G punkt | Sięgamy głębiej

Film

Dom zły

Autor: Maciej Stasierski, dodano: 29-11-2009, 22:02

„Weselem” Wojciech Smarzowski zaskoczył wielu. Szczególnie poraziła celność spostrzeżeń dotyczących polskiej obyczajowości. Na dokładkę dał szansę na wielki powrót aktualnie jednemu z najlepszych polskich aktorów – Marianowi Dziędzielowi. Wydawało się, że nic wiele lepszego w swojej karierze nie będzie w stanie polskiej publiczności pokazać. Tymczasem powstał „Dom zły”…

 

Film opowiada równolegle dwie historie. Z jednej strony Smarzowski przedstawia wydarzenia pewnej dramatycznej nocy z życia owdowiałego zootechnika Edwarda (w tej roli niesamowity Arkadiusz Jakubik). Nocy, podczas której doszło do potrójnego morderstwa. Z drugiej – obserwujemy sekwencję wizji lokalnej, w której ma się rozstrzygnąć, co tak naprawdę doprowadziło do śmierci całej rodziny Dziabasów. Wydaje się, że dla Smarzowskiego ta wątła dość fabuła ma jedynie charakter pretekstowy. Ważniejsze są dla niego pełne rozedrgania reakcje bohaterów. Każdy z nich poznał w życiu to, co najgorsze – śmierć najbliższych, naciski przełożonych, problemy rodzinne. Reżyser pokazuje najstraszniejsze elementy otaczającej rzeczywistości – gorycz, nienawiść, brud ludzkich charakterów, skorumpowanie, łatwość kierowania czyimś losem. Robi to w sposób na wskroś naturalistyczny, nie poprzestając na półśrodkach. Bardzo sprawną ręką kreśli rysy charakterologiczne bohaterów. Stawia na przerysowanie, graniczące momentami z histerią, dzięki czemu ich reakcje wydają się być niesamowicie autentyczne. Nie byłyby jednak takie, gdyby nie wybitnie grający aktorzy. Szczególnym zaskoczeniem jest kreacja Arkadiusza Jakubika, który dotychczas nie miał okazji na wykazanie się w roli pierwszoplanowej. Smarzowski mu zaufał i to się opłaciło. Nie ma w stworzonej przez Jakubika postaci ani jednej fałszywej nuty. Jest natomiast determinacja, uczucie przytłoczenia i niemocy. Marian Dziędziel, po raz kolejny już obsadzony w roli zapijaczonego prostaka, jak zwykle wypada doskonale. Świetny jest także Bartłomiej Topa jako porucznik prowadzący śledztwo, jedyny człowiek, który naprawdę chce poznać prawdę o wydarzeniach sprzed lat. Jego starania są jednak torpedowane przez członka komitetu wojewódzkiego partii (błyskotliwy Sławomir Orzechowski), niekompetentnego prokuratora (wreszcie bardzo dobra rola Roberta Więczkiewicza) oraz kolegów z milicji.

 

 

Na koniec zostawiłem najważniejsze – klimat filmu. Za jego wykreowanie należą się Smarzowskiemu owacje na stojąco. Swoją atmosferą film absolutnie miażdży widza. „Dom zły” to wszechogarniające doświadczenie emocjonalne, wręcz fizyczne. W trakcie niektórych scen, a szczególnie dramatycznego finału (w którym nota bene Smarzowskiemu w jednym lub dwóch momentach nieco puściły hamulce), miałem wrażenie, jakby niewidzialna ręka wychodziła z ekranu i trzymała mnie mocno za gardło. To chyba najlepsza rekomendacja dla „Domu złego”.

 

Smarzowski nie wygrał tym filmem festiwalu w Gdyni. Po obejrzeniu „Domu złego” werdykt ten nieszczególnie dziwi – nie jest to kino dla każdego. Jednak tego, kto zdecyduje się na kupno biletu, czeka satysfakcja z doświadczenia czegoś od dawna nieobecnego w polskim kinie – wszechogarniającej atmosfery grozy, która swoim autentyzmem straszy mocniej niż większość znanych mi horrorów.

 

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator