Oczy mężczyzny otwierają się. Mimo tego, że wiele razy był w tym miejscu, wszystko wydaje się inne, ciekawsze, ale też bardziej męczące. Nagle świat nabiera kolorów, są w nim barwy jasne, wesołe, ale także ciemne i depresyjne. Ciężko jest się na nowo przystosować. Całe swoje życie, do tej pory tak dobrze poukładane, zostawić za plecami, zapomnieć. Na szczęście, po jakimś czasie, przestaje się za nim tęsknić, a na drodze pojawiają się trudne wyzwania. Jednym z tych wyzwań jest nowonarodzone dziecko. Doskonale o takim wydarzeniu pisze w książce „Dziennik taty” Tomasz Kwaśniewski, dziennikarz Gazety Wyborczej.

„Dziennik taty” jest zbiorem krótkich felietonów napisanych przez wyjątkowo wrażliwego mężczyznę, ojca dwójki małych dzieci. Wbrew tytułowi, nie są one jednak uporządkowane chronologicznie. Autor zdecydował się na układ alfabetyczny. Jak sam pisze: Słabo? Może i słabo, ale w sumie i tak bez znaczenia. Jakieś znaczenie jednak ten chwyt miał i niestety nie jest on pozytywem książki. Mimo tego, że każdy z rozdziałów jest odrębną historią, opowieści przedstawione przez Tomasza Kwaśniewskiego tworzą pewną całość, w której można się czasem pogubić. Na ogólny odbiór książki nie ma to jednak wielkiego wpływu, dlatego minus to malutki, ledwie zauważalny.
Książka opowiada o procesie poznawania świata zarówno przez nowonarodzone dziecko, jak i przez jego rodziców. Bo tak naprawdę, autor i zarazem bohater, dzięki swoim pociechom poznaje świat na nowo – odkrywa obrazy, spogląda na otoczenie z innej, lepszej i przyjemniejszej strony, wnika w głąb siebie i naprawia relacje z rodziną. Można nawet powiedzieć, że wraz z dorastaniem swojej córeczki, sam dojrzewa i staje się nowym człowiekiem.
Historie opisane w książce denerwują, wzbudzają złość, a nawet wściekłość, ale także odprężają, śmieszą i doprowadzają do łez na wszystkie możliwe sposoby. Prowadzą czytelnika ścieżkami pełnymi rozmaitych emocji, prezentują całą gamę uczuć, na które napotykają normalni ludzie w swoim pozornie normalnym życiu – życiu, do którego bez skrupułów wkracza mały człowiek. Autor, bez zbędnych ceregieli, pokazuje wszystkie wady i zalety posiadania pociechy – dziecko nie tylko daje wiele radości i pomaga inaczej spojrzeć na otaczający dorosłego świat, ale także przysparza problemów tak wielkich, że aż nie do wytrzymania. Te małe, pozornie niegroźne i nieporadne istotki potrafią zszokować i doprowadzić do łez nawet największego twardziela.
Jak na dziennik przystało, język nie jest zbyt urozmaicony, a Tomasz Kwaśniewski nie stara się nas zachwycić swoją erudycją. I bardzo dobrze! Lekki, prosty styl pozwala zwrócić większą uwagę na treść, niż na formę. Wprowadzane dialogi najczęściej rozgrywają się między samym bohaterem, a jego malutką córką. Odnajdujemy tam wiele słów mogących znaleźć się jedynie w dziecięcym słowniku.
Warto zwrócić także uwagę na czarnobiałe ilustracje, których autorką jest Marta Pokorska. Zostały one wystylizowane tak, by przypominać malunki dziecka. Wykonywane są pozornie niedbałą kreską, często bez zbędnych szczegółów. Możemy z nich odczytać położenie, przypuszczalne uczucia i nastrój szkraba – widać, że dziecko jest ich głównym bohaterem. Całość daje wrażenie zgodnej współpracy kochającego ojca i kilkuletniej pociechy: tak jakby do zapisków taty zostały dodane rysunki wykonane, gdy dorosły był zajęty pisaniem.
Okazuje się, że kiedy mężczyzna przystosuje się do nowego środowiska i przestanie wspominać dawne lata wolności, może być znakomitym towarzyszem zabaw. Jest również szansa, że stanie się pełnym ciepła opiekunem, a jednocześnie zdecydowanym wychowawcą. Tomasz Kwaśniewski udowadnia to czytelnikom, za rękę prowadząc nas przez labirynt złożony z nocników, pieluszek, pluszowych misiów, gumowych żyraf i smoczków. Każdy, kto w swoim życiu miał kontakt z dzieckiem (bez różnicy, czy jest mamą, wujkiem, siostrą, czy dziadkiem), odnajdzie w „Dzienniku taty” swoje doświadczenia. Kto takiego kontaktu nie miał, niech się lepiej przygotuje, czytając tę książkę.
Tomasz Kwaśniewski, „Dziennik taty”, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010
Tagi: Tomasz Kwaśniewski Dziennik taty wydawnictwo W.A.B. recenzja Katarzyna Łazarska