G punkt | Sięgamy głębiej

Literatura

Platon by oszalał

Autor: Łukasz Saturczak, dodano: 14-11-2009, 15:50

Niedługo zacznie się okres wszelkiego rodzaju podsumowań, rankingów, zestawień. Jak co roku również i na naszym portalu wyłonimy najciekawsze książki, które ukazały się w Polsce w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Oczywiście trochę czasu jeszcze przed nami, ale nie mogę się już powstrzymać przed nazwaniem edycji wszystkich dzieł wybitnej intelektualistki Susan Sontag przez młodziutkie wydawnictwo Karakter jednym z najważniejszych wydarzeń w 2009 roku. Na pierwszy ogień poszło rewelacyjne „O fotografii”.

 

Najpierw dygresja związana z wznawianiem książek w ogóle, a ściślej z jego brakiem. Zajmując się już trochę literaturą do tej pory nie mogę pojąć, dlaczego wiele ze starszych publikacji (do niedawna również Susan Sontag) jest dostępnych tylko na Allegro i to po astronomicznych cenach. Absurdy pierwsze z brzegu? "Dzieła zebrane" Czesława Miłosza. W tym roku wydano piąty (ostatni) tom wierszy, ale pozostałych czterech w sprzedaży już nie ma! Pierwszy można przy dużym szczęściu kupić za 150 zł. Książki Michela Foucaulta nie schodzą poniżej 200 zł, zaś „Historię seksualności” widziałem za sumę dwukrotnie wyższą. Nie dziwi więc fakt, że jak tylko usłyszałem o przedsięwzięciu wydawnictwa Karakter, ogarnęła mnie niezmierna radość. Wydanie „O fotografii” sprzed dwudziestu lat kosztowało jeszcze pół roku temu trzykrotnie więcej niż to, które się właśnie ukazało. Teraz każdy, w mniejszym lub większym stopniu zainteresowany, będzie mógł sięgnąć  po jedną z ważniejszych pozycji nie tylko dotyczącej fotografii, ale i kultury współczesnej w ogóle.


Sontag napisała „O fotografii” w roku 1978. Trzy lata później Steve Sasson opracował pierwszy aparat cyfrowy  i, mimo że amerykańska pisarka nie opisała tego zjawiska (czyt. powszechna cyfryzacja, aparaty w telefonach komórkowych etc., zdjęcia drukowane w kilka sekund przez osobistą drukarkę), niczego w tej publikacji nie brakuje. Po pierwsze - Sontag dzieje aparatów cyfrowych przedstawiła tak naprawdę już wtedy, bo śmiało można uznać je za kontynuację tego, co działo się z analogami na przełomie na lat 60. i 70.  Po drugie - nie jest to tylko książka o samej dziedzinie sztuki (chociaż, czy fotografia zalicza się do sztuki, właściwie do końca nie wiadomo i Sontag w ostatnich rozdziałach podejmuje tę kwestię), ale również o społeczeństwie (przede wszystkim amerykańskim), nowym rytuale, masowości, indywidualizmie i wielu innych aspektach, na pozór nie związanych z fotografią.


Autorka wychodzi z bardzo ciekawą i trafną hipotezą. Przywołuje platońską jaskinię: ludzie, którzy są przykuci łańcuchami, widzą tylko cienie i w ten sposób poznają świat, nie widzą jego prawdziwego obrazu. Od powstania tego tekstu mija ponad dwa tysiące lat i świat odkrywa aparat fotograficzny. Urządzenie tworzące cienie na zawołanie. To musiała być rewolucja nie tylko techniczna. Jak się okazało – pisze Sontag – nie od razu. Aparat zanim stał się powszechny, był traktowany jako ciekawostka. U krytyków zaś fotografia w zestawieniu z malarstwem nie miała żadnych szans. Wszystko okazało się jednak kwestią czasu.

Potęga obrazu ujawniła się przez pokazanie subiektywności wojny. Stąd mówi się więcej o okropności Auschwitz, aniżeli Gułagu. Spowodowane jest to tym, że represje nazizmu w przeciwieństwie do tych komunistycznych były dobrze udokumentowane. Tak samo jak w przypadku wojen amerykańskich. Społeczne niezadowolenie konfliktem w Wietnamie powstało po szeregu fotografii pokazujących okropność tej wojny, która jak wiadomo, nie była brutalniejsza od tej sprzed kilku lat w Korei. Jednak wtedy reporterzy wojenni byli tam niemal nieobecni.


Sontag, jako Amerykanka, skupia się głównie na własnym kraju. Jak wygląda USA na fotografii? To zaprzeczenie Whitmanowskiego opisu amerykańskiej idylli. Poeta mówił, że nie należy wartościować obrazu północnej Ameryki, ponieważ jest najpiękniejszym ze światów i należy skupić się  na budowaniu jego wyjątkowości, nie zaś ocenianiu. Sontag, analizując fotografie Diane Arbus, udowadnia, jak bardzo Whitman był naiwny. Ameryka z perspektywy jej obiektywu, to przede wszystkim ludzie wykluczeni: karły, niepełnosprawni, dziwki, chorzy. Fotografka wchodziła z aparatem do najmroczniejszych dzielnic, łóżek, odwiedzała domy „kolorowych”, natomiast jej samobójcza śmierć była przypieczętowaniem tego, co oznacza Ameryka dla Arbus.


Sontag zaznacza, że zdjęcie odczytywać należy jak każdy wytwór kultury na dwóch poziomach. Sama fotografia w pierwszej kolejności przedstawia obraz wycięty z rzeczywistości. W drugiej niesie cały ładunek semantyczny. Wszystko zależy od światła, kontrastu czy nawet podpisu pod zdjęciem. Fotografię odczytujemy w zależności od kultury, własnego widzenia, rzadko zdarza się, aby każdy widział to samo. Obrazy wartościują rzeczywistość i nigdy nie pokazują jej beznamiętnie. Fotografia w pewnej chwili tak wtargnęła do rzeczywistości, że zdjęcia stały się czymś magicznym, niczym słowa (przekleństwa albo modlitwy), stąd taki sentyment do obrazów z dzieciństwa, noszenia w portfelu zdjęć potomków, czy niszczenie fotografii po nieudanym związku. Czy tak silne zakorzenienie w kulturze spowodowało nazwanie fotografii sztuką? To pytanie najtrudniejsze.


Największy problem to konflikt z malarstwem. Dopóki granice tych dziedzin nie zatarły się poprzez surrealizm, fotografia była pomijana przez krytyków. Nawet gdy zaczęły ze sobą flirt, który przerodził się w długotrwały związek, fotografia nadal nie mogła być uznawana za pełnowartościową dziedzinę sztuki, tak jak plastyka. W czym tkwił szkopuł? Każda dziedzina sztuki koncypowała konkretny styl, który był reprezentatywny dla konkretnego artysty. Niepodpisane dzieła Picassa rozpozna bez problemu każdy laik. Z fotografią tak nie jest – pisze Sontag – nawet najsłynniejsi jej przedstawiciele mają w swoim dorobku dzieła, które nie  pasują do reszty i trudno tu mówić o konkretnym stylu. Przewrotnie to właśnie zdecydowało o jej wyjątkowości i z wielkim trudem, ale jednak, wprowadziło zdjęcia do galerii sztuki. Brak wyrazistego stylu udowodnił, że każde zdjęcie jest wyjątkowe i opowiada konkretną historię.


Bunuel zapytany kiedyś, dlaczego robi filmy, odpowiedział: Żeby pokazać, że nie jest to najlepszy ze światów. To przeciwstawienie się kartezjańskiej idei o idealnym świecie stworzonym przez Boga przewija się dość często. Zmarła pięć lat temu Sontag w każdym tekście udowadnia, jak fotografia wywróciła najróżniejsze, nietknięte aż do niedawna paradygmaty. Tak też było z platońskimi cieniami. Filozof mówił o niedoskonałości świata, którego nie widzimy sami, lecz mamy jego przetworzony obraz. Zdjęcia jednak mówią o czymś więcej, wchodzą w świat nieznany, często upiększany, czasem wręcz przeciwnie – przesadnie mroczny, ale jest to nasz świat. Brawo Sontag. Czekam na kolejne książki.


Susan Sontag, O fotografii, wydawnictwo Karakter 2009.
 

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator