Ameryka na hajuAng Lee kieruje się na farmę w Bethel, gdzie zagląda za kulisy najsłynniejszego hippisowskiego festiwalu i po raz kolejny odkrywa Amerykę. Wyważa drzwi percepcji, by opowiedzieć mit o narodzinach świata unicestwionego przez siebie w „Burzy lodowej”. Koncertowo zagrane „Zdobyć Woodstock” jest jak barwna halucynacja wywołana w jednej ze scen za sprawą haszyszowych ciasteczek.
Ang Lee ignoruje festiwalową muzykę i traktuje kontrkulturowe ideały tak samo przewrotnie jak Jimi Hendrix – hymn USA. Przytomnie zauważa, że anarchistyczna woodstockowa legenda wydaje się zbudowana na tych samych fundamentach, co jankeska demokracja. Sukces hippisowskiego święta zależy od obywatelskiej inicjatywy mieszkańców Bethel i kapitalistycznego zmysłu Elliota Tibera. Młodego mężczyznę bardziej niż ideologiczne manifesty interesują pisma od komornika dostarczane apodyktycznej mamuśce rodem z Allenowskiej „Zagłady Edypa” i zdominowanemu przez nią papie. Dzięki imprezie syn spłaca długi rodziców, ale przede wszystkim wyrównuje prywatne rachunki. Inaczej niż Benjamin Braddock w „Absolwencie” nie ucieka w popłochu, lecz opuszcza dom po szczerej rozmowie z ojcem także budzącym się do życia za sprawą powiewu kontrkulturowej świeżości. Tak jak w „Tajemnicy Brokeback Mountain” reżyser pozwala bohaterowi na odkrycie sekretu własnej tożsamości. Niczym w „Ostrożnie, pożądanie” rzuca wybraną jednostkę w wir wydarzeń przełomowych dla całej społeczności. Elliotowi udaje się ocaleć i wypłynąć na powierzchnię, bo w przeciwieństwie do jednego z kolegów, trafia na Woodstock, a nie do Wietnamu.
Do barwnego korowodu zaprasza się wszystkich chętnych. Katolickie zakonnice maszerują ręka w rękę z piewcami LSD, a wśród rodzin z dziećmi i policjantów z kwiatami w hełmach dziarsko przebiera nóżkami weteran wojenny – transwestyta. Polityka miłości czyni cuda, więc zjednoczeni wyznawcy ideologii hippisowskiej nie dają szans lokalnej mafii oraz niewesołej zgrai okolicznych antysemitów. Twórca „Ostrożnie, pożądanie” wypracował dla swojego filmu idealną formułę zakładającą połączenie życzliwej ironii z autentyczną nostalgią. „Zdobyć Woodstock” ma w sobie znacznie więcej klimatu „flower – power” niż choćby konfekcyjne „Across the Universe”. Podczas gdy Julie Taymor zajmowała się obwieszonymi paciorkami z second – handu manekinami, idealiści Anga Lee sprawiają wrażenie postaci z krwi i kości. Uczestnicy festiwalu przerzucają się wyświechtanymi frazesami spod znaku „All People Are One”, bo po prostu naiwnie w nie wierzą. Zupełnie jak zaprzyjaźnieni z Elliotem członkowie trupy z pełną powagą interpretującej „Trzy siostry” Czechowa jako dzieło New Age’ owego proroka.
W czasie festiwalu kalifornijscy burżuje nie drżą jeszcze przed Charlesem Mansonem, a fani Stonesów nie spodziewają się, że gangsterzy z Hell’s Angels urządzą piekło na ziemi podczas koncertu w Altamont. Póki co, hipisi niewinnie głaszczą włosy, pieszczą korale i gonią białego króliczka z piosenki Jefferson Airplaine. Nowy film twórcy „Ostrożnie, pożądanie” ogląda się jak serię zdjęć z ostatków kontrkulturowego karnawału. Ang Lee zdobywa Woodstock, bo wie jak uchwycić chwilę, która nigdy więcej się nie powtórzy. Ostatni moment zanim euforia ustąpi miejsca kacowi, a dzieci – kwiaty zwiędną na dobre.