RELACJA: Jest takie komercyjne radio, które szczyci się organizowaniem występów dla jak najmniejszej publiczności. Myślę, że w sobotni wieczór, pod tym względem, rekord został niestety pobity. Leman Acoustic grał dla niemal pustej sali. Mimo nienajlepszej frekwencji, koncert należy zaliczyć do udanych.
Muzyk zaczął kawałkiem „My abilities” po czym zaprezentował ciekawą mieszankę szybkich i wolnych utworów opowiadających głównie o nieszczęśliwej miłości, kłamstwach, niezrozumieniu między kochankami czy utracie czegoś ważnego. Przed każdym z utworów opowiadał historię z nim się wiążąca, co potęgowało uczucie, że są to kawałki bardzo osobiste. Największe zaskoczenie wywołało chyba wykonanie piosnki z repertuaru grupy Myslovitz - „Scenariusz dla moich sąsiadów” w wersji anglojęzycznej („A script for my neighbours”). Koncert zakończył się najbardziej znanym utworem Lemana „Out of sight”.
Coś niedobrego dzieje się z wrocławską publicznością. Na początku miesiąca, kiedy miał miejsce jeden z ważniejszych koncertów w tym roku – grupy Camera Obscura, do Firleja usłyszeć Szkotów przyszło około pięćdziesięciu osób. Teraz mamy niemal pustą salę klubu „Od zmierzchu do świtu”. Może powodem był konkurencyjny występ zespołu Mitch&Mitch albo nagłośniona walka Andrzeja Gołoty z Tomaszem Adamkiem. Nie wiem. Jednak ci, którzy przegapili koncert powinni żałować, bo był zwyczajnie niezły.
Podczas trwania utworu Myslovitz można było zauważyć ciekawą analogię, która dobrze muzykowi wróży. Na jeden z pierwszych występów Artura Rojka i spółki w Warszawie przyszło około dziesięciu osób. Teraz jest to nie do pomyślenia. Niech więc Leman wybaczy nam tę haniebną frekwencję i przyjedzie raz jeszcze. Myślę, że grono słuchaczy będzie znacznie większe.