G punkt | Sięgamy głębiej

Muzyka

Elektrowymiar melancholii

Autor: Honorata Kłosowska, dodano: 26-11-2009, 22:37

RELACJA: Wbrew obawom, nie był to usypiający i przygnębiający koncert. W czarno-czerwonych wnętrzach Bezsenności port-royal dali z siebie wszystko. Milion bitów, a każdy z nich inny - od chropowatych, okołoindustrialowych, po chamskie dyskotekowe uderzenia. Wciąż aktualne pozostaje jednak hasło "In Europe, we're afraid to dance" - nikt nie odważył się opuścić wygodnej kanapy.

 

Godzinami można by dyskutować o gatunkowej przynależności port-royal. Zazwyczaj ogromną przyjemność sprawia mi przyklejanie kolejnych łatek i wymyślanie hybrydowych nazw na określanie wyczynów nowych zespołów, tym razem jednak się poddaję. Każdy z gatunków, do których do tej pory zespół zaliczano, jest dla nich zbyt wąski. Mają w sobie nieinwazyjność ambientu, post-rockową melancholię i przestrzeń przywołujacą na myśl brzmienia skandynawskie raczej niż śródziemnomorskie, a wszystko to zapakowane w przyjazną, elektro-popową momentami formę.

Na pewno bez prądu ich laptopy nie dałyby rady, więc przyjmijmy, że elektro.

 

Koncert rozpoczęły łagodne dźwięki Anny Ustinovej - leniwe jak Alone in Kyoto w wykonaniu Air. Zespół pokazał jednak koncertowy pazur, rozwijając utwór i nasycając go energią. 

Kolejny, Balding Generation (Losing Hair As We Lose Hope) rozwijał się powoli, wręcz hipnotyzująco, jednak już po kilku minutach osiągnął tempo wystarczające do transowego tańca. Wizualizacje stworzone przez Sievę Diamantakosa idealnie oddawały tempo muzyki - dawno nie widziałam tak niesamowicie zgranych z dźwiękiem obrazów. Nie wiem, czy nie przekroczyły już granicy dzielącej visual-art od teledysku, ale... obejrzeć warto.

 

 

Nadeszła pora na jeden ze starszych utworów, Zobione pt.2. Zespół postanowił się przywitać i zrobił to tak, jak na facetów z laptopami przystało - wystukując "hello" na swojej klawiaturze. Ocierające się o banał, ale jednak urocze teksty pojawiały się od tej pory regularnie, nawiązując do tytułów płyt czy utworów.

 

Po Nights in Kiev oraz najlepiej chyba znanym utworze Włochów, Anya:Sehnsucht, przyszedł czas na włosko-polską kolaborację. Niestety, wokaliści nie pojawili się w pełnym składzie, Natalia Fiedorczuk odwołała występ. Na scenę wskoczyli więc Natalia Grosiak i Michał Wiraszko. Odśpiewali The Photoshopped Prince, bardziej popowo niż zwykle, i uciekli. Możnaby wrzucić ten utwór na dyskotekowe playlisty, bez szkody dla fanów podrygów; a nuż sięgnęliby głębiej.

 

port-royale kontynuowali. Nieprzyzwyczajona do tak długich koncertów (który młody zespół gra dwie godziny?) zaczęłam lekko odpływać przy dźwiękach Putin vs. Valery czy znakomitego Deca-Dance. Trochę szkoda, że mimo dwóch bisów nie zdecydowali się zaprezentować swoich wycieczek w krainę eksperymentów, które tak świetnie im przecież wychodzą (wystarczy wspomnieć nagranego z Absent Without Leave splita Magnitogorsk). 

 

Zespół zaprezentował swoje popularne oblicze - mniej leniwe, może nieco mniej klimatyczne. Tym razem zaskoczyli mnie in plus, ale już mi się marzy występ prezentujący ich awangardowe, połamane, nieprzystępne brzmienie. Niewielu jest tak wszechstronnych artystów.

 

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator