Paweł Łoziński przyjechał do Wrocławia, zrobił niemałą furorę i wrócił do Warszawy. Tak w największym skrócie można podsumować drugą Akademię Filmu Dokumentalnego „MovieWro”, która miała miejsce w czwartek 25.marca w Sali NOT Kina Warszawa. Tego wieczoru stolica Dolnego Śląska była prawdziwą świątynią polskiego dokumentu.

Jeśli sięgnąć pamięcią niecały rok wstecz, do Cyfrowego Weekendu Planete Doc Review, staje przed oczami obraz niemal pustej dużej sali Kina Warszawa. W porywach 40 osób uczestniczyło w projekcjach naprawdę wartościowych filmów dokumentalnych. Wówczas zrodził się pomysł, by włożyć własną energię i przekonać wrocławską publiczność, że warto oglądać dokumenty. Sporo zajęła konsolidacja idei oraz znalezienie odpowiedniej formuły. Jednak 11.marca wystartowała Akademia Filmu Dokumentalnego i dwa pierwsze spotkania w jej ramach: z Tomaszem Wolskim i Pawłem Łozińskim utwierdzają w przekonaniu, że we Wrocławiu nie brak publiczności, która chce spotykać się z dobrym kinem dokumentalnym.
Najlepiej w tej sytuacji oddać głos liczbom. Na inauguracyjnym MovieWro zagościło przeszło 90 osób, które później, niemal w komplecie, uczestniczyły w dyskusji dotyczącej obejrzanych filmów i kina Tomasza Wolskiego. W ubiegły czwartek w Sali NOT pojawiło się blisko 160 osób, które chciały spotkać się z Pawłem Łozińskim, obcować z jego kinem i później rozmawiać o wrażeniach, zadawać pytania. Trudno postrzegać taki obrót sprawy w kategoriach innych niż sukcesu.
Zaprezentowane zostały trzy dokumenty Łozińskiego. Kolejno: „Siostry”, „Kici kici” i „Chemia”. Filmy te tworzą interesujący portret dokumentalisty potrafiącego wydobywać z bohatera i sytuacji, w jakiej ten się znajduje, prawdę. Nawet wtedy, gdy są to sytuacje tak ekstremalne i niecodzienne, a do tego traumatyczne, jak pobyt w Instytucie Onkologii, pobieranie tam chemii. Pawłowi Łozińskiemu do stworzenia takiego miniaturowego portretu człowieka potrzeba często jednego ujęcia, okraszonego celną wypowiedzią, w której zawierają się marzenia, radości, smutki i porażki człowieka. Niezwykła to umiejętność, choć reżyser przyznawał na spotkaniu, że nie zawsze efekt udaje się osiągnąć natychmiast (co miało miejsce przy „Pani z Ukrainy”, gdzie Łoziński potrzebował trzech miesięcy na stworzenie portretu swojej bohaterki). W przypadku „Sióstr”, dwunastominutowej opowieści o toksycznej relacji dwóch tytułowych kobiet, 80-letnie staruszki same poprosiły twórcę, by zrobił o nich film. Udało się. Łoziński przyznawał, że najprawdopodobniej był im potrzebny, ktoś musiał ich wysłuchać. Chociaż reżyser pracował z paniami przez dłuższy czas, to jednak dokument powstał w oparciu o pierwsze spotkanie, o największej sile rażenia i najmocniejszym ładunku autentyzmu, kiedy ujawniła się dominacja starszej z kobiet nad drugą, nabudowywana przez całe życie. Myślę, że warto też dopowiedzieć jaki był koniec, co stało się z bohaterkami dokumentu, co udało nam się zasłyszeć w kuluarowej rozmowie. Kobiety finalnie bardzo się pokłóciły i śmierć zastała je w dwóch oddzielnych Zakładach Opiekuńczych. Smutny koniec toksycznej relacji.
W kontekście sytuacji z „Sióstr”, tragicznego finału tej historii, nie daje mi spokoju kwestia zbiorowego odbioru kina. Tego jak warunki panujące w sali kinowej – ciemność, anonimowość, wpływają na postrzeganie filmu. „Siostry”, „Kici kici”, a także „Szczęściarze” Tomasza Wolskiego oglądane w domowym zaciszu, samotnie, skłaniają do refleksji. Nawet komiczne elementy, jak postać i wątek Ofelii w „Kici kici” nie są w stanie zdominować przekazu, widz zwraca uwagę na problem samotności („Siostry”, Kici kici”), czasem jej najgorszej formy – samotności we dwoje, jak w przypadku małżeństwa z trzeciej noweli w „Kici kici”, niedopasowania ludzi i konsekwencji nieprzemyślanych wyborów („Szczęściarze”). Kiedy w ciemnej sali siedzi kilkadziesiąt osób, ktoś w kącie zarechocze, nastrój zabawy łatwo się rozplenia, zatacza coraz szersze kręgi. Trudno osądzić, czy to zjawisko pozytywne czy negatywne. Pawłowi Łozińskiemu, kiedy go o to spytałem, taki odbiór jego filmów nie przeszkadzał. Tomasz Wolski, kolekcjoner nagród publiczności Krakowskiego Festiwalu Filmowego, powiedział z kolei, że ma poczucie, iż coś umyka jego filmom, że nagromadzenie językowych kwiatków, w czym twórca się wyspecjalizował, powoduje nierzadko naskórkowy odbiór. Dlatego następne filmy Wolskiego będą inne, bardziej stonowane i raczej oparte na sile rażenia obrazu, aniżeli słownej ekwilibrystyce. „H2O” i „Pomału” nie mają zdobywać nagród publiczności.
Mnie wydaje się to niezwykle interesującym mechanizmem. Jednocześnie zastanawiam się, czy nasi widzowie również mają podobne odczucia. Dlatego, w imieniu wszystkich organizatorów, zapraszam do wyrażania swoich opinii na ten temat. Mogą być to luźne spostrzeżenia, dotyczące zbiorowego odbioru kina dokumentalnego, najchętniej w kontekście filmów Tomasza Wolskiego lub Pawła Łozińskiego, prezentowanych w ramach Akademii Filmu Dokumentalnego „MovieWro”. Najciekawsze opinie, teksty, artykuły opublikujemy na naszej stronie na Facebooku oraz w portalu G-punkt.pl, a na wybrane grono szczęśliwców czekają nagrody rzeczowe. Na opinie czekamy do 15.kwietnia. Proszę pisać na adres moviewro@gmail.com, w temacie maila wpisując: „Zbiorowy odbiór dokumentu”. Tymczasem dziękujemy wszystkim, którzy zaszczycili nas swoją obecnością na dwóch pierwszych spotkaniach i zapraszamy na 8.kwietnia, kiedy Wrocław odwiedzi Paweł Wysoczański i bohater jego dokumentu „W drodze” Mieczysław Bieniek.
Tagi: Akademia Filmu Dokumentalnego "MovieWro" G-punkt Facebook Tomasz Wolski Paweł Łoziński Paweł Wysoczański W drodze Siostry