G punkt | Sięgamy głębiej

Muzyka

Contemporary Noise Sextet na żywo z Bezsenności

Autor: Honorata Kłosowska, dodano: 30-11-2008, 16:32

Sekstet hałasu współczesnego ma talent do adekwatnych nazw. Sześciu muzyków i okiełznany, jak najbardziej współczesny, hałas. Tytuł ich najnowszej płyty - Unaffected Thought Flow - doskonale oddaje to, co dzieje się na koncercie. Zaczynamy od otwarcia oczu i zderzenia z rzeczywistością, a dalej jest już tylko niewymuszony przepływ myśli.

 

 

Zespół z zagadującym Kubą Kapsą na czele funduje nam półtorej godziny muzyki ilustrującej realne wydarzenia. Zaczyna się od łagodnego, leniwego przebudzenia, a zaraz po nim - hitchcockowskie trzęsienie ziemi. Jak na niekontrolowany przepływ myśli przystało, mamy wzloty i upadki, polepszenie i obniżenie nastroju. W tych pozytywnie zabarwionych utworach, jak "Nautilius", CNS brzmi bardzo podobnie do Jaga Jazzists, by zaraz odlecieć w senny klimat a'la Esbjorn Svensson Trio w "Zero Gravity". Lekko złowieszczy nastrój czarno-białych horrorów udziela nam się w "Evil melody", a już zupełnie filmowo jest dzięki "Coin Perfectly Spinning". Zresztą, długo by wymieniać - według mnie koncert nie miał słabszych momentów.

 

Wszystkie kompozycje są pełne i domknięte. Żaden z muzyków nie decyduje się na samodzielny odjazd, co jednak mi zupełnie nie przeszkadzało. W ich utworach niczego nie brakuje - na zapętlone fragmenty pianina nakładane są kolejne instrumenty, aż do pełni zagranej przez sekstet. Melodie nie rozwijają się dalej, nie degenerują, nic - są okrągłe i świecące, i nic im więcej nie trzeba.

Grane na początku i końcu koncertu Unaffected Thought Flow, pt. 1 i pt.2 też wpisują się w schemat budowania całości - dzięki temu występ spięty jest klamrą tych samych hałasów. Zagrane na bis "Słuchaj, kurwo" - czy, jak mówił Kuba "Nie mam nic do nikogo" - jest radosnym, zadziornym akcentem, i dźwięczy w uszach jeszcze chwilę po zakończeniu koncertu.

 

CNS grają po prostu dobrą muzykę. Potrafią oddać całą gamę nastrojów i każdy z nich wygrać do końca. Nie ma miejsca na rozważania, zagadki czy niedomówienia - ma być wesoło, jest wesoło. Ma być melancholijnie, jest melancholijnie. Bez większych zaskoczeń, ale jak widać, trzeba aż sekstetu, by znaleźć złoty środek między nudą i przewidywalnością a chaosem i odjazdem.

 

A że autografy już niemodne? Może i niemodne. Jestem staroświecka, a autografy są klawe.

 

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator