Magia fascynuje od najmłodszych lat naszego życia. Z zapartym tchem śledzimy iluzjonistów zamieniających bukiety kwiatów w gołębie i wyciągających króliki z cylindra. A gdyby tak magia mogła nie tylko nas olśnić, ale zawładnąć całym naszym światem? Co, jeśli istnieje równoległa rzeczywistość, która nie ma praktycznie nic wspólnego z tą nam znaną? „Lecą wieloryby” Aleksandra Kościówa zapraszają nas właśnie w takie miejsce. Miejsce, w którym imiona ani pochodzenie nic nie znaczą, liczy się tylko miłość.

Jon to chłopak, który odkąd pamięta jest zakochany w swojej pierwszej miłości. Uczucie łączące parę jest tak wielkie, że rozstanie spowodowane wyjazdem na studia do dwóch oddalonych od siebie miast, nie jest uznawane za jakąkolwiek przeszkodę na drodze do wspólnej przyszłości. Pewne pechowe wydarzenie wymusza jednak na Jonie konieczność natychmiastowego odwiedzenia i przeproszenia swojej dziewczyny. Na drodze do Mai napotyka przeciwności, o których istnieniu nie miał pojęcia, a które pokonać może jedynie siłą uczucia.
Po przeczytaniu powyższego opisu można odnieść wrażenie, że „Lecą wieloryby” to kolejna, tandetna historia o młodzieńczej miłości. Na szczęście, już kilka pierwszych stron powieści sprawia, że myśl o odłożeniu jej na półkę umiera śmiercią naturalną. Zadziwia ciekawa i pełna zwrotów akcji fabuła. Wydarzenia najczęściej przeczą powszechnie znanym prawom logiki, mimo wszystko składając się w całkiem zgrabną i interesującą całość. Niepohamowana wyobraźnia Kościówa zaprasza nas do przeżycia podróży wraz z Jonem, a czytelnik tak sformułowanemu zaproszeniu nie potrafi się oprzeć. Nie można zrezygnować z dalszego czytania powieści, gdy wejdzie się już w świat Peronii i razem z jej mieszkańcami zacznie polować na pociągi. Nie chce się porzucić Jona i zostawić go na pastwę Dókxsa i jego Hordy.
Świat, w którym pojawiająca się nagle staruszka wręcza bohaterowi pudełko z bezami, a kakao traktowane jest niczym nektar bogów, wywołuje w dodatku niebywale pozytywne skojarzenia. Mimo nieznanych niebezpieczeństw, które bez wątpienia w nim czekają, dzięki małym, pozornie nieistotnym szczegółom, powracamy wspomnieniami do dzieciństwa, kiedy to kogel-mogel smakował domem, a dla kilku ciastek było się gotowym poświęcić życie.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor poświęcił wiele czasu na udoskonalenie fabuły. Każdą sceną, każdym elementem świata przedstawionego nie tylko można, ale należy się delektować. Stworzenie od podstaw tylu równolegle istniejących, przeplatających się rzeczywistości musiało być niezwykle trudne, a dopracowanie szczegółów wymagało wielkiego zaangażowania. Kościów powinien być z siebie dumny, tym bardziej, że czytelnicy powieści takim samym zaangażowaniem w historię mu się odpłacają.
W „Lecą wieloryby” granica między rzeczywistością a fantazją zaciera się do tego stopnia, że sam główny bohater gubi się w wielości światów stworzonych przez autora. Możliwe, że to właśnie dlatego ciężko jest powrócić do czytania tej książki po przerwie. Najlepiej więc do ostatniej strony dotrzeć od razu, bez zbędnego ociągania się i marudzenia, pamiętając, że czary, którymi Kościów tak fascynuje, w każdej chwili mogą prysnąć.
Nawet po długiej pauzie nie znika jednak ogromna sympatia, jaką wzbudzają bohaterowie powołani do życia przez autora. Kibicujemy Jonowi w każdym momencie jego podróży, w każdej chwili, w której musi niepostrzeżenie wymykać się z rąk Koszulowców. Rozrzewnienie, z jakim spoglądamy na bohatera historii jest tak wielkie, że niemal stawiamy siebie na jego miejscu i razem z nim strzeżemy pudełka z bezami jak oka w głowie.
Pod tą powłoką pochłaniającej nas magii, Kościów jednocześnie przekazuje nam bardzo ważną lekcję, której tematem są wartości i uczucia. „Lecą wieloryby” to opowieść o miłości, walce, przyjaźni, niepoddawaniu się, ale także o bólu cierpieniu i braku zrozumienia. Można ją więc czytać, jak zwykłą, ciekawą bajkę, należałoby jednak spojrzeć na nią jako na intrygującą historię z drugim dnem.
„Lecą wieloryby” to historia pełna wdzięku. Przywołuje wspomnienia, wzrusza, a także delikatnie i subtelnie pobudza do refleksji, nie narzucając żadnych gotowych rozwiązań. Nieposkromiona wyobraźnia pisarza pomaga czytelnikowi przenieść się w niezwykłe miejsce. Pochylając się nad kolejnymi stronami jesteśmy wciągani do świata magii i alternatywnych rzeczywistości, których, mimo czających się w nich niebezpieczeństw, nie chcemy opuszczać. To właśnie dla tego uczucia, dla pragnienia pozostania w fascynującym świecie Kościówa, warto powieść przeczytać.
Aleksander Kościów, Lecą Wieloryby, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010.
Tagi: Aleksander Kościów Lecą Wieloryby Wydawnictwo Znak powieść realizm magiczny recenzja Katarzyna Łazarska
qVnQhBPFVhXRgA14-09-2011, 12:59
yZJA5h , [url=http://bwfvyqsdhwvc.com/]bwfvyqsdhwvc[/url], [link=http://tuzomgevboyp.com/]tuzomgevboyp[/link], http://ckukabrrqrfb.com/
fxtKqZJzkFLxjoSfn12-09-2011, 17:45
ovx5mQ <a href="http://ekgnsyhgiwmo.com/">ekgnsyhgiwmo</a>
vhPaTtAVQMJmTX12-09-2011, 11:00
G7a4Il , [url=http://cwmrhtdrvbiz.com/]cwmrhtdrvbiz[/url], [link=http://plxzcwnkddik.com/]plxzcwnkddik[/link], http://wsqxsdbquvgn.com/
sCZDMsWWvN11-09-2011, 09:57
sJoXdO <a href="http://nwvfxcpvipsb.com/">nwvfxcpvipsb</a>
emHItchjG11-09-2011, 03:46
My hat is off to your astute cmonmad over this topic-bravo!