G punkt | Sięgamy głębiej

Teatr

My - Naród

Autor: Krzysztof Jankowski, dodano: 24-11-2009, 15:33

Ekshumacji nieodłącznie towarzyszy kontrowersja. Smród, przerażający nieraz widok; niedowierzanie i nade wszystko strach. Przed tym, co można podczas ekshumacji odkryć. Duet Demirski – Strzępka na szczęście oszczędza nam części doznań zmysłowych, jakich moglibyśmy doświadczyć, jednak od niewygodnej prawdy jak i swoich opinii już nie stroni. Na deskach Teatru Polskiego we Wrocławiu – „Dziady. Ekshumacja”.

 

Nie lubię sztuki zaangażowanej politycznie. Po prostu. Z wielkim niepokojem zasiadłem więc na widowni Sceny na Świebodzkim by obejrzeć inscenizację dramatu, który licealistom spędza sen z powiek, a który osobiście uwielbiam.

 

I od razu pewna niespodzianka – z „Dziadami” Mickiewicza spektakl Moniki Strzępki ma w warstwie fabularnej bardzo mało wspólnego. Jest to grupa luźno wybranych scen, równie luźno ze sobą połączona - o wiele więcej komunikacji odbywa się pomiędzy obydwoma dziełami w warstwie duchowej, ideowej. Niemniej jednak bohaterowie Ci sami, miejsce to samo; czasy współczesne. Dziady traktuje się tu dość przewrotnie. Scena pierwsza. Trzech starców spotyka się w opuszczonym kościele, gdzie czekają na księdza. Ten ma poprowadzić obchody święta, ceremonię wywołania duchów przeszłości. Na pozór wszystko to samo; w praktyce niekoniecznie.

 

„Dziady. Ekshumacja” można by śmiało określić mianem intelektualnej viagry. Nagromadzenie treści myślowo-pobudzających jest tu naprawdę wielkie. Przy całej generalnej niechęci dla sztuki zaangażowanej politycznie, ten spektakl wywarł na mnie niezwykłe wrażenie swą inteligencją. Nie jest to jednostronne krzykalnictwo „jacy to oni są be, a my cacy”. W „Dziadach.Ekshumacji” nikt nie zostaje oszczędzony. Ani komuniści, ani Kościół, ani Solidarność, a już na pewno nie zwykli przeciętni zjadacze chleba. To też nie tylko krytyka; to pochwały, wyjaśnienia. Jak słyszymy ze sceny, nic nie jest czarno-białe, są tylko różne odcienie szarości. Prawda niby banalna, a tak potrzebna by godnie dyskutować o problemach, z jakimi się dzisiaj jako naród stykamy: rozliczenie komunistów, rola Kościoła w PRL, nasza duchowość, tożsamość, ocena Solidarności, ocena transformacji ustrojowej… Doprawdy trudno znaleźć chyba ważki temat znany opinii publicznej (może poza Polskim Związkiem Piłki Nożnej), który by nie doczekał się choćby wzmianki w tym spektaklu.

 

Wszystkie te kwestie są poruszane dla całościowej refleksji nad tym, kim tak naprawdę jesteśmy jako Polacy. „Dziady” zwykło się określać jako dramat narodowy; prezentuje romantyczną wizję „Chrystusa narodów”, wizję nas wszystkich. W opinii autorów ta wizja, powstała m.in. dla obrony tożsamości w czasie zaborów, pokutuje do dziś i ciągle wpływa znacząco na sposób, w jaki patrzymy na świat. Przeszkadza nam w chłodnej refleksji nad rzeczywistością, oferując w zamian cały zestaw stereotypów, konwencji, myśli i wierzeń, które przyjmujemy bez zastanowienia. Żeby to sprawdzić, wystarczy zadać sobie proste pytanie – czy gdzieś tam na dnie duszy nie lęgnie się w nas przekonanie, że Mickiewiczowskie „Dziady”, jako świętość, w spokoju należy zostawić, a już na pewno tak z nimi bluźnierczo (Konrad rzucający kurwami na lewo i prawo, chórzystki-prostytutki, religia sprowadzona do public relation… „Czterdzieści i cztery? Kierunkowy na Wyspy!”) postępować nie można jak to M.Strzępka uczyniła? Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, już to jest dobrym wyjaśnieniem, dlaczego spektakl ten powstał – byśmy zaczęli myśleć. Choćby o tym czy „Dziady” świętością są i dlaczego? Sztuka ta wydaje się mieć ambicje, by nauczać sposobu prowadzenia dyskursu. Baa!, by w ogóle nakłonić nas do tego, byśmy przestali pojmować w kategoriach wiecznych mitów i stereotypów, takich jak np. „Polak = katolik”. Przy takim podejściu autorów nie mogło obejść się bez ofiar. Spektakl może być (dla mnie nie był) kontrowersyjny, o czym już w jego opisie się informuje. Ekshumacja, wyjmowanie trupów z własnej szafy to proces bolesny i podczas oglądania nieraz budziła się we mnie wewnętrzna niezgoda na wizję świata przekazywaną mi ze sceny.

 

To nie tylko prezentacja pewnych prawd, pół-prawd, poglądów; spektakl jest otwarty dla publiczności, aktorzy zwracają się wprost do niej. Treść zdecydowanie przyćmiewa formę, ta zaś jest bez zarzutu. Gra aktorska na bardzo przyzwoitym poziomie; słowa uznania należą się twórcy scenariusza, Pawłowi Demirskiemu - zwłaszcza za niektóre kwestie (czasem wulgarne, ale za to jak oddające rzeczywistość) padające z ust aktorów. Scena: w tle wyświetlony napis „Wielka Improwizacja”, wchodzi Konrad z papierosem w ustach i z daleka krzyczy: „Wyp***! Będę improwizował!!!” . Takiego Konrada, proszę wierzyć, nie sposób zapomnieć.

 

Gdyby trzeba opisać tę sztukę jednym zdaniem, powiedziałbym, że jest to spektakl o Narodzie, w którym dowiadujemy się („We, the People”), że jesteśmy tylko narodem, chociaż wolelibyśmy widzieć się z wielką literą na przedzie. Mamy wyobrażenie o sobie, ale tak naprawdę nie wiemy, jacy jesteśmy. „Dziady. Ekshumacja” to bardzo dobry spektakl, a przy tym wartościowy, i miejmy nadzieję, zauważony, głos w dyskusji nad obrazem nas samych. Swoiste lustro. Jeden z krytyków trafnie ujął, że dla naszych elit politycznych lepiej by było, zamiast odwiedzać Jasną Górę (choć rzecz to godna pochwały – pytanie tylko dlaczego z takim natężeniem w czasie kampanii wyborczej?), wybrać się na „Dziady. Ekshumacja.” Czego sobie i Wam życzę.

reklama
http://www.roe.pl/

Utwór Tygodnia

Ramona Falls - Russia


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu