G punkt | Sięgamy głębiej

Literatura

Tiry, święta i nowy posmak mandarynki

Autor: Jarosław Czechowicz, dodano: 18-08-2009, 11:22

Rzekomo nic dwa razy się nie zdarza, ale czy na pewno? Niebawem do księgarń trafi najnowsza książka Michała Witkowskiego pt. „Margot”. Po wydaniu przed dwoma laty opowieści o „ślunskiej” królowej, autor objawia nam nową monarchinię.

 

Margot to królowa szos, kierowca tira. Margot to kobieta upadła, która swego upadku się nie wstydzi. Margot to ucieleśnienie pragnień wszystkich kierowców w przepoconych podkoszulkach na ramiączkach, z kabin oklejonych wizerunkami gołych bab. To także efemeryczna postać, którą nie do końca można określić, a którą nazywa głos wewnętrzny: Margot, idź w noc, idź w noc, zatankuj i idź w noc, noc jest największą kurwą (...). Ale zanim Margot pójdzie w noc, poznamy jej historię oraz dwie inne pasjonujące opowieści, które może nijak się ze sobą wiążą, ale są spisane językiem żywym, donośnym i przekonującym. Przaśnym, bulwersującym i niepowtarzalnym. Jakość Witkowskiego gwarantowana!


Autor każdą kolejną powieścią daje dowód szczegółowej penetracji środowiska, o jakim pisze. W „Lubiewie” byli to homoseksualiści, „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej” ukazywała ciułaczy, szmuglerów i wszelkiej maści kombinatorów-dorobkiewiczów. Tym razem Witkowski postanowił pokazać życie codzienne tirowców. Ale czy tylko ich? Przecież „Margot” to iskrząca dowcipem, bezpośrednia, wulgarna i prześmiewcza opowieść o działaniach masowego show businessu, bo jedną z opowiadanych historii jest życiowa droga do sukcesu pseudogwiazdeczki telewizyjnej – Waldka Mandarynki. Mamy w „Margot” także elementy uwspółcześnionej hagiografii, wszak poznamy żywot świętej Asi od Tirowców oraz cuda, będące jej udziałem. Mam wrażenie, że trochę tego wszystkiego tutaj za dużo, że Witkowski nie wie, komu dokładnie dokopać i z kogo się pośmiać, ale myślę, iż ta tematyczna mieszanka czyni z „Margot” powieść tym bardziej ciekawą. Trzeba bowiem zwrócić uwagę także na wykorzystanie motywu Owidiuszowskich metamorfoz. Czy trafne? Trudno powiedzieć. Druga to powieść wydana w tym roku (po „Marzycielu” McEwana), która czerpie z Owidiusza. Przemiany Margot, Asi i Waldka będą mieć znaczenie symboliczne, albowiem cała ta książka od pierwszej do ostatniej strony ulega transformacji i nigdy nie można mieć pewności, czy to, o czym pisze w danej chwili autor, dzieje się naprawdę.


Margot niewiele łączy z Małgorzatą de Valais, bo żadna to królowa, a jedynie opuszczone dziewczę z domu dziecka pod Szczecinem, które pewnego dnia postanawia wyruszyć w życiową podróż i po przeżyciu przygód z plażowymi kryminalistami z Międzyzdrojów, staje się przewoźniczką w firmie Mariola Spedition. Tirowiec jest jak pies: śpi w budzie, je z miski i szcza na koła. Tacy są mężczyźni z otoczenia Margot i w takim świecie nasza bohaterka próbuje odnaleźć samą siebie. Margot to femme fatale, ma okazję upaść i upada z ochotą, zwykle pod rozporkiem któregoś z obleśnych kierowców. A kiedy chce być twarda, siada za kierownicą i przecina szosy. Swoim tirem wbija się symbolicznie w życie innych, o których słucha, a potem opowiada.


Wspomniana święta Asia to niepełnosprawna dziewczyna, w której życiu odegra wielką rolę zdezelowane CB-radio zakupione na aukcji Allegro. Dzięki radyjku Asia w krótkim czasie stanie się ulubienicą tirowców. To nic, że tak naprawdę dziewczyna jest zezowatym kaszalotem. Dla słuchających ją kierowców to uosobienie piękna, które i drogę wskaże, i zabawi rozmową podczas długiej podróży. Kiedy staje się cud, Asia wstaje z wózka inwalidzkiego i rusza ku swym drogowym przyjaciołom. Tak jak Margot, która idzie w noc…


Trzecią ważną postacią jest wiejski przystankers z Suwalszczyzny, dla którego medialny lans jest miłością i rozkoszą. Waldi Mandarynka uosabia tezę o tym, że w dzisiejszym świecie gwiazd wystarczy po prostu być, by znaleźć się wśród nich. Waldek dostaje się do reality show, gdzie spektakularnie próbuje popełnić samobójstwo, a potem znajduje swoje miejsce na wszystkich billboardach i w świadomości masowego odbiorcy. Waldek jest wystylizowany w photoshopie i idealnie wypikselowany, a u jego ramienia wisi Starzejąca Się Gwiazda, która próbuje raz jeszcze błysnąć medialnie. Jaśniejąca gwiazda Waldka zgaśnie jednak tak szybko jak zapłonęła, kiedy podczas imprezy sylwestrowej we Wrocławiu dojdzie do symbolicznego i dosłownego upadku.


Poza szaleństwem narracyjnym, dosadnym językiem i wirującymi zdarzeniami, mamy u Witkowskiego specyficzny koktajl z tropów kultury masowej i tej wysokiej. Mamy w „Margot” nawiązania do Foucaulta w mowie kostycznej wychowawczyni domu dziecka, frazę z tytułu powieści Remarque’a w opisie potyczek między tirowcami, obleśnego Mickiewiczowskiego Księdza Marka w stringach, sporo nawiązań do mitologii; mamy także mniej lub bardziej wyraźne postacie i zdarzenia z codziennego świata, który znają czytelnicy kolorowych pisemek i plotkarskich portali internetowych.


Zwolennicy Witkowskiego nie będą zawiedzeni „Margot”. Może za dużo w tej książce chaosu i przypadkowości, zbyt wiele rubaszności. Witkowski wie, że potrafi pisać w swoim stylu i sprawia wrażenie, jakby z tym swoim stylem lekko przesadził. Tak czy owak „Margot” stanowić będzie źródło rozrywki. I chyba tego przede wszystkim należy oczekiwać od tej książki. Trudno powiedzieć, czy nowa królowa Witkowskiego porwie tak samo jak obleśna Barbara Radziwiłłówna z poprzedniej powieści. Myślę jednak, że warto poznać i ją, i jej historię.


Michał Witkowski, Margot, Świat Książki, Warszawa 2009.
 

Jarosław Czechowicz ur. 1978 roku, absolwent filologii polskiej UJ oraz Podyplomowego Studium Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ; niezależny recenzent; publikacje m.in. w "Portrecie", "artPAPIERZE" oraz w portalach "Internetowe Imperium Książki", "biblioNETka", "G-Punkt", "Independent.pl". Prowadzi bloga literackiego „krytycznym okiem”.

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator