Kombinat grozy Łukasza Śmigla cz.II
Łukasz Śmigiel, który zadebiutował zbiorem opowiadań grozy "Demony", przyznaje, iż całe jego życie sprowadza się do snucia historii. Pisarz uważa, że odbiorcy mają święte prawo dostawać od autora coś poza książką, stąd młody prozaik sam rozkręca zakrojoną na szeroką skalę akcję promocyjną swego zbioru, wykorzystując różne środki wyrazu- słuchowisko radiowe, film, muzykę.
Lech Moliński: Większość opowiadań ze zbioru „Demony” jest poprzedzona cytatami z utworów zachodnich wykonawców, jak chociażby AC/DC, Sting, Metallica, Peter Gabriel. Jaką rolę odgrywali ci artyści, ich twórczość, przy powstawaniu Twoich opowiadań?
Łukasz Śmigiel: Jest to niesamowita sprawa, mało ludzi zwraca na to uwagę. Jak już mówiłem, dla mnie najważniejsze są dobre historie, które pojawiają się nie tylko w filmach, książkach, ale też w muzyce. Rozpoczynające opowiadania cytaty z piosenek w mojej książce, zawsze jakoś korespondują z historią, którą przedstawiam w danym tekście. Na stronie www.dobrehistorie.com.pl będą od przyszłego tygodnia (rozmowa została przeprowadzona 15. października – przyp. Red.) pojawią się podcasty, w których będę podawał przyczyny wykorzystania akurat tych piosenek. Czasami, kiedy kończę pisać opowiadanie i mówię sobie: to jest opowiadanie o ziemi skutej lodem, ale o głównym bohaterze, to już wcześniej śpiewała Metallica. Sięgam po płytę i mówię: to przecież jest „King Nothing”. Właściwie prawie zawsze, gdy pracuję nad tekstem, mam skojarzenia z piosenką. Prawdopodobnie dlatego, iż muzyka jest jedną z najważniejszą rzeczy w moim życiu. Po prostu, gdyby muzyki nie było, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej, nie zajmowałbym się pracą w radiu, pracą lektora. Gdyby nie płyty Stinga, czy Petera Gabriela, nie czytałbym tych samych książek co teraz, nie oglądałbym tych samych filmów i - koniec końców - nie pisałbym takich samych opowiadań.
Waldek Mazur: Rozumiem, że chciałbyś, aby Twoja literatura łączyła oba pierwiastki: komercję oraz sztukę wysoką?
Ł. Ś: - Oczywiście.
W. M: - Zatem, czy trochę nie zapomniałeś o wyważeniu proporcji. W Twoich opowiadaniach spotykamy bohatera, który bez żadnych skrupułów w bestialski sposób morduje nauczyciela tylko dlatego, że ten wcześniej wyrzucił go ze szkoły. Czy nie chciałeś bardziej rozbudować rysu psychologicznego bohaterów, pokazać przemiany, jaka w ludzkiej psychice następuje, tego co pcha człowieka do tak bestialskich czynów. Może byłoby to ciekawsze?
Ł. Ś: - Opowiadanie rządzi się własnymi prawami i, niestety, pisząc krótką formę, nie można za bardzo pozwolić sobie na tworzenie nie wiadomo jak głębokiego rysu psychologicznego. W tym opowiadaniu, o którym mówisz, zawarta jest bardzo prosta historia o człowieku, który był nikim, nastąpiły nowe realia, miał szanse stać się bohaterem, ale on nadal pozostaje nikim. Wszystko, co ja robię w tym opowiadaniu, to zastanawiam się, czy ludzie z natury źli, mają szanse się zmienić w nowym świecie, czy też niekoniecznie.
W. M: Czyli, opierając się na tej historii, według Ciebie nie mają?
Ł. Ś: Nie mają. Generalnie uważam, że ludzie są dość źli i dlatego te opowiadania są takie, a nie inne. Zawierają demony, które wychodzą z człowieka. Jestem przekonany, że w każdym z nas siedzi całe mnóstwo okropnych rzeczy i czasami wystarczy jedna chwila, aby wydostały się na zewnątrz. To jest taka sama sytuacja jak na wojnie - ludzie nagle stają się bestiami, przestają myśleć o tym, co robią, kogo mordują. Powiedzmy sobie szczerze: ludzie nie są fajni, gdyby nie religia, gdyby nie filozofia, fundamentalne zasady, groźba prawa, pozabijalibyśmy się tutaj w trzy dni. Problem w tym, że na co dzień o tym nie pamiętamy, a powieść grozy właśnie o tym ma nam przypominać.
L. M: Może zmieńmy temat na nieco lżejszy. Tak sobie myślę, że kiedy będziemy spisywać ten wywiad, powstanie mały problem. Podpisać Ciebie jako pisarza, to spore niedopowiedzenie, może artysta multimedialny? W końcu promujesz książkę poprzez słuchowiska radiowe, trailery filmowe, inspiracją dla Ciebie jest muzyka. Chcesz stworzyć coś jakby kombinat grozy, by posłużyć się sformułowaniem, które padło na spotkaniu, straszyć na wszelkie możliwe sposoby?
Ł. Ś: Ciekawe pytanie, które można zamknąć prostą pointą. Nie aspiruję do miana pisarza, całe moje życie składa się z opowiadania historii. Opowiadam je w radiu, studentom w pracy, mojej ukochanej dziewczynie, rodzicom. Gdybym miał się gdziekolwiek podpisać, pewnie byłby to „storyteller”, który niestety w polskim nie ma właściwego odpowiednika, bo przecież to nie bajarz, nie chodzi tu o same bajki.
Relację ze spotkania z Łukaszem Śmiglem przygotowała 42.Korporacja Filmowa
L. M: Część z Twoich opowiadań była już wcześnie publikowana, „Bohater 1916” powstał kilka lat temu, w jakim przedziale czasowym powstawały „Demony”?
Ł. Ś: Ten przekrój czasowy nie jest wcale, aż tak wielki. Najstarsze opowiadanie w zbiorze „Fotel”, zostało opublikowane w nieistniejącym już miesięczniku „Sfera” w 2003 roku, natomiast większość tekstów w książce, to opowiadania nowe. Są tam wyjątki, które znalazły się w antologii z powodu moich znajomych, którzy mnie do tych starszych rzeczy przekonali, uważali, że nie powinny się zmarnować.
L. M: Masz w dorobku sporo opowiadań napisanych wespół z Kazimierzem Kyrczem, Jr. – chociaż akurat ich nie znajdziemy w zbiorze „Demony”. Jak to jest pisać w duecie, w dodatku w dość ekstremalnej sytuacji, kiedy przez długi okres nie spotykaliście się osobiście?
Ł. Ś: Praca z Kazkiem była, i jest, niezwykle sympatyczna, a pisanie w duecie ma swoje dobre i złe strony. Pozytyw jest taki, że jeżeli człowiek pisze opowiadanie, w pewnym momencie staje, gubi wątek i wtedy impuls ze strony drugiego pisarza, który wnosi powiew świeżości do danej historii, jest rewelacyjny, powstaje nowa jakość. Minusem jest, że jeżeli już podejmujesz się tworzenia z innym pisarzem, musicie się naprawdę zgadzać i nadawać na tych samych falach, a zdarza się to rzadko. Dlatego też wiele opowiadań wyszło nam bardzo fajnie, ale też było kilka słabszych. Mam nadzieję, że z tych lepszych uda nam się w niedalekiej przyszłości zebrać większy tomik.
W. M: W maju ma się ukazać Twoja kolejna książka pt.: „Muzykologia”. Tym razem powieść obyczajowa, o miłości, z historią piosenek w tle. Skąd taki przeskok gatunkowy, boisz się zaszufladkowania?
Ł. Ś: Tak, ale nie do końca. Panicznie boję się tego, że „Demony” dobrze się sprzedadzą, a wydawca mi powie: panie Łukaszu, a może następna powieść grozy. Co jeśli wtedy będę miał ochotę pisać coś w klimacie komediowym, a wydawca bojąc się, iż to się nie sprzeda, będzie mnie blokował? Oczywiście wiem, że to tak nie działa, dobre historie się zawsze sprzedadzą, a pisarz powinien mieć wolność wyrazu. To czytelnicy decydują, w czym autor się sprawdza, a jakich gatunków powinien unikać.
L. M: Jest taki polski filmowiec - Konrad Niewolski, który założył sobie, iż będzie skakał po konwencjach, nakręci arcydzieło w każdym gatunku niczym Kubrick. Zaczął dobrze, ale z czasem jest coraz gorzej. Życzymy Ci, abyś nie poszedł w jego ślady.
Ł. Ś: Oby nie (śmiech).
Biogram: Łukasz Śmigiel (ur.1982) – pisarz, radiowiec, dziennikarz, PR-owiec, sam o sobie mówi: „storyteller”. Niedawno ukazał się jego debiutancki zbiór opowiadań grozy „Demony”. Śmigiel obecnie pracuje nad horrorem „Cmentarzysko” oraz powieścią romantyczno-obyczajową „Muzykologia”. Jego opowiadania ukazywały się w pismach literacko-fantastycznych (Nowa Fantastyka, Science Fiction, Magazyn Fantastyczny, Magia i Miecz, Ubik, Sfera, Portal, Alfred Hitchcock poleca, Gwiezdny Pirat), ale także w czasopismach kulturalnych (Tygiel Kultury, Przekrój, Zaćmienie Słońca). Obecnie stale współpracuje z miesięcznikiem grozy Czachopismo.
Druga część wywiadu wideo z Łukaszem Śmiglem. Realizacja materiału: 42. Korporacja Filmowa
Przeczytaj "Kombinat grozy Łukasza Śmigla cz.I"