G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Ze śmiercią nam do twarzy

Autor: Magdalena Hołub, dodano: 23-01-2010, 17:13

Podobno Słońcu ani śmierci nie można patrzeć prosto w oczy. Yôjirô Takita w swoim najnowszym filmie zdaje się jednak nie uznawać tej zasady. „Pożegnania” to opowieść o przemijaniu, podczas której reżyser nie tylko uparcie wpatruje się w kres życia, ale co więcej, postanawia go poznać, a nawet oswoić. Po zdobyciu Oscara i licznych nagród w ojczyźnie, tytuł filmu wydaje się być przewrotnym –„Okuribito” stanowi raczej, już któreś z kolei, powitanie kina japońskiego na międzynarodowym czerwonym dywanie.

pożegnania

Na samym początku możemy porzucić wszelkie nadzieje. Marzenia, które traktujemy jako zbawienną odskocznię od realnego świata, dla Takity stanowią jedynie zbędny nadbagaż. Są już tylko napuchniętą walizą przypominającą nam nieustannie o bezlitosnych prawach grawitacji, ciągnąc nas ku ziemi. Daigo Kobayashi, postromantyczny bohater z wiolonczelą w dłoni, jedynie dzień przepracowuje w wymarzonej orkiestrze, która zostaje rozwiązana. Wraz z żoną przenoszą się na przedmieścia, ponieważ ich bajka w mieście Tokio zdaje się dobiegać końca. Zbieg okoliczności i dwuznaczność anonsu w sprawie pracy skutkują zatrudnieniem Daigo w firmie organizującej ceremonie pogrzebowe. Mimo niewątpliwego dyskomfortu, praca nabiera tempa, a u bohatera zaczyna nieśmiało pojawiać się poczucie całkowitego oddania powierzonym zadaniom. Paradoksalnie, dokonywanie obrządku przy zmarłych owocuje swoistym odrodzeniem się Daigo. Reżyser odkrywa powszechnie znaną prawdę o tym, że czując oddech śmierci na karku, stajemy się bardziej świadomi naszej egzystencji i jej jakości.

„Pożegnania” oddziałują przede wszystkim na nasze zmysły. Jak w większości filmów z kraju kwitnącej wiśni, poszczególne sceny dostarczają nam dość szeroki wachlarz wrażeń estetycznych. Jako że motyw wiolonczeli przewija się przez historię praktycznie nieustannie, muzyka słusznie wysuwa się na pierwszy plan. Tym razem duet Miyazaki–Hisaishi, uległ chwilowemu rozpadowi, a genialny muzyk postanowił potowarzyszyć Takicie przy jego nowym filmie. Powstały kompozycje, które nie tylko stanowią wyśmienitą cząstkę składową obrazu. Obydwa elementy w równym stopniu wpływają na odbiór całego dzieła.

Takita aranżuje świat pełen kontrastów, gdzie śmierć spotyka się z życiem, a marzenia stają w opozycji do szorstkiej rzeczywistości. Naprzeciw kruchości ludzkiej egzystencji i wątłych relacji międzyludzkich, rozsypane zostają przekazywane sobie symboliczne kamyczki – twarde, stałe i praktycznie niezniszczalne. Pomiędzy dwoma skrajnymi motywami, przewija się nieśmiało trzeci – mniej widoczny – motyw niezawinionej pokuty. Ludzie życzą swoim wrogom pracy Daigo, aby ci odkupili swoje grzechy służąc zmarłym. Mężczyzna zdaje sobie sprawę ze sposobu postrzegania swojej funkcji. Sam spędza długie godziny w łaźni, która oczyszcza zarówno jego ciało, jak i duszę. Cały film stanowi szereg pożegnań, których obrządek, po kilku pierwszych, pamiętamy już niemalże detalicznie. Przez cały czas Takita jednak się nie poddaje. Wciąż próbuje przekonać nas o niezwykłości zjawiska jakim jest śmierć, paradoksalnie czyniąc ją zarazem czymś kompletnie naturalnym w życiu każdego człowieka.

Film znajdując uznanie poza swoją ojczyzną, po raz kolejny dał nam szansę docenienia potencjału kinematografii tego kraju, narzucając jednak pewną wątpliwość. Często niezrozumiała dla Europejczyków azjatycka symbolika, została w filmie bowiem odrobinę spłaszczona i przystosowana do wymogów zachodnich. Ujednolicenie znaków, dające możliwość ich zrozumienia prawie każdemu, ujmuje więc odrobinę ze wschodniej tradycji. Nie tak dużo jednak się zmienia. Z dzieła Takity ciągle jeszcze emanuje charakterystyczna plastyczność i niewątpliwe fascynacje reżysera formami klasycznymi. Da się wprawdzie postrzegać film jako nie do końca perfekcyjny, jednakże nie da się nie usłyszeć głosu, który wydobywa z siebie na przestrzeni ostatnich lat japońskie kino. Mimo że z roku na rok rozbrzmiewa on coraz głośniej, stale pozostaje tylko niezwykle subtelnym szeptem, a paradoksalnie słyszalnym doskonale.

 

Pożegnania (Okuribito), reż. Yôjirô Takita, dystrybucja: Vivarto 2008.

Tagi: Yôjirô Takita Oscar kino japońskie Magdalena Hołub śmierć muzyka filmowa



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator