodni w mediach przyciąga uwagę widza, który nie wyciąga z niej nic poza atrakcyjnym tematem do przekazania znajomym. I taki los podziela „Matka Teresa od kotów”. Zobaczcie, bo będą o niej mówić.
Matka Teresa od kotów, reż. P. Sala, dystr. Syrena Films, 2010.
Recenzja powstała dzięki uprzejmości „Cinema-City Bonarka”.
Tagi: kino polskie Paweł Sala Artur Zaborski
oZncqpmTytgWzHTBBY29-04-2012, 09:07
NZMQb1 , [url=http://cbfdkgmwgoag.com/]cbfdkgmwgoag[/url], [link=http://awbsbuynurct.com/]awbsbuynurct[/link], http://rwposdgyzrwk.com/
HAxsEaSe27-04-2012, 15:46
Hexnvz , [url=http://ivmyjbygxyrr.com/]ivmyjbygxyrr[/url], [link=http://poysjaflfxsa.com/]poysjaflfxsa[/link], http://ivxulybiprel.com/
Nanbenda26-04-2012, 17:47
Najpierw zĹapaÄ drugi, ten, ktf3ry zrobiĹ zdjÄcia. NastÄpnie prf3by wydobyÄ wynizane obu z nich. ChciaĹbym pracowaÄ na pierwszy, poniewaĹź bÄdzie chciaĹ siÄ przewrf3ciÄ, aby uzyskaÄ jaĹniejszy zdanie, tak Ĺźe nie bÄdzie kary Ĺmierci.JeĹli nie otrzymasz spowiedzi, albo dlatego, Ĺźe adwokat siÄ lub nie chcÄ rozmawiaÄ.MoĹźesz jeszcze naocznych Ĺwiadkf3w, ktf3rzy widzieli popeĹniane przestÄpstwa. BÄdziesz miaĹ do korzystania z ich zeznaĹ w sÄ dzie. It's a slam dunk. Bo jak mf3wisz, byĹy one postrzegane popeĹnienia przestÄpstwa. SÄ to albo pijany