Trzynaście wywiadów, trzynastu rozmówców, trzynaście kompletnie różnych od siebie historii oraz próba zastanowienia się na tym, kim są mężczyźni, jaka jest ich rola w świecie i czy są oni jeszcze komukolwiek potrzebni? Tak w największym skrócie można streścić ostatnią książkę Anny Dziewit i Agnieszki Drotkiewicz.
„Teoria trutnia i inne” jest zbiorem wywiadów dość specyficznym, gdyż w odróżnieniu od innych tego typu publikacji, dość ciężko określić ją mianem spójnej całości. Niby mamy tutaj rozmowy kobiet z mężczyznami, każda ma przynajmniej w założeniu dotyczyć podobnych kwestii, powtarzane są nawet te same pytania, a jednak bardzo szybko okazuje się, iż każdy wywiad zmierza w zupełnie innym kierunku. Czy to źle? Oczywiście, że nie! Co więcej, śmiem twierdzić, że jest to jeden z największych, jeśli nie największy, atut książki.
Żeby jednak nie było zbyt słodko, zacznijmy od najsłabszych stron „Teorii trutnia”. Po pierwsze - nierówny poziom wywiadów. W trakcie lektury natrafiamy na rozmowę ze Stefanem Chwinem, która, co tu dużo mówić, bardziej przywodzi na myśl akademicki wykład, niż dialog dwóch równorzędnych partnerów. Znajdziemy tutaj dwustronicowe wypowiedzi pisarza, niesłychanie rzadko zadawane mu pytania oraz kilka innych grzechów sztuki dziennikarskiej, które dobitnie znamionują o całkowitym braku kontroli nad rozmową ze strony Anny Dziewit (ten wywiad przeprowadzała w pojedynkę). Z drugiej strony, aby nie być zbyt surowym, należy wspomnieć, iż pisarz uchodzi za rozmówcę niezwykle „trudnego”, który w trakcie wywiadów lubi chadzać własnymi ścieżkami. Na całe szczęście, patrząc na zawarte w książce wywiady od tej strony, więcej tego typu grzechów panie nie popełniają.
Po drugie - ciężar przemycanych w rozmowach historii. Kontrast jaki wytwarza się, kiedy zestawimy ze sobą rozmowę z Jakubem Żulczykiem i wywiad z Jerzym Jarzębskim, Stefanem Mellerem czy nawet Robertem Makłowiczem, sprawia, iż ten pierwszy na tle kolejnych wypada naprawdę blado. A przecież nie jest to wina młodego pisarza, który, co jest w pewien sposób oczywiste, nie może pochwalić się tak bogatym bagażem doświadczeń jak jego starsi koledzy. Stąd też zrodziło się w mojej głowie pytanie: czy aby na pewno ten wywiad słusznie się tu znalazł? Doprawdy, nie ma najmniejszych szans, aby młodzieńcze historie na temat mieszkania w internacie, starć ze współlokatorami i oglądania pornografii mogły korzystnie wypaść w zestawieniu z historią roku '68, opowiedzianą z perspektywy młodego wówczas Zaremby, czy perypetiami jakie spotykały Maxa Cegielskiego w trakcie podróży po Indiach i Turcji.
Poza nierównym poziomem wywiadów (choć nawet te najsłabsze nie są złe), więcej grzechów Drotkiewicz i Dziewit nie można wypomnieć. Rozmowy w większości są ciekawe, żywe, wręcz czuje się kipiącą z kart książki „chemię”, jaka zapanowała między rozmówcami. Panie dociekliwie drążą interesujące je tematy, a rozmówcy, z większym bądź mniejszym oporem, jednak się przed nimi otwierają. Biorąc się za każdy kolejny wywiad zastanawiałem się, ile w tym zasługi talentu Drotkiewicz i Dziewit do prowadzenia rozmów. Czy gdyby naprzeciwko Chyry lub Kuczoka zasiadła dwójka mężczyzn, też moglibyśmy liczyć na tak szczere, a momentami wręcz intymne rozmowy? Osobiście w to wątpię.
Agnieszka Drotkiewicz, Anna Dziewit, Teoria trutnia i inne, wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2009, 312 s.