G punkt | Sięgamy głębiej

Muzyka

Zakręcony i frapujący - Hugo Race w Firleju

Autor: Paweł Giergisiewicz, dodano: 30-10-2009, 12:18

RELACJA: Nie pierwszy raz do Polski przyjechał Hugo Race ze swoimi The True Spirit. Jak zawsze, tak i tym razem pokazali, że są jednym z najlepszych zespołów koncertowych w swoim gatunku.

 

 

 

Jako polski support wystąpił ostrzeszowski zespół Let The Boy Decide, który kilka dni wcześniej wydał swój drugi krążek o długim i przewrotnym tytule "Like The Earth, Like The Sun, Like The Ocean In The Night". Grupa znacznie zmieniła swój styl w porównaniu do tego, co prezentowała kilka lat temu. Post-rockowe ballady oraz nieodłączny głos wokalistki, która poprawiła swoje wokalne umiejętności, wychodząc w tej chwili na pierwszy plan. Rozbudowane utwory, sięgające często kilku minut. Płynące gitary tuż obok trąbki i klawiszy. Pięknie. Szkoda, że zespół całkowicie odciął się od przeszłości i zaniechał grania starych utworów, które trafiają do mnie bardziej niż nowe.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jako drugi pojawił się nieoczekiwanie na scenie gitarzysta z The True Spirit. Kamizelka, apaszka, cylinder, błyszcząca gitara. A muzycznie? Bluesowe ballady, nieco country - mniej hard rocka, który również przewijał się w repertuarze. Dobrze przyjęty przez publiczność występ zakończył się zapowiedzią rychłego powrotu na scenę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak też się stało, bo po kilku minutach wyszedł cały skład z charyzmatycznym kowbojem, z gitarą na czele. Około 80 -osobowa publika nie imponowała ilością, ale za to nie była przypadkowa i od początku entuzjastycznie przyjęła Hugo Race'a. Około godzinny występ wypełniły prawie wyłącznie kompozycje z nowego albumu. Bluesowa rytmika, jakiej nie powstydziłby się duet Paul Jones/Bonham, której towarzyszyły elektryczne odjazdy gitarowe, a kiedy indziej tylko łagodne harmonie. Zespół, choć z Australii, najbliższy jest zachodnioamerykańskiemu graniu z pod znaku Los Lobos czy Urge Overkill. Jednak najważniejszy był tutaj głos Hugo. Charakterystycznie zachrypnięty, od razu kojarzący się z Chrissem Reą oraz Markiem Knopflerem, jednak bardziej demoniczny i często mniej wysunięty na pierwszy plan. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ciekawostką jest, że tego dnia premierę miał koncertowy album Hugo Race & The True Spirit, nagrany... wieczór wczesniej, w wołowskim więzieniu. Szybka realizacja oraz tłoczenie, czego podjął się niezawodny Gusstaff Records, zaowocowały prawdopodobnie najszybszym wydawnictwem muzycznym świata. Efekt nagrania można usłyszeć na płycie zatytułowanej po prostu "Live in Wołów Jail", którą można kupić wyłącznie na koncertach oraz w sklepie www.gusstaff.com

 

 

Hugo Race mógłby przyjeżdżać do Polski z jeszcze większą regularnością niż dotychczas. Zespół ten bowiem gwarantuje najlepsze muzyczne wrażenia, jakie może sobie wyobrazić fan blues-rocka.

 

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/miasto_inspiruje_i_przeszkadza/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator