G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Wrota do piekieł

Autor: Maciej Stasierski, dodano: 04-01-2010, 20:52

Sam Raimi zyskał sławę i uznanie dzięki niskobudżetowym horrorom klasy C. Jego „Evil Dead” czy „The Army of Darkness” wypromowały nazwisko aktora Bruce’a Campbella. Teraz i budżet, i nazwiska się zmieniły, a Raimi postanowił powrócić do korzeni. „Wrota do piekieł” nie są horrorem wybitnym, ale i tak przy nawale podróbek japońskich zdobyczy gatunku wybijają się ponad przeciętność.

wrota do piekieł

Christine Brown (Alison Lohman) pracuje w dziale kredytowym znanego banku. Lada chwila ma osiągnąć wymarzony awans. Pewnego dnia w placówce zjawia się tajemnicza kobieta, której bank za niespłacony kredyt zamierza zabrać dom. Christine postanawia nie przedłużać kobiecie pożyczki, czym ściąga na siebie gniew starożytnego demona. W ciągu trzech dni musi się oczyścić z klątwy, inaczej zostanie porwana przed wrota piekieł.


Prawda, że brzmi to całkiem zabawnie? Korporacja zwraca się przeciwko biednej kobiecie i z tego wszystkiego wyłania się nam starożytny demon imieniem Lamia. Jak bardzo miałko i śmiesznie nie brzmiałby ten skromny zarys fabuły, nie można odmówić „Wrotom do piekieł” tego, czego wymaga się od porządnego horroru – potrafią naprawdę solidnie przestraszyć. Jednak Raimi jest dużo bardziej inteligentnym twórcą i nie poprzestaje na prostych trickach wywołujących u widza ciarki na plecach. Dodaje do tego wiele poczucia humoru i ogromny ładunek ironii. Dzięki temu „Wrota do piekieł” nawet w mniej dopracowanych, bardziej powolnych momentach, pozostają rozrywką na poziomie, na który nieliczni twórcy z Hollywood potrafią się wspiąć.


Rzadkością w horrorach są ciekawe wykreowani bohaterowie. „Wrota do piekieł” są chlubnym wyjątkiem, jednak tylko po stronie postaci kobiecych. To one decydują tutaj o wydarzeniach i podejmują ostateczne decyzje. Szczególnie główna bohaterka zagrana przez Alison Lohman nie jest typową dla gatunku krzyczącą histeryczką, jaką bywała często Jamie Lee Curtis zwana niegdyś „Królową Krzyku”. Tutaj bohaterka to zdeterminowana, silna i inteligentna kobieta, która jednak nie może liczyć na pomoc nikogo z zewnątrz. Jej chłopak, grany przez Justina Longa, to już typowa kukła poruszana tekstem scenariusza, czasem niestety w bardzo nieciekawe rejony.


Najbardziej pomocnym narzędziem reżysera w przypadku historii horrorowych są efekty audio-wizualne. Niestety często wykorzystuje się je w sposób nieprzemyślany. Jednak i w tym przypadku Raimi również pokazuje, że swój fach zna. Oczywiście kilka razy hamulce mu puściły zanadto i zabrakło zarówno napięcia, jak i ironii. Niemniej dzięki znakomitej muzyce Christophera Younga (szczególnie wspaniały temat przy napisach początkowych) i szybkiemu, ale niechaotycznemu montażowi udaje się wytworzyć klimat.
„Wrota do piekieł” nie otwierają nam przejścia do filmowego raju. Szczęśliwie także i filmowe piekło w tym przypadku jest dla nas zamknięte. Jesteśmy na znanej nam Ziemi, pełnej wytartych ścieżek, które jednak w ręku znakomitego reżysera nabierają nowej świeżości. Dobra zabawa.

Wrota do piekieł (Drag me to hell), reż. Sam Raimi, dystrybucja: Best Film 2010

Tagi: Sam Raimi horror Bruce Campbell Alison Lohman Maciej Stasierski kino klasy B



Skomentuj

majowizna20-03-2010, 12:18

Fabuła przypomina mi nieco powieść "Chudszy", napisaną przez Stephen'a King'a w 1984 roku. Muszę przyznać, że nie bawiłam się zbyt dobrze włócząc się po tej "ziemi pełnej wytartych ścieżek".


miszka05-01-2010, 21:44

nie wspomniano o wydzielinie ustnej, która znacząco wpłynęła na jakość filmu i obraz fabuły. recenzja na 4,5gwiazdki.


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/miasto_inspiruje_i_przeszkadza/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator