Kiedy trzy lata temu, pośrednio z powodu hollywoodzkiego strajku scenarzystów, ekranizacja „Pompei” – książki Roberta Harrisa – nie doszła do skutku. Roman Polański nie porzucił jednak chęci współpracy z brytyjskim pisarzem. Adaptując jego inną książkę, sprawił, że widz niemalże zapomniał o wcześniejszym filmie, któremu nie było dane trafić na ekrany. Najnowsze dzieło Polańskiego „Autor Widmo” właśnie nawiedza kina, a okrzyknięty „genialnym” reżyser przypomina, że nie wypowiedział jeszcze swojego ostatniego słowa.

Tajemniczy „Widmo”, czy też „Duch”, to osoba trudniąca się pisaniem biografii w imieniu swoich zleceniodawców. W filmie tytułowy bohater (Ewan McGregor) ma za zadanie sporządzić książkę o byłym premierze Wielkiej Brytanii, Adamie Langu (Pierce Brosnan). Początkowo praca wydaje się dość ciekawa, szybko jednak pierwsze wrażenie okazuje się mylące. Czas dany pisarzowi na wykonanie zlecenia dramatycznie się skraca, a jego miejscem do pracy jest odizolowana od świata wyspa. Jednak największy niepokój wzbudza w nim wieść o podejrzanej śmierci poprzednika. Dodatkowo, wokół byłego premiera wybucha polityczne zamieszanie, w które autor książki, chcąc nie chcąc, zostaje wciągnięty. Sytuacja staje się coraz bardziej zawiła i niejasna, co sprawia, że z obawy o możliwość powtórzenia się historii byłego „Ducha”, pisarz postanawia opuścić wyspę. To działanie nie przyniesie jednak bohaterowi ani ulgi, ani katharsis. Aura zagadkowości otacza cały film, nie dając nam spokoju od początku aż do końca.
Nagroda dla najlepszego reżysera, przyznana na tegorocznym Berlinale Polańskiemu, bynajmniej nie jest nagrodą przypadkową. Nie jest to też nagroda honorowa, czy, jak sądzą niektórzy, „próba rehabilitacji” reżysera. Film jest po prostu dobry. Reżyserowi w sztuce tworzenia atmosfery obrazu niekiedy jest całkiem blisko do mistrza suspensu, Alfreda Hitchcocka. Podobnie jak w swoim wcześniejszym thrillerze – „Frantic”, Polański opowiada nam intrygującą historię, z której wiele scen budzi w nas niepokój, powoduje subtelny wzrost napięcia. Nie są to efekciarskie i gwałtowne zrywy podniecenia. Polański prowadzi nas dość zawiłą ścieżką wokół wszelkich nawet najmniejszych poszlak, zmuszając do myślenia i odpowiadania sobie na pytania, przed którymi staje sam bohater. Reżyser wciąga widzów równocześnie w grę pozorów, której zasady nie są określone, a dedukcja może okazać się bardzo kiepskim pomysłem. Przekona się o tym sam „Duch”, kiedy zlekceważy, krążącą niepozornie w cieniu męża, Ruth Lang.
„Autor Widmo” stanowi mieszankę thrillera o zabarwieniu politycznym (książka Harrisa nawiązuje do życia Tony’ego Blaira) z towarzyszącym nieodłącznie filmom reżysera, wplątanym w dialogi, czarnym humorem. Wrażenie, które film wywołuje w widzu, jest niezwykle charakterystyczne dla filmów Polańskiego. Niezależnie od realizowanego gatunku, sposób prowadzenia narracji i specyficzna atmosfera nieodmiennie dekonspirują reżysera.
Osadzenie bohaterów „Autora Widmo” w odizolowanym miejscu, jest zabiegiem stosowanym przez Polańskiego już kilkakrotnie, m.in. w „Nożu w wodzie”, „Matni”, czy „Wstręcie”. O ile wyspa, na której znajdują się bohaterowie „Matni” budzi w nich zwierzęce instynkty i prowokuje nieoczekiwane zachowania, w „Autorze…” stanowi ona element psychizacji krajobrazu. Kawałek lądu, na który można dostać się jedynie drogą morską lub powietrzną, sprawia, że nam również udziela się niepokój, poczucie osamotnienia i przygnębienie, które towarzyszą głównemu bohaterowi. Na tle niemalże niezmieniającej się dekoracji łatwiej też nam usłyszeć i odczytać myśli przedstawionych postaci. Zacinający deszcz i szarość nieba, pod którym nieustannie krążą bohaterowie, również znakomicie budują atmosferę niepokoju.
„Autor widmo” należy do filmów niezwykle dopracowanych, rękę doświadczonego reżysera widać tu na każdym kroku. Prawdziwy thriller nie byłby jednak dobry w swoim gatunku bez dopasowanej muzyki. Polański, zatrudniając Alexandra Desplata, trafił w dziesiątkę. Autor muzyki m.in. do „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona” czy do „Królowej” i tym razem spisał się doskonale. Cały obraz nie stanowi jednak wielkiego zwrotu w filmografii Polańskiego. Jest filmem, który czerpie z poprzednich doświadczeń reżysera, biorąc z nich, co prawda, to co najlepsze, jednak nie wywołując przełomowej zmiany w kinie Polaka. Jego charakterystyczny styl pozostaje bez zmian, co dla wielbicieli Polańskiego jest informacją stosunkowo dobrą. „Autor Widmo” ujawnia, że Polański to twórca, który zmusza do skupienia się podczas całego filmu, aby na samym końcu zagrać widzom na nosie, serwując najmniej oczekiwane zakończenie. A to wszystko po to, abyśmy nie porzucili namysłu nad obejrzanym obrazem jeszcze na długi czas po opuszczeniu kina.
Autor Widmo (the Ghost Writer), reż. R. Polański, dystr. Forum Film Poland Sp. z o.o., 2010.
Tagi: Roman Polański Ewan McGregor Pierce Brosnan Magdalena Hołub