G punkt | Sięgamy głębiej

Muzyka

Neuroza-psychoza-ekstaza - Mamiffer, Destructo Swarmbots i Dälek w Firleju

Autor: Honorata Kłosowska, dodano: 29-04-2009, 00:55

 Dzień zaskoczeń na Asymmetry Festival. Zgrzyt na początek - odwołany koncert Oddateee. Nagle wieczór umownie nazwany hip-hopowym zamienił się w wieczór odmiennych stanów świadomości. Doświadczanych głównie przez artystów, bo publiczność pochowała się po kątach, wynurzając się dopiero na koncert gwiazdy wieczoru.

 

Mamiffer. Niecierpliwie wyczekiwałam ich występu już od momentu, kiedy nazwa zespołu pojawiła się w zapowiedziach. Ich debiutancki album, Hirror Enniffer, zauroczył mnie od pierwszego słuchania. Wbrew pojawiającym się tu i ówdzie opiniom, że to najmniej asymetryczny z projektów Aarona Turnera, nie wyobrażałam sobie Asymmetry bez nich.

Od początku dziwiła mnie mieszanka zespołów przewidziana na ten wieczór. Mamiffer sporo na tym stracił - zestawienie ich razem z 65daysofstatic czy This Will Destroy You na pewno przyciągnęłoby więcej fanów stonowanego, choć niepokojącego grania. 

 

Już rozpoczynający koncert This Land wprowadził duszny nastrój. Niby spokojne, grzeczne dźwięki fortepianu sprawiają, że zaczynam się nerwowo rozglądać. Biały szum gitary Turnera umieszcza melodie wygrywane przez Faith Coloccia w kontekście, który nie pozwala na nazwanie utworów 'balladami'. Pozornie proste Suckling a Dead Litter wwierca się w myśli, zaskakuje pojawiającymi się znienacka molowymi nutami. Kontrast pomiędzy jasnymi dźwiękami fortepianu i brudną gitarą  staje się coraz bardziej wyraźny. Smutek i niepokój wkradają się niespostrzeżenie, jakby bocznymi drzwiami świadomości. Krótki występ projektu z Seattle pozostawił niedosyt - choć nie wiem, jak długo musieliby grać, żeby mnie usatysfakcjonować.

 

Występ Mamiffera pozostawił we mnie niepokój, w który wdarł się Mike Mare ze swoim, tym razem dwuosobowym, projektem Destructo Swarmbots. Zaczęło się niewinnie - eteryczne tło, budująca napięcie gitara. Z każdą minutą robiło się jednak coraz gęściej od dźwięków - odgłosy miasta i maszyny, natrętna gitara, ledwie słyszalne głosy... To wszystko złożyło się na niepozwalającą na chwilę wytchniena nawałnicę dźwięków, rytmów, emocji. Męczące, a onanizujący się wręcz gitarą artysta bardziej bawił niż przerażał - choć może wyśmianie było jedynym sposobem na uniknięcie paniki.

 

Destructo Swarmbots skończyło szybko, lecz gitarzysta nie zszedł ze sceny. Po chwili dołączyli do niego MC Dälek i Oktopus. Mare kontynuował swoje dzieło z gitarą, a duo Dälek otworzyło mi uszy na świat hip-hopu. Niby wiedziałam, że niebanalni, że współpracowali z Faustem czy The Melvins, ale jakoś nie przekonywało mnie wypisywanie w jednym zdaniu My Bloody Valentine, Einstürzende Neubauten i Public Enemy. A jednak.

Z ciemnych zakamarków Firleja nagle wypełzli ludzie, pod sceną zrobiło się ciasno i naprawdę energetycznie. Wyrazisty i autentyczny MC porwał za sobą słuchaczy. Natężenie mroku w muzyce nie odbiegało od standardów Asymmetry Festival, ale rytmy i rymy pokazały zupełnie nową jakość ciężkiego brzmienia. Znawcą czy fanką gatunku chyba nie zostanę, ale występ Dälek zdecydowanie pretenduje do tytułu zaskoczenia roku. 

 

Zestaw zespołów tego dnia pozostaje dla mnie zagadką. Klocki tej układanki zupełnie do siebie nie pasują, trudno jednak byłoby znaleźć dla nich idealne miejsce w muzycznym świecie. Był to więc wieczór zespołów z pogranicza, najbardziej asymetrycznych spośród festiwalowych gości.

 

reklama


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu