Mimo iż wcześniej zamykałem się szczelnie w analogowym zamku, to teraz, nieco jak hipokryta, ale z jakże nieukrywaną przyjemnością, otwieram małe okienko na zupełnie cyfrowy dźwięk w formie czarnej płyty. Właśnie tak Incubus postanowił wydać swoje największe osiągnięcia muzyczne - „Monuments and Melodies”. Z przyjemności wsłuchiwania się w ciepłe brzmienia szelestów i szumów pomiędzy dźwiękami, został sam rytuał nastawiania ramienia adaptera, zdmuchiwania kurzu z płyty i regulowania obrotów. Pomijając moją miłość do głosu Brandona Boyda i ekipy, zespół przekupił mnie dostarczeniem w paczce czterech płyt i dostępem do strony z niepublikowanymi nagraniami.

Incubus to dla mnie uosobienie kalifornijskiego snu, bo sen amerykański dla takiej wspaniałej kariery, stylu bycia i całej otoczki świetności jest po prostu zbyt wynędzniały. Szufladka, do której wsadziłbym Incubus, to rock z dopiskiem „ale taki naprawdę dobry. Z mocą”. Na temat tego, co ze strunami głosowymi wyczynia Brandon nie będę się rozwodził, gdyż trzeba to najzwyczajniej w świecie usłyszeć. Wtedy zrozumieć i się zachwycić. Innej możliwości nie ma, bo wspaniale oryginalny i niedoścignienie unikalny styl zespołu definiowany jest właśnie przez ten jeden, niepowtarzalny głos. Jednakże jak każda definicja poparta jest argumentami, tak i Brandonowi byłoby bardzo ciężko udowodnić swój talent bez Chrisa Kilmore’a na deckach, Jose Pasillas’a na perkusji, Mikea Einziger’a na gitarze i Bena Kenney na basie. Wydaje mi się, że wszyscy w zespole są jedną harmonią, uzupełniają się i nadają Incubusowi ostry pazur, jednocześnie wyciągając przed siebie bukiet najpiękniejszych kwiatów.
„Monuments and Melodies” podzielona jest w dwie części. Pierwsza to najbardziej rozpoznawalne kawałki Incubusa, a druga to piosenki wcześniej nie publikowane plus dwie zupełnie nowe.
Rozpoczynamy muzyczną podróż od „Black Heart Interia”, singla, który wyjątkowo przypadł mi do gustu. Stary dobry rock w zupełnie świeżej formie. Brandon wykazuje się dość fachową wokalistyką zaawansowaną. Dalej igła adaptera przesuwa się po mieszance standardów zespołu, które już dawno stały się kultowe, i kawałków z płyty „Light Granades”. Ta ostatnia przekonała mnie do siebie dopiero po kilkukrotnym przesłuchaniu, a teraz zajmuje zasłużone miejsce w mojej osobistej kolekcji płyt wyjątkowo udanych. „Drive”, „Love Hurts”, „Wish you were here”, „Stellar”, „Are you In”. Zadanie domowe: przesłuchać koniecznie.
Po pierwszych dwóch płytach, które przypomniały mi dlaczego od pierwszego spotkania się z ich muzyką uwielbiam Incubus, przychodzi czas na „Melodies”. Niepublikowane kawałki, których nigdy jeszcze nie słuchałem, zaskoczyły mnie. Styl zespołu nie zmienia się ani trochę, co mnie cieszy. Jednak mam wrażenie, jakbym odkrywał Incubus zupełnie na nowo. I tak „Martini”, „While All the Vultures Feed” z pewnością włączam w poczet najlepszych.
Nie ma co żałować, że „Incubus” nie żył w czasach nagrań analogowych. Mimo cyfrowości mojego nabytku z zadowoleniem wkładam „Monuments and Melodies” do adaptera. Po prostu lubię słuchać tego niesamowitego stylu, głosu, sampli i gitary. Polecam zaprzyjaźnić się z Brandonem, Chrisem i resztą. To będzie wartościowa znajomość.
Incubus - Monuments and Melodies (Epic, Czerwiec 2009)
Lista utworów :
1. Black Heart Inertia
2. Drive
3. Megalomaniac
4. Anna-Molly
5. Love Hurts
6. Wish You Were Here
7. Warning
8. Stellar
9. Talk Shows On Mute
10. Pardon Me
11. Dig
12. Oil And Water
13. Are You In?
14. Nice To Know You
15. Midnight Swim
16. Neither Of Us Can See
17. Look Alive
18. While All The Vultures Feed
19. Pantomime
20. Anything
21. Punch Drunk
22. Admiration
23. Martini
24. A Certain Shade Of Green (Acoustic)
25. Monuments And Melodies
26. Let’s Go Crazy
Tagi: winyle z szafy Incubus Monuments and Melodies kolekcja winyle płyta 2009 Łukasz Dziechciarczyk