Nie dla idiotówBracia Coen wciąż są na fali. Amerykańscy reżyserzy udowodnili, że potrafią dokonać sporej sztuki nawet w związku z realizacją błahej komedii. Ze swojego najnowszego dzieła- „Tajne przez poufne” udało im się uczynić niegłupi film o skończonych idiotach.
Reprezentujący polskie tajne służby tytani intelektu, którzy niegdyś zamieścili w internecie zdjęcia z misji w Afganistanie, mogą mieć powód do dumy. W filmie Coenów w ich odpowiednika wcielił się sam John Malkovich. Grany przez niego Osbourne Cox - głupkowaty alkoholik, zwolniony właśnie ze stanowiska w CIA, co prawda nie umieszcza poufnych danych na serwisach społecznościowych, ale poczyna sobie równie błyskotliwie. Pałający żądzą zemsty na dawnych przełożonych były agent, tworzy szkic wspomnień mających odsłonić sekrety amerykańskiej agencji wywiadowczej. Swojego wiekopomnego dzieła nie potrafi jednak należycie upilnować. Płyta z informacjami trafia w ręce, szykującej się do rozwodu, żony Coxa. Podczas wizyty w centrum fitness kobieta traci znalezisko na rzecz przygłupich pracowników instytucji o wdzięcznej nazwie „Ciałko”.
Po kilkunastu minutach rozpędzania się, fabuła zaczyna mknąć jak szalony rollercoaster, z którego perspektywy obserwujemy panoramę wesołego miasteczka - Waszyngton. Spoglądanie na świat kreowany przez braci Coen może mile połechtać naszą samoocenę, bo jednostki funkcjonujące w ekranowej rzeczywistości zachowują się tak niedorzecznie, że nawet Forrest Gump przypominałby przy nich członka Mensy. Olimp głupoty osiąga zwłaszcza Linda - pracownica „Ciałka” i autorka genialnej koncepcji, aby notatki Coxa przehandlować pracownikom rosyjskiej ambasady. Hollywoodzkie gwiazdy, które odkładają na bok zawodową dumę i ze swadą wcielają się w zaginione ogniwa ewolucji (naturalne predyspozycje do takiej roli zdradza zwłaszcza Brad Pitt), są prawdziwie zabawne. Mimo wszystko, obserwowanie perypetii bohaterów wcale nie okazuje się tak lekkie i przyjemne, jak mogłoby się wydawać. „Tajne przez poufne” z ogromną siłą uświadamia, że tak naprawdę jesteśmy tylko bezwolnymi zakładnikami tego, co urodzi się w prześlicznych główkach przeróżnych głupoli. Reżyserzy udowadniają, że niepozorny zbieg okoliczności wystarczy, aby niegroźna igraszka przemieniła się w grubszą aferę, której konsekwencje są zupełnie nieprzewidywalne. Świadomość bezradności jest tak silna, że można sobie z nią poradzić tylko przy pomocy histerycznego śmiechu.
Coenowie potrafią wzbudzić go w sposób całkiem przekonujący. „Tajne przez poufne” nie jest ani najlepszym, ani najbardziej przenikliwym filmem braciszków, ale i tak pozostawia bardzo dobre wrażenie. Twórcy po raz kolejny udowadniają, że meandry ludzkiej głupoty potrafią przedstawić sugestywnie, jak nikt inny. W pojedynczych scenach reżyserzy natrząsają się z idiotyzmu telewizyjnych widowisk. Tępo zapatrzone w odbiornik gęby bohaterów „Tajne przez poufne” dowodzą, że granice między widzami, a uczestnikami bzdurnych teleturniejów zaczynają coraz bardziej się zacierać. Obcowanie z realiami ukazanymi w filmie przypomina koszmarny sen, w którym jakiś zwyrodnialec posadził nas przed odbiornikiem i kazał podziwiać wzmagania o tytuł największego kretyna. Najbardziej zatrważający jest w tym wszystkim fakt, że w przeciwieństwie do telewizyjnych widowisk, rzeczywistość przedstawiona w „Tajne przez poufne” ma w sobie niepokojąco dużo autentyzmu.