
W piątek 10 lutego wrocławska Galeria Entropia zaprasza na kolejną odsłonę projektu "Gesty malarskie...

Poezja śpiewana to rodzaj muzyki, którą rzadko popularyzują media komercyjne. I nie dlatego, ...

Ucieczka nie jest rzeczą godną podziwu. Panuje powszechne przeświadczenie, że tych, którzy od...

Aktora, który swoją karierę zaczynał jako dziecięca gwiazda w Klubie Myszki Mickey nie można ...

Z dziełami klasyków - jak na wojnie i w miłości - wszystkie chwyty dozwolone. Wprawdzie nie b...

Umberto Eco czuje się jak ryba w wodzie we wszystkim, co wiąże się z teoriami spiskowymi. Czytelnicy...

Ktoś musiał złożyć doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewneg...

Najnowszy film Urszuli Antoniak otwiera ujęcie lecącego z góry strumienia wody, któreg...

Tego dnia – to był naprawdę ładny sobotni poranek – pędziłam na tramwaj, by zdążyć do Wytwórni Filmów Fabularnych na zaplanowane na godzinę jedenastą spotkanie. Jak się potem okazało, niepotrzebnie, gdyż sympozjum rozpoczęło się z lekkim opóźnieniem. Zebranych w WFF-ie z okazji odbywającego się 28 listopada sympozjum było z pewnością wielu. Zainteresowanych tematem przyciągnęła do WFF zapowiedź związanej z filmem intelektualnej uczty.

Ang Lee kieruje się na farmę w Bethel, gdzie zagląda za kulisy najsłynniejszego hippisowskiego festiwalu i po raz kolejny odkrywa Amerykę. Wyważa drzwi percepcji, by opowiedzieć mit o narodzinach świata unicestwionego przez siebie w „Burzy lodowej”. Koncertowo zagrane „Zdobyć Woodstock” jest jak barwna halucynacja wywołana w jednej ze scen za sprawą haszyszowych ciasteczek.

„Weselem” Wojciech Smarzowski zaskoczył wielu. Szczególnie poraziła celność spostrzeżeń dotyczących polskiej obyczajowości. Na dokładkę dał szansę na wielki powrót aktualnie jednemu z najlepszych polskich aktorów – Marianowi Dziędzielowi. Wydawało się, że nic wiele lepszego w swojej karierze nie będzie w stanie polskiej publiczności pokazać. Tymczasem powstał „Dom zły”…

FELIETON: „Nie mam pojęcia co robię, lecz niekompetencja nigdy nie powstrzymała mnie od zaangażowania się z entuzjazmem”. Nie ukrywam, że pierwsze zdanie dziewiczego felietonu dla G-punktu szepnął mi do ucha Woody Allen. Niestety, nowojorski hipochondryk ulotnił się z budki suflera niepostrzeżenie jak Humphrey Bogart w „Zagraj to jeszcze raz, Sam”. Zanim jednak zacząłem gorączkowo przeczesywać zakamarki umysłu w poszukiwaniu Tematu, pomysł na dalszy ciąg tekstu dopadł mnie w mroku kinowej sali podczas seansu „Czterystu batów”.

W ramach zacnego jubileuszu, Wytwórnia Filmów Fabularnych zaprasza na sympozjum pt. „55 lat filmowego Wrocławia”. Dotychczas zrealizowane dzieła filmowe oraz projekty artystyczne dyktują niebanalny program obchodów.