
W piątek 10 lutego wrocławska Galeria Entropia zaprasza na kolejną odsłonę projektu "Gesty malarskie...

Poezja śpiewana to rodzaj muzyki, którą rzadko popularyzują media komercyjne. I nie dlatego, ...

Ucieczka nie jest rzeczą godną podziwu. Panuje powszechne przeświadczenie, że tych, którzy od...

Aktora, który swoją karierę zaczynał jako dziecięca gwiazda w Klubie Myszki Mickey nie można ...

Z dziełami klasyków - jak na wojnie i w miłości - wszystkie chwyty dozwolone. Wprawdzie nie b...

Umberto Eco czuje się jak ryba w wodzie we wszystkim, co wiąże się z teoriami spiskowymi. Czytelnicy...

Ktoś musiał złożyć doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewneg...

Najnowszy film Urszuli Antoniak otwiera ujęcie lecącego z góry strumienia wody, któreg...

Jan Peszek skrupulatnie kroi życiorys Słowackiego i ochoczo wdziewa niczym karnawałowo złote spodnie ze sceny wrocławskiej „Księgi rodzaju 2” Michała Zadary. Czy raczej spodnie tęczowe, bo „Sło” we Wrocławskim Teatrze Lalek to sceniczny patchwork z udziałem fizjologicznych i homoseksualnych ciekawostek z życia autora „Księcia niezłomnego”.

„Księga Rodzaju 2” w listopadzie wróciła na deski Teatru Współczesnego. Inscenizacja, oparta na tekście rosyjskiego dramaturga Ivana Wyrypajewa, po raz kolejny rzuciła widzów na kolana. Śmialiśmy się do rozpuku. Nuciliśmy rewiowe kawałki. Wpatrywaliśmy się w zwisający z sufitu skonstruowany z migoczących światełek napis – BÓG i wsłuchiwaliśmy się w egzystencjalne rozważania Boga i żony Lota, prowadzone na schodach do nieba. Znaleźliśmy się wewnątrz świata schizofreniczki. Tutaj zdarzyć może się wszystko.

Ekshumacji nieodłącznie towarzyszy kontrowersja. Smród, przerażający nieraz widok; niedowierzanie i nade wszystko strach. Przed tym, co można podczas ekshumacji odkryć. Duet Demirski – Strzępka na szczęście oszczędza nam części doznań zmysłowych, jakich moglibyśmy doświadczyć, jednak od niewygodnej prawdy jak i swoich opinii już nie stroni. Na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu – „Dziady. Ekshumacja”.

Po premierze na scenie Teatru Rozmaitości w Warszawie „12 gniewnych ludzi” Redbada Klijnstry trafiło do Wrocławia. Spektakl dyplomowy studentów czwartego roku Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej cechuje moc słowa przy oszczędności scenografii. Jednak to właśnie słowo jest istotą sztuki – staje się orężem, nośnikiem etykiet. Kształtuje i nagina rzeczywistość by wreszcie ugniatać ją jak ciasto i formować podług woli mówcy, dowodząc ostatecznie swej niekwestionowanej potęgi.

Pamiętacie skecz Monty Pythona, w którym mąż z żoną, skąpo odzianą blond-kokietką, przychodzi do poradni i podczas rozmowy z lekarzem ów ostatni już radośnie baraszkuje z jego lubą za parawanem?... Noblista Harold Pinter obyczajowy dramat doprawia podobnym radosnym nonsensem. Jego „Powrót do domu” w reżyserii Artura Urbańskiego ponownie można było zobaczyć we Wrocławskim Teatrze Współczesnym.