G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Wtórna story

Autor: Jarosław Czechowicz, dodano: 08-02-2010, 22:46

To już druga po „Wilgotnych miejscach” Charlotte Roche książka w różowej okładce, która ukazuje się ostatnio na polskim rynku wydawniczym, obnażając bezlitośnie sekrety płci pięknej, o których zwłaszcza mężczyźni wiedzą tak niewiele. Tym razem po niesmacznej opowiastce o problemach z waginą i odbytem lekce sobie ważącej higienę nastolatki otrzymujemy – jak pisze sama autorka – pierwszą polską les story.

Moja Les

I może gdyby Staniszewska nie zapomniała o dokonaniach Ewy Schilling, która przed kilkoma laty wydała i uświadamiającą społecznie love story o lesbijkach („Głupiec”) i egzystencjalny zbiorek opowiadań o kobiecości widzianej z nieco innej strony („Lustro”), można by przyznać jej rację, że stworzyła pewną nowatorską pozycję i książkę, o której może być głośno. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że poznańska pisarka pozazdrościła zwyczajnie rozgłosu Michałowi Witkowskiemu, ponieważ „Moja les” językiem (przestawna składnia, wulgaryzmy, neologizmy, mniej lub bardziej zabawne trawestacje, parafrazy i odniesienia do tekstów kultury wysokiej), siłą przekazu i bezpretensjonalnością próbuje dorównać dokonaniom autora „Królowej Margot”. Trudno także potraktować tę powieść poważnie, bo wydaje się zwykłym czytadłem, w jakim odnaleźć się mają pokrzywdzone i dyskryminowane w Polsce kobiety homoseksualne. Nie wiem, jaki cel przyświecał pisaniu „Mojej les”, ale chciałbym napisać, dlaczego ta książka mnie nie przekonuje.

Przede wszystkim to opowieść pełna stereotypów myślowych i na takich stereotypach oparta. Mamy u Staniszewskiej całą serię zarzutów stawianych skostniałemu heteronormatywnemu społeczeństwu, w którym nie ma miejsca dla kobiet kochających inaczej. Główna bohaterka opowieści to kobieta z krwi i kości, absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego, pani od wuefu i pani swojego kochanego "homiczka", czyli Miłki. Dorota próbuje uświadomić sobie, swej partnerce i swojemu otoczeniu, że oto znalazła się w sytuacji co najmniej dyskomfortowej, kiedy próbuje ze swoją ukochaną układać sobie życie, a nawet starać się o dziecko. Cała rzeczywistość, w jakiej żyje Dorota, sprawia wrażenie świata z góry nieprzychylnego jej orientacji seksualnej. Opresyjne instancje społeczne, z jakimi bohaterka ma do czynienia i ludzie z jej codziennego życia, wydają się być wrogami kobiecości definiowanej inaczej i kobiecości przez to jakby drugiej kategorii. Bo taka lesbijka jak Dorota to kobieta gorsza od innych i nawet geje mają w Polsce lepiej, bo przecież (…) Gej najlepszym przyjacielem kobiety. A lesbijka to co? Lesbijka to se najwyżej psa może kupić.

Frustracje Doroty idą w parze z dylematami, z jakimi zmagają się barwne dziewczęta z jej i Miłki najbliższego otoczenia. To kobiety, które w gruncie rzeczy stale walczą o swoją tożsamość. Kobiety, dla których wyalienowanie społeczne jest na tyle silne, że czują czasami potrzebę stworzenia nowej koncepcji ładu. Choćby taka Iga, która głosi, następujące prawdy: Ojczyznę to ja w dupie mam! Jeśli jakieś zobowiązania mamy społeczne, to tylko wobec Matczyzny. Przez tysiąclecia ojcowie nas wyzyskiwali, władzę swoją pokazując, ujeżdżając na rodzie niewieścim jak na łysej kobyle. (…) Niechże raz łysa kobyła dęba stanie i pójdzie w Ojczyznę, tratując wszystko równo jak w gówno. Bohaterce trudno jest zaakceptować swoją inność, choć przecież nigdy tak naprawdę nie miała problemów z określeniem swojej orientacji seksualnej (jej partnerka posiada dzieci z poprzedniego związku homoseksualnego, którymi z Dorotą wspólnie się opiekują). Bohaterkę ratuje z opresji jej poczucie humoru i dystans do własnych problemów, jaki stwarza, ale nie można porzucić myśli, że świat ustawicznie walczy z jej płciowością i definicja kobiecości jest u Doroty uwarunkowana siłą, z jaką stale można się temu światu przeciwstawiać.

Zofia Staniszewska opisuje w swej książce codzienne problemy typowego związku homoseksualnego dwóch kobiet, w której to opowieści nie ma miejsca na sentymentalne uduchowienie, pretensjonalne i górnolotne postękiwania egzystencjalne, nie ma w „Mojej les” patosu i pozornie nie ma także ukrytych znaczeń, ale rumieńców ta książka nabiera dopiero w zakończeniu, gdzie sporo chaotycznie prowadzonych wątków z powieści łączy się w dość spójną, symboliczną całość.

Jeśli traktować „Moją les” tylko jako czytadło o miłości trudnej i niejednoznacznej, książka broniłaby się nietuzinkowym poczuciem humoru i narracją tyleż dynamiczną, co bardzo plastyczną. Mam jednak wrażenie, że to opowieść stworzona na siłę tylko po to, by zaakcentować swoją… inność, a przez to odkrywczość. Nie ma w książce Staniszewskiej niczego odkrywczego. To lektura, którą szybko się czyta i szybko zapomina. Niemniej życzę „Mojej les” wielu czytelników, w końcu powieść ma ukazywać trudy miłości i codziennego życia ludzi, których homoseksualność staje się kategorią poznawczą samych siebie.

Zofia Staniszewska, Moja les, wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2010

 

Jarosław Czechowicz ur. 1978, absolwent filologii polskiej UJ oraz Podyplomowego Studium Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ; niezależny recenzent; publikacje m.in. w "Portrecie", "artPAPIERZE" oraz w portalach "Internetowe Imperium Książki", "biblioNETka", "G-punkt", "Independent.pl". Prowadzi bloga literackiego „krytycznym okiem”.

Tagi: Zofia Staniszewska Moja les Prószyński i S-ka gneder homoseksualizm gej lesbijka powieść



Skomentuj

Krzyś Cieślik12-02-2010, 09:37

przy całym szacunku dla autora i jego wiedzy na temat literatury współczesnej, ta nota jest prawdziwym popisem pustej erudycji... 1. Przede wszystkim to opowieść pełna stereotypów myślowych i na takich stereotypach oparta. - no wspaniale, szkoda, że to zwykły pleonazm. 2. To już druga po „Wilgotnych miejscach” Charlotte Roche książka w różowej okładce, która ukazuje się ostatnio na polskim rynku wydawniczym, obnażając bezlitośnie sekrety płci pięknej, o których zwłaszcza mężczyźni wiedzą tak niewiele. Tym razem po niesmacznej opowiastce o problemach z waginą i odbytem lekce sobie ważącej higienę nastolatki otrzymujemy – jak pisze sama autorka – pierwszą polską les story. - razem z moją znajomą, znaną krytyczką, nie mogliśmy opanować śmiechu po lekturze tego fragmentu....


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/wszystko_gra/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator