G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Walizka z Holocaustem

Autor: Henryk Mazurkiewicz, dodano: 18-12-2011, 01:30

Prawie każda poważna rozmowa o historii wcześniej czy później dochodzi do pewnego punktu, który nazywam punktem heglowskim. Jest to ten moment, kiedy wszyscy z poważnymi i nieco melancholijnymi minami, kiwając leciutko, samym tylko podbródkiem,  parafrazują słynny paradoks, że jedyną rzeczą, której uczy nas historia, jest to, że niczego nas nie uczy. W wyniku tego, używając podobnego aforyzmu, wszystko zatacza koło. Smutna sprawa, biorąc pod uwagę, że takie wydarzenia jak Holocaust kwestionują nie tylko sens pisania poezji, czy innych, nawet najbardziej podstawowych czynności. Po dłuższym namyśle, jesteśmy zmuszeni zgodzić się z Russellem, dla którego historia jest sumą tego, czego można było uniknąć. Tu w rozmowie zapada gęste milczenie. Może przez tę ciszę nie da się przebrnąć? Kto wie?

fot. A. Sowa

Szczęśliwy jest naród, którego historia jest nudna. Monteskiusz

Przedstawienie „Bat Yam” jest częścią wspólnego przedsięwzięcia wrocławskiego Teatru Współczesnego i Teatru Habima w Tel Awiwie. Razem z wyreżyserowanym przez Michała Zadarę „Tykocinem” tworzy nietypowy dyptyk o równie  nietypowych stosunkach dwóch narodów o bardzo skomplikowanej historii. Spoiwem tych spektakli jest wspólna scenografia, miejsce oraz jedna z bohaterek. Jest nią Polka, mająca odebrać medal dla „Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata”. Ponadto, przedstawienia łączy fakt, że twórcy -  polak Michał Zadara i izraelitka Yael Ronen - urodzili się w 1976 roku. Czyli należą do tego pokolenia, które swoją wiedzę o wydarzeniach II wojny światowej czerpie z podręczników historii lub opowieści tych, którym udało się to wszystko przeżyć. Jak tak ważnej dla nas sprawie. Dla mnie, dla rozwiązania tego konfliktu opartego na miłości i nienawiści, ważne jest poddanie tych emocji chłodnemu osądowi naszych wnuków. Trudno więc się dziwić, że pierwsza polsko-izraelska koprodukcja teatrów instytucjonalnych stała się jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych Roku Polskiego w Izraelu 2008-2009.

Tytułowy Bat Yam (pol. Córka Morza) jest wchłoniętym przez Tel Awiw małym izraelskim miasteczkiem. Zamieszkałe dawniej przez ortodoksyjnych Żydów, w latach 90 ubiegłego wieku przyjęło dużą falę emigrantów z byłego ZSSR. Głównymi bohaterami przedstawienia, oprócz Historii prze duże „H”, Holocaustu oraz języka za pomocą którego staramy się o tym wszystkim mówić, jest fikcyjna rodzina Kozicz. Trzy pokolenia – dziadek, który przeżył Zagładę, syn, córka oraz wnukowie wyruszają z Tel Awiwu w melodramatyczną podróż do własnych korzeni. Postanawiają odwiedzić Tykocin, ten sam w którym latem 1941 roku została wymordowana licząca około 1400 osób społeczność żydowska. Ten sam Tykocin (w jidysz Tiktin), który obecnie jest atrakcją turystyczną Podlasia. W takt wesołej  muzyczki,  każdy ze swoim - dosłownym i metaforycznym - bagażem, podróżuje nie tyle w głąb tajemniczej, zimnej Polski, ile w głąb wszelkiego rodzaju stereotypów. Przeszkód na drodze jest wiele: nasze narodowe przesądy, chamskie szowinistyczne dowcipy i schematy myślenia, wykluczające wszystkich, którzy nie są „normalni”.

Spektakl pokazuje, że te problemy bywają nie mniej materialne niż szkło i beton biurowców, które postawiono w byłych dzielnicach żydowskich.

 Pamięć jest jak studnia, im głębiej, tym ciemniej. Wiesław Myśliwski

Mogłoby się wydawać, że to właśnie Holocaust odgrywa w przedstawieniu centralną rolę. Jednak, jak stwierdza reżyserka odczytywanie teatralnych wydarzeń wyłącznie przez tę „etykietkę” nie jest do końca właściwe. Jest to jeden z tych spektakli  o którym bez zastrzeżeń można powiedzieć, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Niech Foucault mi wybaczy, ale osobiście odczytuję „Bat Yam” jako świetny sposób na pokazanie przeładowanego, ugiętego pod ciężarem własnej wielkości i znaczenia; pękającego i wreszcie  rozpadającego się na kawałki dyskursu. Opowieść o tym, że niezależnie od nas, Historia składa się z historii. Coś staje się wspomnieniem, żeby za jakiś czas stać się wspomnieniem tego wspomnienia. Nieubłagany tempus fugit, dzięki któremu teraz możemy się śmiać z dowcipów w rodzaju – Jak twój pierwszy prysznic w Polsce? Była woda czy gaz? Dlatego oto dziadek nie wie gdzie go wiezie ten goj, bowiem to nie jest Warszawa. A jego syn Dawid próbuje odzyskać majątek, żeby dla własnej przyjemności, zrzuciwszy obowiązki rodzinne, przegrać go w Casino. Nili, psycholożce z zawodu, wydaje się, że Holocaust oddalił ją od ojca, ale to samo mógłby zrobić alkohol czy zwykła obojętność. Dla córki Dawida Na’amy, przeciwniczki turystyki holocaustowej i  ideologicznego prania mózgu, Holocaust jest dobrym materiałem na dramatyczny, pełen napięcia i patosu film. I wreszcie Itamar, który cierpi na niezauważaną przez nikogo depresje i mdleje od samej myśli o osiedleniu się w Polsce. Chciałby odwiedzić Oświęcim jedynie dla tego, że tak dużo mówią o nim koledzy z klasy. Każdy z tej rodziny widzi i pamięta tylko to, co chciałby widzieć i pamiętać. Wszystko to podsumowują słowa tej samej, łączącej dwa przedstawienia, Polki: gdyby powiedzielibyśmy teraz całą prawdę – nikt by nie zrozumiał.

Balansujący między bardzo skrajnymi emocjami, spektakl Yaeli Ronen jest pełen humoru, dystansu i odwagi mówienia na tak ciężki temat. Jedną jego największych zalet jest zainspirowany improwizacjami tekst. W czasie jednego z naszych pierwszych spotkań z aktorami poprosiliśmy o spisanie listy wszystkich znanych im stereotypów na temat Żydów. […] Dowidzieliśmy się, że zrobiliśmy dobry interes na Holocauście i stoimy za antypolskim spiskiem: że wciśniemy się w najmniejszą dziurę; że wspieramy się między sobą – i tylko między sobą; […] że stoimy zarówno za kapitalizmem, jak i za komunizmem; że szybko tyjemy i starzejemy się; no i oczywiście ,jako tchórze, poddajemy się bez walki, dlatego zasłużyliśmy sobie na wszystko, co nas spotkało. Pozwoliłem sobie na tak długi cytat ponieważ potrafi wytłumaczyć zarówno podaną wyżej najważniejszą zaletę jak i najważniejszą wadę przedstawienia – jest on nieco długi i przegadany. Mieć zbyt dużo do powiedzenia też czasami się nie opłaca. Jednak uparcie wierzę, że opłaca się tworzyć spektakle, mające na celu przełamać utarte sposoby myślenia o innej kulturze. A czy to się uda? O tym nasi wnuczkowie przeczytają w swoich podręcznikach Historii.       

 

Scenariusz: Yael Ronen i Amit Epstein reżyseria: Yael Ronen dramaturg: Amit Epstein
scenografia: Robert Rumas kostiumy: Amit Epstein polska wersja tekstu: tłumacz Ana Szoc korekta Joanna Biernacka

Występują: Ryszard Ronczewski, Maciej Tomaszewski, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Katarzyna Bednarz, Piotr Łukaszczyk, Marlena Milwiw, Dorota Abbe / Anna Błaut, Łukasz Pawłowski powiedziała Krystyna Maissner: na tym właśnie, moim zdaniem, polega wyjątkowość tego projektu. Na dopuszczeniu pokolenia trzydziestolatków, w obu krajach, do zabrania głosu w tej,

 

Szczęśliwy jest naród, którego historia jest nudna.

Monteskiusz

 

Przedstawienie „Bat Yam” jest częścią wspólnego przedsięwzięcia wrocławskiego Teatru Współczesnego i Teatru Habima w Tel Awiwie. Razem z wyreżyserowanym przez Michała Zadarę „Tykocinem” tworzy nietypowy dyptyk o równie  nietypowych stosunkach dwóch narodów o bardzo skomplikowanej historii. Spoiwem tych spektakli jest wspólna scenografia, miejsce oraz jedna z bohaterek. Jest nią Polka, mająca odebrać medal dla „Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata”. Ponadto, przedstawienia łączy fakt, że twórcy -  polak Michał Zadara i izraelitka Yael Ronen - urodzili się w 1976 roku. Czyli należą do tego pokolenia, które swoją wiedzę o wydarzeniach II wojny światowej czerpie z podręczników historii lub opowieści tych, którym udało się to wszystko przeżyć. Jak tak ważnej dla nas sprawie. Dla mnie, dla rozwiązania tego konfliktu opartego na miłości i nienawiści, ważne jest poddanie tych emocji chłodnemu osądowi naszych wnuków. Trudno więc się dziwić, że pierwsza polsko-izraelska koprodukcja teatrów instytucjonalnych stała się jednym z najważniejszych wydarzeń artystycznych Roku Polskiego w Izraelu 2008-2009.

 

Tytułowy Bat Yam (pol. Córka Morza) jest wchłoniętym przez Tel Awiw małym izraelskim miasteczkiem. Zamieszkałe dawniej przez ortodoksyjnych Żydów, w latach 90 ubiegłego wieku przyjęło dużą falę emigrantów z byłego ZSSR. Głównymi bohaterami przedstawienia, oprócz Historii prze duże „H”, Holocaustu oraz języka za pomocą którego staramy się o tym wszystkim mówić, jest fikcyjna rodzina Kozicz. Trzy pokolenia – dziadek, który przeżył Zagładę, syn, córka oraz wnukowie wyruszają z Tel Awiwu w melodramatyczną podróż do własnych korzeni. Postanawiają odwiedzić Tykocin, ten sam w którym latem 1941 roku została wymordowana licząca około 1400 osób społeczność żydowska. Ten sam Tykocin (w jidysz Tiktin), który obecnie jest atrakcją turystyczną Podlasia. W takt wesołej  muzyczki,  każdy ze swoim - dosłownym i metaforycznym - bagażem, podróżuje nie tyle w głąb tajemniczej, zimnej Polski, ile w głąb wszelkiego rodzaju stereotypów. Przeszkód na drodze jest wiele: nasze narodowe przesądy, chamskie szowinistyczne dowcipy i schematy myślenia, wykluczające wszystkich, którzy nie są „normalni”.

Spektakl pokazuje, że te problemy bywają nie mniej materialne niż szkło i beton biurowców, które postawiono w byłych dzielnicach żydowskich.  

 

Pamięć jest jak studnia, im głębiej, tym ciemniej. Wiesław Myśliwski

Mogłoby się wydawać, że to właśnie Holocaust odgrywa w przedstawieniu centralną rolę. Jednak, jak stwierdza reżyserka odczytywanie teatralnych wydarzeń wyłącznie przez tę „etykietkę” nie jest do końca właściwe. Jest to jeden z tych spektakli  o którym bez zastrzeżeń można powiedzieć, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Niech Foucault mi wybaczy, ale osobiście odczytuję „Bat Yam” jako świetny sposób na pokazanie przeładowanego, ugiętego pod ciężarem własnej wielkości i znaczenia; pękającego i wreszcie  rozpadającego się na kawałki dyskursu. Opowieść o tym, że niezależnie od nas, Historia składa się z historii. Coś staje się wspomnieniem, żeby za jakiś czas stać się wspomnieniem tego wspomnienia. Nieubłagany tempus fugit, dzięki któremu teraz możemy się śmiać z dowcipów w rodzaju – Jak twój pierwszy prysznic w Polsce? Była woda czy gaz? Dlatego oto dziadek nie wie gdzie go wiezie ten goj, bowiem to nie jest Warszawa. A jego syn Dawid próbuje odzyskać majątek, żeby dla własnej przyjemności, zrzuciwszy obowiązki rodzinne, przegrać go w Casino. Nili, psycholożce z zawodu, wydaje się, że Holocaust oddalił ją od ojca, ale to samo mógłby zrobić alkohol czy zwykła obojętność. Dla córki Dawida Na’amy, przeciwniczki turystyki holocaustowej i  ideologicznego prania mózgu, Holocaust jest dobrym materiałem na dramatyczny, pełen napięcia i patosu film. I wreszcie Itamar, który cierpi na niezauważaną przez nikogo depresje i mdleje od samej myśli o osiedleniu się w Polsce. Chciałby odwiedzić Oświęcim jedynie dla tego, że tak dużo mówią o nim koledzy z klasy. Każdy z tej rodziny widzi i pamięta tylko to, co chciałby widzieć i pamiętać. Wszystko to podsumowują słowa tej samej, łączącej dwa przedstawienia, Polki: gdyby powiedzielibyśmy teraz całą prawdę – nikt by nie zrozumiał.

Balansujący między bardzo skrajnymi emocjami, spektakl Yaeli Ronen jest pełen humoru, dystansu i odwagi mówienia na tak ciężki temat. Jedną jego największych zalet jest zainspirowany improwizacjami tekst. W czasie jednego z naszych pierwszych spotkań z aktorami poprosiliśmy o spisanie listy wszystkich znanych im stereotypów na temat Żydów. […] Dowidzieliśmy się, że zrobiliśmy dobry interes na Holocauście i stoimy za antypolskim spiskiem: że wciśniemy się w najmniejszą dziurę; że wspieramy się między sobą – i tylko między sobą; […] że stoimy zarówno za kapitalizmem, jak i za komunizmem; że szybko tyjemy i starzejemy się; no i oczywiście ,jako tchórze, poddajemy się bez walki, dlatego zasłużyliśmy sobie na wszystko, co nas spotkało. Pozwoliłem sobie na tak długi cytat ponieważ potrafi wytłumaczyć zarówno podaną wyżej najważniejszą zaletę jak i najważniejszą wadę przedstawienia – jest on nieco długi i przegadany. Mieć zbyt dużo do powiedzenia też czasami się nie opłaca. Jednak uparcie wierzę, że opłaca się tworzyć spektakle, mające na celu przełamać utarte sposoby myślenia o innej kulturze. A czy to się uda? O tym nasi wnuczkowie przeczytają w swoich podręcznikach Historii.       

 

Scenariusz: Yael Ronen i Amit Epstein reżyseria: Yael Ronen dramaturg: Amit Epstein
scenografia: Robert Rumas kostiumy: Amit Epstein polska wersja tekstu: tłumacz Ana Szoc korekta Joanna Biernacka
 

Występują: Ryszard Ronczewski, Maciej Tomaszewski, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Katarzyna Bednarz, Piotr Łukaszczyk, Marlena Milwiw, Dorota Abbe / Anna Błaut, Łukasz Pawłowski powiedziała Krystyna Maissner: na tym właśnie, moim zdaniem, polega wyjątkowość tego projektu. Na dopuszczeniu pokolenia trzydziestolatków, w obu krajach, do zabrania głosu w tej,

 

Tagi: Wrocławski Teatr Współczesny Bat Yam Tykocin Michał Zadara



Skomentuj

toni hok19-12-2011, 23:50

Very good writing. Great and good future for you!


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/miasto_inspiruje_i_przeszkadza/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator