55 lat WFF: Sympozjum "55 lat filmowego Wrocławia"Tego dnia – to był naprawdę ładny sobotni poranek – pędziłam na tramwaj, by zdążyć do Wytwórni Filmów Fabularnych na zaplanowane na godzinę jedenastą spotkanie. Jak się potem okazało, niepotrzebnie, gdyż sympozjum rozpoczęło się z lekkim opóźnieniem. Zebranych w WFF-ie z okazji odbywającego się 28 listopada sympozjum było z pewnością wielu. Zainteresowanych tematem przyciągnęła do WFF zapowiedź związanej z filmem intelektualnej uczty.
Pierwszy zabrał głos dyrektor WFF-u, Robert Gawłowski. W swojej mowie–wstępie, zakończonej kurtuazyjnym: „Bardzo państwa przepraszam za tak długą gadkę.”, wyróżnił dokonania Stanisława Lenartowicza („Spotkania”), zwracając przy tym uwagę na ich ponadczasowość. Było to swoiste podsumowanie cyklu spotkań w ramach obchodów 55-lecia WFF, a także dotychczasowych dokonań Wytwórni – w ciągu tych lat wyprodukowano w niej ponad 450 filmów ważnych w dziejach polskiej kinematografii. Nie obyło się również bez wspomnienia o powolnym upadku WFF-u w ciągu ostatnich dwudziestu lat – trudnego okresu dla polskiego filmu, a co za tym idzie, również dla Wytwórni. Gawłowski wspomniał przy tym artykuł na ten temat i swoją odpowiedź wystosowaną w redakcji, przekonując, że można zapobiec całkowitemu rozkładowi WFF-u. Sympozjum zostało bowiem zorganizowane nie tylko po to, by przypomnieć historię filmu wrocławskiego.
Przemawiających na sympozjum łączy autorstwo artykułów zamieszczonych w książce Wrocław będzie miastem filmowym… Z dziejów kina w stolicy Dolnego Śląska. Mówili o tematach związanych z filmem w przedwojennym i powojennym Wrocławiu, o wybitnych twórcach powiązanych z WFF-em, m.in. o Zbigniewie Cybulskim, o dokumencie i kinie offowym.
Dzieje kina i filmu w niemieckim Wrocławiu przedstawiał zebranym Andrzej Dębski – redaktor i spiritus movens wspomnianej książki – związany z wrocławskim Centrum Studiów Niemeickich i Europejskich. Ponieważ prace badacza wpisują się metodologicznie w tzw. Nową Historię Kina, ujmującą różne konteksty otacząjące fim, mogliśmy się dzięki niemu dowiedzieć: jakie kina i kiedy funkcjonowały na terenie Wrocławia, jak duże zainteresowanie wzbudzały seanse oraz gdzie znajdowały się wówczas ośrodki filmowe. Dębski wspomniał o kinach takich jak np. Fata Morgana. Było to pierwsze kino stacjonarne (wcześniej będące objazdowym), założone przez Żydówkę i działające w latach 1906-1914. Kino o nazwie Kientopp wyświetlało filmy od godziny szesnastej do dwudziestej trzeciej, bez przerwy; można było tam wypić piwo i wyjść, kiedy miało się na to ochotę. Wzbogacające wykład slajdy pozwoliły wyobrazić sobie sytuację kina we Wrocławiu z detalami, zarówno po wojnie, jak i przed nią.
Drugim przemawiającym był Tomasz Wolak. Tematem jego wystąpienia były początki Wytwórni. Wspominał o Kieślowskim, powiązaniach łódzko-warszawskich, a także o wielkich twórcach w murach WFF-u. Szkoda jedynie, że z powodu zdenerwowania, tekst został w dużej mierze przeczytany i widowni mogło zabraknąć poczucia kontaktu z mówcą.
Kolejnym występującym był Jacek Szymański, od ćwierć wieku prowadzący działalnośc filmową na terenie Wrocławia, którą uwieńczył DKF „Kino Minionej Epoki”. Wychodząc na środek, zaznaczył, że temat, którego referowania się podjął („Filmowy Wrocław – miejsca i twórcy”), był zbyt rozległy, z powodu czego musiał drastycznie skrócić swoje przemówienie. Przygotował montaże z wybranymi przez siebie aktorami i reżyserami, kierując się własnym gustem. „Był to wybór symboliczny i egoistyczny.”, stwierdził Szymański. Publiczność zebrana na sympozjum zobaczyła wobec tego Zdzisława Kuźniara w „Niedzieli Barabasza” Kondratiuka i Henryka Hunko w „Monidle” Krauzego. Spośród reżyserów wyróżnił między innymi Lenartowicza, Chęcińskiego, Załuskiego, Krzystka. Na koniec Szymański uraczył publiczność fragmentem filmu Grzegorza Brauna „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, w którym Braun rozmawiał z Wałęsą. Zastanawia mnie, po co i dlaczego Braun znalazł się wśród wielkich twórców związanych z Wytwórnią. Sam fragment „dyskusji” pomiędzy panami (Wałęsą a Braunem), wydawał się w tych okolicznościach niepotrzebnym dodatkiem do zgrabnej całości.
Po przerwie nadeszła kolej na panie. Małgorzata Kozubek, mówiąca o fenomenie Zbyszka Cybulskiego, przedstawiła go jako postać tragiczną, człowieka gnębionego upływem czasu, zgorzkniałego, którego ominęło w życiu wiele szans. Podczas trwającej 10 lat kariery, Cybulski osiągnął bardzo wiele, lecz nie tyle, ile mógł. Zagrał w 35 filmach, lecz w niektórych jedynie „przemykał”. Był niemal jedynym rozpoznawalnym za granicą polskim aktorem tamtych czasów. W 1962 roku grał we francuskiej „Lalce”, w 1964 roku w szwedzkim filmie „Kochać”, dostał propozycję zagrania w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. Jego sposób bycia inspirował ludzi. Kozubek pokazała publiczności Cybulskiego w dwóch fragmentach „Salta” Konwickiego. Z jej słów wyłania się Cybulski–perfekcjonista, Cybulski–nowator, Cybulski–przyjaciel (do dziś mówimy o nim „Zbyszek”, nie „Zbigniew”, gdyż jako jeden z niewielu aktorów wychodził do ludzi i lubił z nimi rozmawiać o życiu i sztuce). W murach WFF-u grał m.in. w „Szyfrach” i „Rękopisie znalezionym w Saragossie”.
Inga Leśniewska, specjalistka ds. filmów dokumentalnych, przedstawiła audytorium dzieje Polskiej Kroniki Filmowej, której filmy propagandowe w dużej części realizowano we Wrocławiu i jego okolicach (rządzący chcieli pokazać spolonizowanie Ziem Odzyskanych). Operator w tamtym czasie był swoistym kronikarzem, przy okazji krzewiącym optymizm co do przyszłości Wrocławia i jego mieszkańców. Leśniewska przeniosła publiczność w czasy komunizmu, kiedy film dokumentalny pozostawał w rękach polityków, a przekaz filmowy miał służyć celom partyjnym. Rozbawienie wzbudził film pokazany na samym końcu jej przemówienia, który dotąd nie był publicznie wyświetlany. Występowała w nim młodzież, przyszli przodownicy pracy, zapewniający o doskonałym prosperowaniu miasta. Mówili o tym, że jest idealnie, zaznaczając, ile i czego im brakuje do realizacji utopijnych w tym czasie celów. Było to z pewnością zabawne i przewrotne zakończenie rozprawy o dokumencie.
Ostatnia, niejako na deser, wypowiadała się Monika Czepielewska, wieloletnia szefowa KAN-u. Mówiła o różnicy pomiędzy kinem niezależnym a offowym, przede wszystkim zaś o zgiełku terminologicznym w tej dziedzinie. Jak zaznaczyła, jest to tematyka niełatwa i pełna pułapek. Od czego zależy, że kino jest zależne, albo niezależne? Według Czepielewskiej, przynależność do kina niezależnego to świadomy wybór reżysera, gdyż to on decyduje, czy wpisuje się w ten nurt. Czepielewska, przedstawiając publiczności swój tok rozumowania, skłoniła do refleksji. Był to cenny wykład terminologii w pigułce, zwieńczony najgłośniejszą tego dnia owacją.
Po wystąpieniach głos zabrał raz jeszcze dyrektor WFF-u, zapraszając na poczęstunek i do zapoznania się z udostępnionymi specjalnie z okazji jubileuszu pomieszczeniami Wytwórni, w których można było zobaczyć sprzęt, na którym nagrywano filmy, a także salę dźwiękową i garderobę. Na ekspozycji znalazła się m.in. lektyka z „Rękopisu znalezionego w Saragossie”, której można było nawet dotknąć.
Po południu odbyły się pokazy filmowe, m.in. filmu Artura Pilarczyka „Teraz i zawsze” oraz prac studentów wrocławskiej Szkoły Filmowej.
Obchody 55-lecia WFF-u zakończą się bezpłatnymi pokazami filmów – takich jak „Pokolenie”, „Pętla” czy „Anatomia miłości” – w Kinie Warszawa.