G punkt | Sięgamy głębiej

Teatr

Sceptycyzm absolutny

Autor: Paulina Dreslerska, dodano: 30-11-2009, 09:41

„Księga Rodzaju 2” w listopadzie wróciła na deski Teatru Współczesnego. Inscenizacja, oparta na tekście rosyjskiego dramaturga Ivana Wyrypajewa, po raz kolejny rzuciła widzów na kolana. Śmialiśmy się do rozpuku. Nuciliśmy rewiowe kawałki. Wpatrywaliśmy się w zwisający z sufitu skonstruowany z migoczących światełek napis – BÓG i wsłuchiwaliśmy się w egzystencjalne rozważania Boga i żony Lota, prowadzone na schodach do nieba. Znaleźliśmy się wewnątrz świata schizofreniczki. Tutaj zdarzyć może się wszystko.

Michał Zadara zastosował stary jak świat chwyt dramaturgiczny podwojenia rzeczywistości teatralnej, tworząc teatr w teatrze. Aktorzy grający wewnątrz świata przedstawionego co jakiś czas bezceremonialnie się z niego wydostają i puszczają do widza oko. Nie ma tu tak naprawdę początku ani końca. Bohaterowie mają kilka wcieleń. Antonina Wielikanowa jest żoną Lota. Jej lekarz - Bogiem. Wyrypajewem - prorok Jan. Dzięki temu na scenie powstają dwie linie fabularne. Pierwsza dzieje się w czasie rzeczywistym, opowiadając nam historię kobiety chorej na schizofrenię. Druga to już całkowicie inna bajka. Reżyser tworzy na scenie swoisty konstrukt czasu mitycznego, wzorca wszystkich świętych czasów. W tym praczasie wszystko dopiero się budzi, rodzi na nowo i płynie swoim alinearnym trybem, by znów powrócić do początku. A w czasie tego cyklu, dwa całkowicie odmienne systemy wartości walczą ze sobą o władzę nad światem.

 

Oto nowe Genezis. Księga Rodzaju w wersji poprawionej. Z pozamienianymi rolami, wtłoczonymi w formę groteski. Obśmianymi przez publiczność, która śmieje się ze wszystkiego: z dowcipnych odpowiedzi Boga, który sam przeczy swojemu istnieniu; z melodyjnych songów Mass Kotek, które śpiewają o prostytucji; z aktorów w strojach Batmana lub Myszki Miki. Michał Zadara wykorzystał w „Księdze Rodzaju 2” wszystko to, co już dawno zauważył główny teoretyk nihilizmu Ernest Renan. Najwłaściwszą postawą wobec świata jest tutaj nie bunt, ale ironia. Nie ma tu wielkich haseł i szumnych rewolucji. Nikt nie domaga się od Boga rządu dusz. Świat człowieka zdrowego wcale nie jest lepszy od świata schizofrenika. I nic nie jest tym, czym wydaje się być na pierwszy rzut oka.

 

Paradoksy się kumulują. Emocjonalne szaleństwo zastępuje chłodna kalkulacja. Szczegółowy plan raz za razem wali się i odbudowuje na nowo, o czym niejednokrotnie przypomina nam Szymon Boczkowski w roli Wyrypajewa / proroka Jana. Będzie on niczym dyrygent szafował taktem i rytmem, zmieniając tempo tego dziwnego przedstawienia, gdzie mieszają się formy i nawarstwiają znaczenia. Dysputy filozoficzne okraszone zostaną chwytami rewiowymi. Pytania o kwestie ontologiczne ubrane w maski groteski. Sztukę Wyrypajewa, Zadara przedstawił nam bardzo zgrabnie. Forma wcale nie umniejszyła treści. Nadała jej raczej nowe sensy i znaczenia. Niemała zasługa w tym aktorów. Jan Peszek w roli sceptycznego Boga w duecie z Barbarą Wysocką – żoną Lota wznieśli się na teatralne wyżyny, kreując swoje postaci z dużą dozą poczucia humoru i sporym dystansem.

 

Wrocławski Teatr Współczesny zaprosił widzów na swego rodzaju widowisko. Tematy trudne potraktowane zostały z dużą dozą ironii. Nie rozpłynęły się jednak całkowicie w salwach śmiechu nadbiegających z widowni. Co jakiś czas wychylały się znad tego rewiowo - wodewilowego kabaretu, uświadamiając publiczności, że śmiać się czasami trzeba nawet przez łzy.

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator