G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

Własność w czasach ksero kultury

Autor: Aleksandra Szeląg, dodano: 06-01-2010, 20:02

Tematem spotkania z cyklu "Śniadania Mistrzów", które przypominamy, była kwestia własności intelektualnej. Do śniadania, serwowanego przez Klubokawiarnię Mleczarnia, zasiedli: muzyk, adwokat, informatyk i poeta. Każdemu z nich tematyka praw autorskich jest bliska, każdemu w inny sposób. Zapraszamy do lektury pierwszej części dyskusji z maja 2009.

Śniadanie Mistrzów: Własność w czasach ksero kultury

Grzegorz Kosiorowski (moderator): Czym są prawa autorskie? Do czego służą, komu przysługują? Na ile zachowują sens w dzisiejszej rzeczywistości, przesiąkniętej kulturą Internetu? Zanim przejdziemy do szczegółowych kwestii, spróbujmy ustalić, co to jest własność intelektualna? Czym ona różni się od własności materialnej? Nie mamy wątpliwości, że można być właścicielem przedmiotów, można posiadać prawa, ale czy można mieć na wyłączną własność idee, myśli, koncepcje?...

 

Łukasz Rostowski (L.U.C.): No cóż, jestem po prawie, wypadałoby więc bym zaczął mówić, ale niewiele z tego pamiętam. Jest to prawo do pewnego konceptu, do jakiejś idei, do rzeczy, która jest niematerialna, ale w jakiś sposób niepowtarzalna. Dokładniejszej definicji można się na pewno doszukać w ustawie o prawie autorskim.

 

Krzysztof Zuber: Samo pojęcie własności intelektualnej nie jest chyba zdefiniowane. Autorzy bardzo różnie je ujmują. Jedni przywołują tutaj tylko prawo autorskie, znaki towarowe, ewentualnie prawo prasowe, pomijając pozostałe dziedziny prawa. Z kolei inni to pojęcie rozszerzają. Idee i koncepcje nie są chronione prawem autorskim. Nie podlega ochronie sam sposób wykonywania utworu. Weźmy np. malarza, który wylewa na płótno farbę, a następnie po tym depcze, rozmazuje. Powstały w ten sposób utwór może być wykonany taką samą metodą przez kogoś zupełnie innego. Mało tego, ten sam temat może być powielany przez twórcę, który wielokrotnie posługuje się tą samą techniką. Prawo autorskie przede wszystkim chroni autora – tak bym najkrócej je zdefiniował. To wynika przede wszystkim z art. 8 ustawy o prawie autorskim. W ustawie jest także art.17, który mówi, że autor ma prawo rozporządzenia i decydowania o sposobie wykonywania tego prawa.

 

Dominik Piekarczyk: Prawo autorskie chroni autora do momentu, kiedy ten autor go nie zbędzie. Szczególnie istotny współcześnie problem wiąże się z faktem, że to prawo jest zbywalne. Autorzy odsprzedają przynależne im prawa wytwórniom, ponieważ chcą być wydawani. Pojęcie „wydania”, „bycia wydanym” do niedawna traktowane było na równi z pojęciem „zaistnienia”. Tak było szczególnie w branży literackiej. Jeśli wytwórnie stają się posiadaczami praw autorskich – majątkowych praw autorskich, dodajmy – to właściwie trudno tutaj mówić o ochronie autorów. Autorzy zachowują jeszcze prawa osobiste, natomiast praw materialnych są pozbawiani... Dlatego dzisiaj problem z prawami autorskimi skupia się bardziej wokół sfery ekonomicznej niż artystycznej. Ponieważ prawa autorów – osobiste i materialne - są rozdzielne, przysługują w znacznej części wytwórni i to ona, tak naprawdę, staje się stroną walki z użytkownikami Internetu.

 

Piotr Czerniawski: Świetny był przykład ze sposobem malowania. Własność intelektualna jest próbą odniesienia pojęcia własności z prawa cywilnego, dotyczącego rzeczy i praw, do sfery niematerialnej. Są to postulaty, aby tego typu „rzeczy” jak np. sposób malowania czy pomysł na utwór muzyczny, traktować jako normalne przedmioty własności. Sama definicja własności intelektualnej nie jest chyba jeszcze u nas zakorzeniona i mam nadzieję, że długo nie będzie, bo to jest właśnie próba uczynienia zwykłego, rynkowego towaru z czegoś, co jest wytworem kultury; jest to jakaś próba ograniczania wolności artystycznej.

 

Ł. R.: Myślę, że problem tego, czym jest własność intelektualna, został już jakoś w literaturze rozstrzygnięty. Definicja nie jest tutaj istotnym problemem. Faktycznie, jeszcze niedawno nie było zbyt wiele opracowań na ten temat. Teraz jest tego znacznie więcej. Ale problem tak naprawdę polega na czym innym. Skupmy się na społecznych aspektach własności intelektualnej. Na tym, co kolega już tutaj zasygnalizował. Po pierwsze, jaka jest dziś pozycja twórcy wobec rynku. Po drugie, jak wygląda sama kultura użytkowania praw intelektualnych, własności. Po trzecie, jak funkcjonuje ona współcześnie, w dobie Internetu. Po czwarte, jakie jest w ogóle podejście społeczeństwa do całokształtu kultury. To są kwestie, które w moim przekonaniu zasługują na poważne omówienie.

 

K. Z.: Trzeba w tej dyskusji na pewno rozróżnić dwie kategorie uprawnień twórców: są prawa osobiste i prawa materialne. Prawa osobiste są oczywiście niezbywalne. To, co autor sygnuje swoim nazwiskiem, jego idea, pomysł, nie może być mu odebrane. Natomiast z prawem materialnym do tego czegoś jest już inaczej. Wszystko zależy od tego, czy autor zgodzi się podpisać umowę, w której w jakiejś części zrezygnuje z przynależnego mu prawa do dzieła. Często mam w praktyce do czynienia z tego typu umowami. Takich spraw jest bardzo dużo i to są realne problemy. Przeważnie autorzy nie wiedzą, jak skutecznie chronić swoje prawa – wobec wydawcy, wobec producenta – dlatego te umowy bardzo różnie wyglądają. Czasami podejrzewam, że wydawca, który publikuje jakąś książkę – a paru wydawców z naszego rynku księgarskiego zdołałem poznać – chce po prostu najzwyczajniej w świecie ograbić autora z tego, co on wymyślił. Z drugiej strony przychodzi wydawca i mówi: ja chcę mieć swobodę w rozpowszechnianiu. Chcę mieć prawo, aby drugie lub trzecie wydanie przełożyć na inne języki, albo umieścić w Internecie. Obecnie coraz częściej pojawia się problem dostępności literatury w Internecie. Autor pragnie udostępnić swoją twórczość w sieci, ale jednocześnie nie chce, aby każdy sobie jego utwory dowolnie, za darmo kopiował. Chce udostępnić tak, aby można było tylko czytać. Ostatnio wyrasta problem umieszczania w Internecie audiobooków, chociaż nie cieszą się one jeszcze wielkim zainteresowaniem. Niedawno przyszła do mnie pewna autorka, reprezentująca kilkanaście innych osób, która chciała udostępniać w sieci swoje audiobooki, ale w sposób uniemożliwiający ich kopiowanie i pirackie wydawanie. Tutaj istnieje poważny problem, który na razie trudno obejść...

 

P. C.: To jest dla mnie jakieś nieporozumienie. Jeżeli autor publikuje swoją książkę w sieci, która jest z założenia przeznaczona do tego, żeby swobodnie rozpowszechniać... Nie wyobrażam sobie, jak można umieścić coś w Internecie i zabezpieczyć to przed kopiowaniem. Internet w swojej istocie polega na kopiowaniu.

 

D. P.: Czytanie książki w Internecie jest już tak naprawdę wykonaniem jej kopii, ponieważ sama przeglądarka, otwierając stronę, wykonuje kopię na dysku. W Internecie cała komunikacja polega na kopiowaniu pakietów pomiędzy serwerem a komputerem klienckim. Jako informatyk wiem, że tego punktu nie da się ominąć. Myślę, że aby pozostać w tej dyskusji przy realiach, należy przywołać jak najszybciej pojęcie dozwolonego użytku osobistego. Pobranie audiobooka i przesłuchanie go sobie w samochodzie to jest dozwolony użytek, dozwolonym użytkiem jest też wykonanie kopii dla przyjaciela i to niekoniecznie z oryginału, dopiero - w świetle obecnego prawa - rozpowszechnianie tego audiobooka jest przekroczeniem tej granicy.

 

Ł. R.: Przyjrzyjmy się kolejnym etapom postępowania młodego twórcy. Najpierw artysta coś tworzy. Kiedy ma już stworzone dzieło, poszukuje wydawcy. Ja absolutnie staję po stronie artystów, bo uważam, że oni są jak rolnicy etiopscy, którzy gromadzą taki cały worek kawy, najlepszego ziarna na świecie i sprzedają go za dolara. Następnie skupuje go jedna osoba, druga osoba, spekulanci. A potem pięć albo dziesięć ziarenek z tego worka jest sprzedawane w Nowym Jorku po 10 dolarów. Podobnie jest z artystami. My tworzymy ten worek artystyczny, a w Empiku płyta czy książka kosztuje tyle, ile kosztuje. Dlatego stoję po stronie artystów. Ale równocześnie jestem po stronie prawników, bo w Polsce bardzo brakuje dobrej kultury prawnej. Jest już masa prawników, których usługi tanieją, rośnie konkurencja, a w Polsce mało kto zwraca się do prawników z problemem podpisania umowy. To, że wytwórnie nas wykorzystują strasznie, perfidnie, że po prostu te umowy są fatalnie zapisane, to jest oczywiście nie fair, tu można płakać, walić głową w mur, wbijać paznokcie, ale z tym nic nie zrobimy. Należy mówić bardzo głośno młodym artystom, że muszą się kierować do prawników, bo my ich inaczej nie uchronimy. Niech pójdą do wydawcy, wezmą projekt umowy, a następnie z tym projektem niech idą skonsultować się z prawnikiem.

 

K. Z.: To jest jedna kwestia. Ja tutaj przemawiam trochę przez pryzmat własnego doświadczenia. Przez 20 lat zajmowałem się teatrem i byłem ścigany za łamanie praw autorskich. Sprowadzałem teatry z całego świata. Fakt, że wtedy było trochę inne prawo, które miało jednak sporo luk, więcej różnych furtek. Fascynował mnie teatr, sztuka, w tej dziedzinie się realizowałem. Kiedy kończyłem studia, pisałem pracę magisterską o prawach autorskich, postanowiłem połączyć sferę prawną ze sferą artystyczną. Wtedy też wzrosła moja świadomość prawna w zakresie własności intelektualnej. Dlatego również staję po stronie autorów. Może nie używam słowa „artysta”, bo nie zawsze, będąc autorem, jest się artystą. Chciałbym być artystą, ale czasem przecież wychodzą kiepskie spektakle i ktoś słusznie może powiedzieć: a cóż to za sztuka! A więc ta świadomość prawna, na którą zwróciłeś uwagę, odgrywa ogromną rolę. Przyszła do mnie pewnego razu dziewczyna, DJ-ka, która ponadto świetnie realizowała się w śpiewaniu. Kiedy pokazała mi umowę z wydawcą, producentem jej płyty, stwierdziłem, że to wygląda jak niewolnictwo i nie powinna się tym wiązać. Teraz ta dziewczyna robi karierę. Takiej umowy nie wolno było podpisać, to byłby jakiś akt współczesnego niewolnictwa. Do końca życia byłaby nią związana, a wydawca decydowałby o tym, co jej wolno, czego nie wolno, w jaki sposób ma śpiewać itd.

 

Strona: 1 z 2 | Następna »

Tagi: Śniadanie Mistrzów Rita Baum Mleczarnia L.U.C. Dominik Piekarczyk Krzysztof Zuber Piotr Czerniawski Grzegorz Kosiorowski



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator