Lem zaklęty w liczbachRELACJA: Jeśli pochylanie się nad twórczością najwybitniejszego polskiego pisarza SF na Festiwalu Kryminału może nieco dziwić, zwłaszcza czytelnika nieobeznanego z jego dorobkiem literackim, to już na pewno nie zaskakuje osoba prowadzącego poniedziałkowy wykład. Profesor Stanisław Bereś uchodzi za jednego z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszego, znawcę twórczości Stanisława Lema. Opublikował o pisarzu pokaźną liczbę artykułów oraz wydał przeprowadzony z nim wywiad rzekę - „Tako rzecze Lem”.
Pochodzący z Lwowa autor ma w swoim pokaźnym dorobku literackim dwa kryminały: „Śledztwo” oraz „Katar” i o nich właśnie mówił profesor Bereś. Ale nie tylko. Przyznam szczerze, sam wiele lat temu, jeszcze jako nastolatek, byłem szalenie zaskoczony, gdy przyszło mi czytać „Katar”. Lema znałem jako twórcę „Solaris”, „Dzienników Gwiazdowych” i fragmentarycznie gdzieś tam w szkole omawianej „Cyberiady”. Aż tu w moje ręce wpadła książka, w której śladów fantastyki naukowej ciężko się doszukać, no chyba że uparcie będziemy drążyć i odnajdziemy je w osobie głównego bohatera - „uziemionego” astronauty. Wykład profesora Beresia pomógł odpowiedzieć na pytanie, które pewnie nie jednego nurtowało: po co Lemowi kryminał?
Jak zwykle bywa u tego pisarza, sztafarz, którym się posłużył, miał pomóc mu przemycić to, co naprawdę go interesowało. Koincydencja, przypadkowość, a zarazem świat matematyki, rachunków prawdopodobieństwa próbujących ten chaos ogarnąć - takie są właśnie najistotniejsze problemy, jakie Lem w swych kryminałach porusza. Najistotniejsze dla niego. Czytelnik sam sobie wybiera, co go interesuje. Bo jak zauważył prowadzący wykład, kryminały te, a zwłaszcza „Katar”, czyta się niczym najlepsze powieści sensacyjne. Możemy potraktować je zarówno jako traktat filozoficzny, ale i powieść czysto rozrywkową. Co prawda Ameryki profesor Bereś przed zebranymi w „Literatce” nie odkrył, kto bowiem jedną z tych dwóch powieści Lema przeczytał, nawet bez wiedzy na temat zainteresowań pisarza, musiał wyczuwać pismo nosem, ale przyznam szczerze, samo już wprowadzenie do wykładu mogło zaintrygować.
Przez niemalże godzinę profesor Bereś postawił Lemowi całkiem solidny pomnik. Wspomniał nie tylko o jego dorobku literackim, ale też o wszechstronnej wiedzy autora „Edenu”, jego wizjonerstwie, czy „umyśle równym kilku instytutom naukowym”. Jak ma też w swoim zwyczaju, ubarwił wykład kilkoma interesującym anegdotami z życia pisarza, ale też i z własnego.
Nie jestem sędzią do końca obiektywnym - postać Lema budzi moje spore zainteresowanie - ale odnoszę wrażenie, że osoby przypadkowe, a takie pewnie w poniedziałkowe popołudnie też się w „Literatce” znalazły, nie czuły się znudzone wykładem. Kto wie, może nawet zaintrygowane opowieścią profesora Beresia sięgną po jeden z anty-kryminałów Lema.