G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

Wiejskie jest piękne. Drugie życie kultury ludowej.

Autor: Aleksandra Szeląg, dodano: 19-01-2010, 18:00

Idylliczna wizja sentymentalnego krajobrazu polskiej wsi, wakacji u babci, mleka prosto od krowy i falujących pól pszenicy utrwalona w naszej wyobraźni to źródło, z którego współczesna kultura czerpie pełnymi garściami. Na ile jednak taki obraz jest prawdziwy, a na ile jest mitem napisanym przez spragnionych ciszy, spokoju i wiejskiej sielanki mieszczuchów? Jak wiejska kultura odradza się w tworach współczesnej kultury, jakie jej motywy wykorzystuje i jakie formy przybiera? Między inteligenckimi ucieczkami na wieś, a rozmowami z chłopakami pod sklepem, snobizmem a autentycznością, obciachem a renesansem wiejskiej kultury, czyli kolejna odsłona cyklu Śniadania Mistrzów. Zapraszamy do lektury.

Śniadanie Mistrzów

Grzegorz Kosiorowski (moderator): Czy mamy dzisiaj do czynienia z renesansem kultury wiejskiej? Są jakieś powody, żeby tak twierdzić, zauważalne zmiany, zjawiska, tendencje? Zacznijmy od podstawowej rzeczy, czyli zdefiniujmy, jak rozumiemy wiejskość, czym jest dla nas kultura ludowa, co ją odróżnia od innych kultur? A przede wszystkim, w jakim stopniu kultura wiejska przeciwstawia się kulturze miejskiej, ściera się z nią, rywalizuje?

Stefan Bednarek: Jestem teoretykiem kultury, a ci mają zawsze najwięcej kłopotów z definiowaniem zjawisk, ponieważ widzą ogrom komplikacji. Pierwsza komplikacja polega na tym, że terminu „kultura ludowa” nie da się w ogóle zamknąć w definicji. Bo skoro lud po łacinie brzmi populus, to czy kulturę ludową powinniśmy utożsamiać z kulturą popularną? Jest taka klasyczna postać kultury wsi, którą określa się jako tradycyjna kultura chłopska, w odróżnieniu kultury szlacheckiej, która przecież także rozwijała się na wsi. W dziejach kultury polskiej mamy więc dwa potężne oddziały współtworzące kulturę narodową: kulturę szlachecką i kulturę chłopską. Przy czym, one obydwie wiążą się ze wsią. To miało swoje konsekwencje. Wiejskość chłopsko – szlachecka była kulturą długich oddechów, w której nie używało się zegarka – to słońce regulowało rytm życia. Na przykład, niektórzy uważają, że typowy gatunek literatury szlacheckiej to gawęda, bo tam nie oszczędza się czasu. Znacznie wolniej rozwijała się natomiast w dawnej Polsce kultura mieszczańska. Z reguły była niepolskiego pochodzenia – np. w Krakowie niemiecka, a we Wrocławiu niemiecka i żydowska. Chłopstwo, szlacheckość, mieszczaństwo to trzy wielkie odłamy kultury, które się składały się na kulturę polską w przeszłości. Kultura mieszczańska właściwie nigdy się do końca w Polsce nie wytworzyła. Jej rozwój gwałtownie powstrzymał socjalizm. Jedyny przykład literackiego obrazu mieszczaństwa w polskiej literaturze to „Moralność Pani Dulskiej”, innych równie sugestywnych obrazów nie ma. Niemcy mają ich mnóstwo, od „Buddenbrooków” począwszy. Anglicy mają swoich Dickensów. My natomiast nie mamy literatury mieszczańskiej. Ale samo mieszczaństwo oczywiście było i odgrywało ważną rolę w kształtowaniu kultury narodowej. W XIX w. część mieszczaństwa wywodziła się ze zubożałych rodzin szlacheckich – ci, którzy przegrali w karty, przepili, przejeździli na wycieczki zagraniczne, albo ci, których car wydziedziczył lub wysłał na Sybir, a ich majątki skonfiskowano. Oni stanowili trzon polskiej inteligencji, to była najlepiej wykształcona warstwa. Inteligencja polska też wywodzi się ze szlachty, rzadziej z mieszczaństwa. Polska kultura narodowa jest w ogromnej mierze właśnie kulturą wiejską. Zwróćcie uwagę, że najwybitniejsze dzieła tej kultury: „Chłopi”, „Nad Niemnem”, „Pan Tadeusz” to utwory ulokowane na wsi. Ale kiedy dziś mówimy o odradzaniu się wiejskości – i chyba w tym kierunku powinna podążyć nasza dyskusja – mamy na myśli głównie kulturę chłopską. Bo ów renesans wiejskości, jaki się odbywa w tej chwili, może dotyczyć głównie kultury chłopskiej, która współcześnie już chyba nie istnieje w takiej postaci, w jakiej funkcjonowała jeszcze w latach pięćdziesiątych XX w.

G.K.: Co konstytuuje kulturę wiejską? Co sprawia, że widząc dane dzieło, możemy jednoznacznie uznać: to na pewno kultura wiejska? Może takim elementem wyróżniającym i głównym punktem odniesienia jest miasto? Czy „wiejska” w takim układzie równa się „nie-miejska”?

S.B.: To przeciwstawienie jest bardzo przydatne dla ukazania specyfiki kultury miejskiej i wiejskiej, dlatego że kultura wiejska jest przede wszystkim zachowawcza. Tak było zarówno w kulturze chłopskiej, jak i szlacheckiej: „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”. To było przez cały czas takie trochę zatrzaśnięcie drzwi przed całą Europą i światem. Mieszkajmy sobie spokojne w tym naszym, czasami bardzo „zapyziałym” partykularzu. Jest mnóstwo utworów w literaturze, które powiadają: książkę przeczytać, drzewko posadzić, dom wybudować, syna spłodzić – to jest nasz ideał. Tam gdzieś na całym świecie ludzie różne rzeczy wyczyniają, wojują, odkrywają, konstruują, a my byśmy chcieli funkcjonować tym naszym rytmem odwiecznym, stałym, po co się wychylać?… Mówię o skali powszechnej, bo oczywiście były również wyjątki. Odmienny był Brzozowski – on miał za złe, głównie Sienkiewiczowi, że usypia naród. I to nawet nie tyle w Trylogii, co w „Rodzinie Połanieckich”. Marynia Połaniecka jest przykładem Polki, która prezentuje dosyć wąski światopogląd. Wiejskość to niewątpliwie tradycjonalizm, ale też związek z naturą. Najpiękniejsze opisy natury pochodzą z literatury wiejskiej. Trudno o równie piękny opis miasta – kamiennej pustyni, jak to się mówiło. I kolejna rzecz – uważam, że bardzo istotna - na wsi ulokowane są nasze emocje patriotyczne. Może z wyjątkiem Kilińskiego, który był mieszczaninem, ale takiej gorszej proweniencji przecież. Ponieważ były zabory, Prusacy germanizowali, Rosjanie rusyfikowali, to właściwie taką ostatnią twierdzą tożsamości narodowej stała się polska wieś, z jej domami szlacheckimi, a później także domami chłopskimi. Mamy różnych wybitnych profesorów, pisarzy, którzy wywodzą się z chłopskiego domu. Na przykład Kasprowicz, Przyboś, Pigoń - wybitny literaturoznawca, Inglot – słynny historyk. Tam patriotyzm był bardzo ważny, natomiast w mieście utrzymywał się z trudem. Bo miasto jest z konieczności kosmopolityczne, ruchliwe, tam odbywa się nieustanne zderzanie kultur, pojawiają się nowe wzory, stale coś się dzieje. Miasto buduje i napędza mechanizmy zmian w kulturze, a wieś je konserwuje. Te mechanizmy często wkraczają na wieś, po czym na długo się tam zachowują. Nawet kiedyś mówiło się o kulturze chłopskiej, że to była kultura dóbr opadających z innych warstw społecznych. Ale to wszystko już historia, teraz mamy do czynienia z czymś innym. Olga Tokarczuk w swojej ostatniej powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych” opowiada o wiosce w Sudetach, gdzie jest kilkanaście domów, ale tylko dwoje stałych mieszkańców wsi: pewien rolnik i emerytka. Pozostałe domki należą do profesorów z Wrocławia. Starsza pani sprząta profesorskie domki i z tego się utrzymuje. Bo oto wieś stała miejscem weekendowym, okazją do odświeżenia się, zetknięcia się z przyrodą, ale także miejscem kontaktu z kulturą wiejską.

G. K.: Czego poszukują naukowcy z uniwersytetu na sudeckiej wsi? Jakie są główne motywy takich ucieczek ludzi miasta na wieś? Może to wiąże się z określoną symboliką miejsc: wieś kojarzy nam się z dziecięcą prostotą, niewinnością, harmonią, ciszą, natomiast miasto raczej z dorosłością, komplikacjami, niepokojem, hałasem i chaosem. Przechodzenie ludzi ze wsi do miasta – kiedyś związane głównie z jakimś awansem zawodowym – można by chyba uznać za metaforę dorastania, wychodzenia z błogiej dziecięcości... Czyżby w takim ujęciu nostalgia za wsią była jakimś utopijnym pragnieniem powrotu do lat dziecięcych? Taką tęsknotę dosyć trafnie obrazuje znana piosenka „Kolorowe jarmarki” Janusza Laskowskiego, w której dorosły człowiek wspomina swoje idylliczne dzieciństwo, łącząc je z „pierzastymi kogucikami”, „drewnianymi motylami”, czyli z elementami kultury ludowej...  
 
S.B.: Ale niech pan zauważy, że to jest powrót tylko dla tych, którzy się wychowali na wsi. Trudno wracać do dzieciństwa sielskiego, jeżeli się pochodzi z miasta. W znacznej mierze obecni mieszkańcy miast wywodzą się ze wsi, bo ich rodziny w pierwszym, drugim, trzecim pokoleniu zamieszkiwały wioski. O Wrocławiu mówiono w 1946 roku, że to są Wrocławice Wielkie. Tu przeprowadziła się cała wieś. Tu w piwnicach hodowano kury, a w wannach przetrzymywano króliki i prosiaki. Podobnie było w Łodzi, a nawet w Warszawie. Może Kraków miał najsilniejszą mieszczańską kulturę. Dlatego dziś jest lepiej znany w świecie, bo wcześniej zaczął rozwijać kontakty ze światem zewnętrznym. Ta ucieczka na wieś, o której pan mówi, jest ucieczką dla tych, którzy mają wspomnienia związane ze wsią, a także docierają do wspomnień rodziców, dziadków. Przecież dzieci z miasta bardzo często jeździły na wieś do babci. To było widoczne zwłaszcza w latach ’50, ’60, ’70, kiedy miasta pustoszały na święta. Czasami też na weekendy, bo owi mieszkańcy miast w pierwszym pokoleniu wybierali się wtedy do swoich rodziców po wałówkę. Aby najeść się tam dobrze porządnej, wiejskiej strawy i przywieźć jeszcze stamtąd różnych boczków, szynek i kiełbas. A potem woziło się dzieci na wakacje do babci. To były piękne czasy, do których wielu ludzi miasta lubi dzisiaj wracać wspomnieniami. W tej chwili jest coraz trudniej, dlatego że dziadkowie też już mieszkają w mieście; wakacje na wsi nie są takie częste jak kiedyś. Na przełomie lat ’70 i ’80 robiłem ankietę  na temat domu rodzinnego. Zapytałem profesorów i innych znanych mi ludzi, także studentów: Czym dla ciebie jest dom i jakie łączysz z nim wspomnienia? Bardzo wielu napisało: mojego domu już nie ma. Bo tamta wieś bardzo się zmieniła. Tamte domy rodzinne były drewniane, pod strzechami. Dziś albo są już sprzedane, albo zburzone, a na ich miejscu stoją nowe, murowane wedle wzorów miejskich. Domki jednorodzinne na wsi niczym się nie różnią od naszych podmiejskich. Przejedźcie się po osiedlach na obrzeżach Wrocławia – to są same dworki: spadzisty dach, ładny ryzalit, kolumienki, schodki, ganek. To jest wzór domków szlacheckich. Oczywiście zachowały się też inne wzory. W latach ’80 było mnóstwo góralskich chat, teraz jest ich wyraźnie mniej, ale Górale robią dachy w całej Polsce.

Strona: 1 z 4 | Następna »

Tagi: Śniadanie Mistrzów kultura ludowa folkor folkloryzm Olga Chojak Grzegorz Kosiorowski Stefan Bednarek Mleczarnia Centrala Muzyki Tradycyjnej



Skomentuj

Marian12-05-2010, 12:33

Kaszubi istotnie uczą się w szkołach kaszubskiego i nawet mają "Nowy Testament" w języku kaszubskim. Nie wiem czy tłumaczenie „Pana Tadeusza” już opublikowano, ale wiem, że dzieła literatów kaszubskich przetłumaczono na wiele europejskich języków. Język kaszubski znany jest w Kanadzie i Nowym Jorku.


tancerka ludowa24-01-2010, 23:32

tancerka ludowa -> o)():


DJ Chodor22-01-2010, 00:15

...tak,... już jestem na wizji? Pieknie! Uroczo! Go Szelo! Go Szeeelo! Pozdrowienia dla Dyrektora i całego Instytutu Kulturoznawstwa! Buziaki


ten prawdziwy21-01-2010, 16:02

"w tych słowach" po akapicie i odnośnie tekstu, a nie samego komcia, brak autotematyzmu. kiepskie rozwiązanie techniczne. ale nie zawsze wszystko jest po naszej myśli.


ten prawdziwy21-01-2010, 16:00

Panie, pan przestanie się pode mnie podszywać. ten iPod jest zdecydowanie za duży, mało poręczny. w tych słowach czuć świetną organizację spotkania, oby więcej ciekawych gości. zatrważa mnie jedynie temat kolejnego spotkania, o którym już się mawia w kuluarach... Profesor - LoFF <3


Bartos - węgierski barbarzyńca21-01-2010, 15:49

Na foci nr 1 prześliczny iPOD <zazdrość>


sun20-01-2010, 19:50

Kultura wiejska to jeden z filarów naszej tożsamości. Dobrze, że jeszcze istnieje, chociaż jej byt w Polsce jest,jak sądzę, bardziej zagrożony niż w innych krajach. Łączy się z negatywnymi pojęciami takimi jak \"wieśniak\", \"burak\", \"cham ze wsi\" itd. Chronić ją trzeba, bo bez niej nie byłoby, choćby w literaturze \"Kamienia na kamieniu\" czy \"Traktatu o łuskaniu fasoli\" Myśliwskiego. Nie wspomnę o Redlińskim oraz o Reymoncie, Wyspiańskim, całym ...romantyzmie, sentymentalizmie, renesansie etc, etc. Dobra, nie będę się rozwijał, bo to każdy wie. Dziękuję za ten artykuł, podejmujący tak ważny temat \"skąd przychodzimy, dokąd idziemy\". P.S. Chyba dopiero w ubiegłym roku ilość ludności mieszkańców miast na świecie przekroczyła ilość ludności zamieszkującej na wsi?


reklama
Śniadanie Mistrzów


Newsletter

Łatwe przedłużanie paznokci w domu.
Zobacz gorące sex oferty.
giełda transportowa to giełda ofert transportowych.
Dokładne alkomaty.
Ładnie urządzone sypialnie warszawa.
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu