G punkt | Sięgamy głębiej

Teatr

Co tam Panie na wschodzie słychać?

Autor: Malina Szczepańska, dodano: 27-10-2009, 16:12

Choć 14. Międzynarodowe Konfrontacje Teatralne w Lublinie skończyły się 3 października, nadal są głośno komentowane przez środowiska teatralne. Dlaczego więc nie przedstawić Wam naszego PUNKTU widzenia?

 

Międzynarodowe Konfrontacje Teatralne w Lublinie mają długoletnią tradycję, wypływającą jeszcze z alternatywnych studenckich teatrów lat 70. Sama idea festiwalu zrodziła się przed 14 laty w trakcie rozmów Janusza Opryńskiego (obecnego dyrektora festiwalu) - dyrektora teatru Provisorium, Leszka Mądzika - dyrektora Sceny Plastycznej KUL, Tomasza Pietrasiewicza - dyrektora ośrodka Brama Grodzka, a także Włodzimierza Staniewskiego - dyrektora Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. U podwalin festiwalu znalazła się idea zestawiania ze sobą form teatralnych o różnych estetykach, czerpiących z innych źródeł. Od 14 lat Konfrontacje dostarczają mieszkańcom Lublina wielkich, niezwykłych wrażeń wypływających z obserwacji i kontemplacji zjawisk teatralnych.

 

W tym roku Opryński zaprosił do współpracy Agnieszkę Lubomirę Piotrowską, znawczynię teatru rosyjskiego, tłumaczkę literatury zza wschodniej granicy. Pełniła ona funkcję kuratora imprezy, na niej spoczęło znalezienie i zaproszenie godnych uwagi produkcji z byłego ZSRR. Pomysł zderzenia prowincjonalnego, wschodnio-mentalnego Lublina z teatrami z rubieży Europy wydaje się być genialnym posunięciem. Zwłaszcza w kontekście historycznej polemiki. Dobrym krokiem w rozwinięciu myśli pierwotnej było zaproszenie sławnej grupy Niebieskie Nosy do zaprojektowania konfrontacyjnego plakatu. Plakat i „komiks miejski” wprowadziły nie lada zamieszanie w mieście. Począwszy od zgryźliwych komentarzy na temat jednej z modelek, skończywszy na aktach wandalizmu tj. pocięciu i zrywaniu wielkich komiksowych plakatów umieszczonych w samym sercu miasta - Placu Litewskim.

 

Niewątpliwą atrakcją i gratką dla młodych, była prezentacja legendarnej postaci Siergieja „Sznura” Sznurowa, lidera najsłynniejszego zespołu rockowego na wschodzie - Leningradu, a ostatnio Rubla. Na rozpoczęcie festiwalu organizatorzy zaprosili Teatr Piosenki z Wrocławia ze spektaklem, a właściwie koncertem, inspirowanym twórczością artysty o takiej samej nazwie co zespół. Widowisko wprowadziło widownię w ponure, deliryczne realia „wolnej” Rosji. Oprócz płakania ze śmiechu motywował do rozważań na temat utraconych nadziei. I waśnie to przemówiło za wielkością tej produkcji. Wrocławianie przybliżyli publiczności twórczość i postać Sznura i tym samym zachęcili ich do ponownego pójścia do kas biletowych i zakupu wejściówki na imprezę zamykającą festiwal. W tym roku Konfrontacje ułożyły się w klamrę kompozycyjną - na zakończenie festiwalu mieliśmy okazje wysłuchać koncertu nowego projektu Sznura „Rubla”. Energia, szał, zabawa, dynamizm, żywiołowość, tak w skrócie można by było oddać przebieg zakończenia Konfrontacji. Gdy tylko Sznur zagrał na gitarze pierwsze dźwięki, z miejsc poderwał się tłum młodych ludzi, którzy zaczęli tańczyć, pogować pod sceną. Rubl wprowadził zgromadzonych w niezwykłą muzyczną ekstazę. Szkoda tylko, że nie wszyscy starsi poczuli rosyjskie rytmy i pozostali na swoich miejscach. Jednak dało się zauważyć i usłyszeć podśpiewywanie tekstów typu „ruskij rock!”. Dodatkowe atrakcje takie jak ten koncert, czy codzienne seanse filmowe współczesnego kina rosyjskiego, były bardzo dobrym posunięciem ze strony organizatorów. 

 

W ostatecznym podsumowaniu Konfrontacyjnych spektakli, można wysnuć tezę, że teatr polski znacząco przewyższa formą i treścią współczesny teatr rosyjski. Większość produkcji zza wschodniej granicy okazała się mało interesująca, uboga w treści, przesłania. Długo wyczekiwany i wiążący nadzieje spektakl „Oresteja” z uzbeckiego teatru Ilkhon okazał się nie spełnić oczekiwań widzów.Wykorzystanie praktyk multimedialnych połączone z bepopową muzyką graną na żywo z archaicznym tekstem Ajschylosa było ciekawym pomysłem. Jednak przedstawienie trudno nazwać dobrym. Ponad trzygodzinna tyrada okazała się męczącym widowiskiem szybko ulatującym z pamięci widzów.

 

Spektakl reklamowany jako jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych w Rosji w sezonie 2007/2008- „Dostojewski- Chesteron: paradoksy zbrodni albo samotny jeździec apokalipsy” Teatru Kameralnego z Czelbińska, również można uznać za nietrafiony. Pomysł dobry, umieścić w jednej przestrzeni bohaterów wykreowanych przez Dostojewskiego i Chesterona. W ten sposób otrzymujemy dwóch szkockich inspektorów policyjnych badających sprawę Raskolnikowa. Wykonanie… pozazdrościć aktorom przepony i pamięci. Ponad 20 minutowe monologi wygłaszane na „jednym wdechu” z ponaddźwiękową prędkością nie sprzyjały kontemplowaniu spektaklu. Choć tekst dramatyczny można uznać za ciekawy, wręcz wciągający i pouczający, to sposób w jaki został on podany widzowi, jest daleki od przystępnego. Zero gry scenicznej, zagmatwana fabuła i… taniec irlandzki w rosyjskich strojach na koniec. Niezbyt przemyślany festiwalowy „wabik”.

 

Dobre recenzje zebrały w zasadzie tylko dwa „ nie polskie” spektakle. „Fryzjerka” Teatru Praktika oraz „Gogol, wieczory” Teatru SounDrama z Moskwy . Pierwszy to historia o młodej kobiecie z małego miasteczka, która żyje swoimi marzeniami, kocha, jest kochana, jest porzucana. Fabuła pasująca do życia każdego z nas, jednak w lirycznych rosyjskich realiach. Drugi to klasyczna literatura pokazana z innego punktu widzenia. Ujęcie ludowego tematu, pełnego folklorystycznych odniesień do świata legend , w ramy musicalu z tańczącymi, śpiewającymi aktorami, orkiestrą na scenie, stało się baśniowym widowiskiem. Niezwykle nastrojowy spektakl przeznaczony zarówno dla laików, jak i doświadczonych w dziedzinie muzyki scenicznej. 

 

W czasie trwania całego festiwalu największe wrażenie zrobił niepisany król Konfrontacji - „Płatonow” Teatru Polskiego z Bydgoszczy w reżyserii Mai Kleczewskiej. Kontrowersyjna, szokująca, dobrze wyreżyserowana historia o Michaile Płatonowie, złodzieju nie tylko damskich serc, i życiu jego kochanek. Kleczewska utworzyła niewyobrażalnie przejmujący świat ludzkich wraków, osób będących na marginesie psychicznym, stojących nad przepaścią swojego własnego życia. W niezadbanym, zarośniętym, brudnym bohaterze, kobiety widzą wybawienie, lepszy świat, który pozwoli im się wybudzić z własnego letargu. I tak jest. Michaił zmienia ich życie nie do poznania. Ale czy na lepsze? Na długo w pamięci widzów pozostanie genialna scena orgii Płatonowa - Bahusa wprost z mitologicznych wyobrażeń. Jeden z najlepszych prezentowanych na festiwalu spektakli.

 

Warty uznania był również spektakl „Ostatni taki ojciec” Sceny Prapremier InVitro, w reżyserii Łukasza Witt- Michałowskiego. Opowieść o ciężkich relacjach syn - ojciec, o byciu terroryzowanym dzieckiem, wychowanym według zasad antycznego patriarchatu. Bolesny obraz nas samych, naszych kontaktów z rodziną i potyczek z przeszłością. Miło zaskoczyło czytanie performatywne tekstu Marcina Pisuka zrealizowane przez Teatr Studio z Warszawy. „Jesteś Bogiem. Paktofonika - bohaterowie czasów transformacji” to przede wszystkim historia legendarnej formacji hiphopowej, ale też dramat młodych ludzi stojących pomiędzy dwoma światami, młodością a dorosłością, komunizmem a demokracją. Magik, Rahim i Fokus są więźniami swojego życia, sprzeciwiają się systemowi ale jednocześnie marzą o karierze i powodzeniu. Gorzki komentarz do obchodów 4 czerwca.

 

Dużym zaskoczeniem w repertuarze festiwalu był występ Daisuke Yoshimoto ze spektaklem butoh „Ruiny ciała”. Współczesny taniec japoński czerpiący ze starych wierzeń dotyczących brzydoty, teatru okrucieństwa Artaud’a oraz dążenia do wykreowania stanu „totalnej obcości” we wszechświecie był miłą odskocznia od polsko-rosyjskich produkcji scenicznych. Mistrz, pomimo podeszłego wieku, dał nam genialny pokaz swoich możliwości. Spektakl odbył się wieczorem w wirydarzu Centrum Kultury. Świeże powietrze, liście drzew poruszane na wietrze, scena oświetlona kilkuset lampionami i pomalowany na biało artysta, który uzmysławia nam, że wciąż potrafi robić nieziemskie rzeczy, że jego ciało wciąż potrafi robić to co zwykłym śmiertelnikom tylko się marzy.

 

14. Międzynarodowe Konfrontacje Teatralne to z pewnością niebywała okazja do poznania wschodniego teatru. Zapoznania się z jego mentalnością, estetyką. Jednak pomimo imponującego repertuaru, festiwal wypadł dość „miałko” względem poprzednich edycji. Zeszłoroczne Konfrontacje, które odbywały się pod hasłem „Żydzi w teatrze” postawiły bardzo wysoko poprzeczkę dla przyszłych festiwalowych odsłon. Może to temat, może zły czas, ale tegoroczna impreza delikatnie zawiodła przybyłych widzów. Konfrontacje powstały po to, aby zestawiać ze sobą sztukę różnego kalibru, porównywać ją, rozprawiać o jej wpływie na inne dziedziny artyzmu. W tym roku zamiast polemiki mieliśmy przykład ugłaskanej rozmowy, nawet nie zachęcającej do wszczęcia dyskusji.

 

Za rok czeka nas 15. edycja Konfrontacji. Już teraz z niecierpliwością lubelska widownia czeka na nowe doznania i tematy do rozmów. Oby tylko bardziej inspirujące niż tegoroczne.

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator