G punkt | Sięgamy głębiej

Literatura

Kombinat grozy Łukasza Śmigla cz. I.

Autor: Waldek Mazur, Lech Moliński, dodano: 01-11-2008, 21:20

Łukasz Śmigiel, który zadebiutował  zbiorem opowiadań grozy "Demony", przyznaje, iż całego jego życie sprowadza się do snucia historii. Pisarz uważa, że odbiorcy mają święte prawo dostawać od autora coś poza książką, stąd młody prozaik sam rozkręca zakrojoną na szeroką skalę akcję promocyjną swego zbioru, wykorzystując różne środki wyrazu- słuchowisko radiowe, film, muzyka.

Śmigiel twierdzi również, że ludzie pozabijaliby się w trzy dni, gdyby nie fundamentalne zasady. O tym wszystkim  przeczytacie w wywiadzie, którego udzielił naszym dziennikarzom.


Waldek Mazur: Profesor Stanisław Bereś opowiadał mi ile trudu kosztowało go sprowadzenie do Wrocławia na jedną z edycji Magla Literackiego Andrzeja Sapkowskiego. Nie udało mu się nakłonić do wzięcia udziału w „Telewizyjnych Wiadomościach Literackich” Jacka Dukaja. Są to obecnie dwa największe nazwiska polskiej fantastyki. Potrafiłbyś, jako młody pisarz należący do tego środowiska, odpowiedzieć na pytanie o przyczyny takiego podejścia? Czy autorzy literatury fantastycznej nie chcą promować swojej twórczości? Nie zależy im na czytelniku?


Łukasz Śmigiel:
Nie chciałbym tutaj nikogo krytykować - ani pisarzy, ani czytelników. Natomiast w związku z tym, że zajmuję się zawodowo promocją, także książek, muszę przyznać, iż faktycznie da się w Polsce zaobserwować sytuację, w której pisarz ukończenie książki uznaje za koniec swojej pracy. Oddaje tekst wydawcy z przekonaniem, że nie musi walczyć o czytelnika, ani zaskakiwać go czymś nowym. Z kolei odbiorcy, nieprzyzwyczajeni do niestandardowych form promocji, także nie wiedzą, że mogą wymagać od pisarza czegoś więcej. Natomiast wszystko, co się dzieje w Wielkiej Brytanii, bądź w USA, pokazuje, że praca pisarza absolutnie nie kończy się na napisaniu książki, to w zasadzie początek długiej drogi, ogromnej roboty do wykonania, mającej na celu zostanie z czytelnikiem na dłużej, zdobycie nowych odbiorców. To jest możliwe.

W. M: Sytuacja zmienia się diametralnie na wszelkich konwentach, jak chociażby największym z nich - Polconie. Tam pisarze zbierają się chętnie i tłumnie, nawet ci bez nominacji do Nagrody im. Zajdla (najważniejsza nagroda w polskiej fantastyce, wręczana na Polconie – przyp. Red.). Czyżby środowisko polskich fantastów było aż tak hermetyczne?

Ł. Ś: Problem jest poważniejszy. Kłopot polega na tym, że - moim skromnym zdaniem - w Polsce nie funkcjonuje literatura popularna, a przynajmniej nie na dużą skalę. Kiedy pomyślimy o kryminale, będącym typowym gatunkiem literatury popularnej, do głowy przychodzą nam mizerne dwa nazwiska. W Polsce za takową powszechnie uważana jest fantastyka, ale trudno uznać świetną twórczość Jacka Dukaja za produkt dla mas. To jest punkt wyjścia, jeśli chodzi o ten problem. Trzeba promować dobrze napisane książki dla masowego odbiorcy, dzięki nim „wychować” czytelnika, dlatego, że dzięki temu wydawcy będą mieli pieniądze na wydawanie czegoś bardziej ambitnego. Tak powstaje rynek książki. Natomiast u nas wszystko to dopiero bardzo powoli zaczyna się rozkręcać. Jest jeszcze wiele do zrobienia i większość pisarzy, którzy pojawiają się na konwentach, nigdy się nad tym nie zastanawiała. Nie słyszeli w wydawnictwie, że mają się promować, wychodzić do ludzi. To, że akurat pojawiają się na konwentach i spotykają z fanami, tak naprawdę ma niewielkie znaczenie. Tam przyjeżdżają ich czytelnicy. Oczywiście, ci ludzie powinni pisarza interesować, ale to jest tylko jedna, niewielka grupa odbiorców, do których mógłby dotrzeć. Autor powinien wyjść do pozostałych czytelników. Nie rozumiem dlaczego, ale w Polsce pisarze tego nie robią.

Lech Moliński: Skąd przekonanie, że taka forma promocji, którą Ty proponujesz, polegająca na tworzeniu słuchowisk radiowych, trailerów, może sprawdzić się na polskim gruncie?


Ł. Ś: Nie mam pewności, że to się sprawdzi. Wszystko, co robimy teraz przy okazji "Demonów", jest swego rodzaju testem. Mnie z punktu widzenia pracy zawodowej interesuje, czy polski odbiorca jest gotowy na tego rodzaju formę promocji i czy będzie z niej zadowolony. Naprawdę nie wierzę, że czytelnicy nie chcą dostawać od pisarza czegoś więcej poza książką, bo przecież mają do tego święte prawo.

 

Fragment słuchowiska radiowego promującego "Demony" [realizacja materiału 42.Corp]


L. M: W tej chwili jesteś u progu swojej kariery. Nie boisz się, że za jakiś czas nie będziesz już miał w sobie energii na aktywną promocję własnej twórczości, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie będzie Ci się chciało…?

Ł. Ś: To jest sprzeczne z moim charakterem. Wielokrotnie znajdowałem się w sytuacji, kiedy na sali było tylko kilka osób, ale nawet wtedy kontakt z odbiorcą sprawiał mi ogromną frajdę. Jeżeli wiem, że mogę komuś opowiedzieć coś ciekawego, chociaż na chwilę oderwać od codziennych problemów, to już jestem zadowolony.

 W. M: Szukając w sieci informacji na Twój temat, bądź czytając Twoje opowiadania, można dowiedzieć się, że inspirowała Cię głównie literatura zachodnia. Pojawiają się głosy narzekania, że w prozie Łukasza Śmigla brakuje słowiańskiej duszy. Czy czasem problem  nie tkwi w tym, że u nas nie ma z kogo czerpać inspiracji, nie ma tradycji powieści grozy?

Ł. Ś: Bingo! Właśnie o to chodzi. Gdyby w Polsce istniało coś takiego jak tradycyjna powieść gotycka, gdybyśmy mieli do czego sięgać w tych inspiracjach, sprawa byłaby prosta i klarowna. Natomiast polski horror nie ma żadnych tradycji, jest jeden biedny Grabiński, którego przywołuje się nieustannie. Trudno nazwać to klasyką, jednak mimo tego, my musimy próbować zrobić coś chociażby odrobinę innego. Są ku temu dwie drogi. Pierwsza -  bierzemy się za polskie realia i opisujemy blokowiska, dworce, parki. Ja od książki oczekuję, aby mnie na chwile gdzieś oderwała, chociażby w totalnie filmową i plastyczną krainę. "Demony" są swego rodzaju testem, każde z 12 opowiadań rozgrywa się w innych realiach.  Jeżeli czytelnikom spodoba się, gdy zabieram ich na front I wojny światowej, bądź do niedalekiej przyszłości skutej lodem, to znaczy, że wygrałem i mogę śmiało próbować opowiadać historie z dreszczykiem, nie bojąc się zmieniać konwencji. Nie odcinam się jednak od polskich realiów. Powieść, nad którą obecnie pracuję - horror "Cmentarzysko", bardzo Barkerowski, krwawy, ciężki, dzieje się właśnie we Wrocławiu i w Zakopanem. Inna sprawa, że jestem debiutantem, cały czas się uczę, także pisać, dlatego nie zaryzykowałbym pierwszej książki, która miała by być oceniana także z punktu widzenia polskich realiów, co do których każdy ma jakieś przeświadczenie, każdy ma coś do powiedzenia na ten temat.

 

 

Już niedługo druga część wywiadu

Fragment wideo wywiadu z Łukaszem Śmiglem znajdziesz TUTAJ

Biogram: Łukasz Śmigiel (ur.1982) – pisarz, radiowiec, dziennikarz, PR-owiec, sam o sobie mówi: "storyteller". Niedawno ukazał się jego debiutancki zbiór opowiadań grozy "Demony". Śmigiel obecnie pracuje nad horrorem „Cmentarzysko” oraz powieścią romantyczno-obyczajową "Muzykologia". Jego opowiadania ukazywały się w pismach literacko-fantastycznych (Nowa Fantastyka, Science Fiction, Magazyn Fantastyczny, Magia i Miecz, Ubik, Sfera, Portal, Alfred Hitchcock poleca, Gwiezdny Pirat), ale także w czasopismach kulturalnych (Tygiel Kultury, Przekrój, Zaćmienie Słońca). Obecnie stale współpracuje z miesięcznikiem grozy Czachopismo.
 

Realizacja materiału wideo: 42.Korporacja Filmowa
 

reklama


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu