
Spektakl "I Ifigenia" w Teatrze im. Kazimierza Dejmka w Łodzi doskonale wykorzystuje performatywną s...

Wydaje się, że ciężko jest recenzować książki wyraźnie zabarwione światopoglądem autora, szczeg&oacu...

„Idy marcowe” to nie film historyczny, ale na wskroś współczesny. Jest i zdrada p...

Kapuściński podróżował po Azji i Afryce z Herodotem. Hugo-Bader przemierzał Rosję śladem dw&o...

Wspomniany inżynier Mamoń to bohater kultowego filmu Marka Piwowskiego „Rejs” , kt&oacut...

W piątek 10 lutego wrocławska Galeria Entropia zaprasza na kolejną odsłonę projektu "Gesty malarskie...

Poezja śpiewana to rodzaj muzyki, którą rzadko popularyzują media komercyjne. I nie dlatego, ...

Ucieczka nie jest rzeczą godną podziwu. Panuje powszechne przeświadczenie, że tych, którzy od...

Z dziełami klasyków - jak na wojnie i w miłości - wszystkie chwyty dozwolone. Wprawdzie nie b...

Ktoś musiał złożyć doniesienie na Józefa K., bo mimo że nic złego nie popełnił, został pewneg...

Dziś 8 stycznia, mija 45 lat od śmierci Zbigniewa Cybulskiego, do której doszło na peronie trzecim wrocławskiego Dworca Głównego. Z tej okazji w Dolnośląskim Centrum Filmowym przypomniany został montażowy film dokumentalny „Zbyszek”, zrealizowany przez Jana Laskowskiego i prezentowany publiczności już dwa lata po tragicznej śmierci idola polskich widzów. Bardzo dobrze, że sala „Lalka” wypełniła się po brzegi, trochę szkoda, że w kinie zabrakło młodych ludzi.

Zwiedziliśmy już tegoroczne filmowe Doliny, w których czaił się na nas Jan Frycz i wszyscy, którzy nie pokochali Romana. Później wspinaliśmy się na Szczyty Kultury wraz z reprezentantami loży honorowej. Nadszedł czas by oddać głos wszystkim tym, którzy pisali dla Was w ciągu ostatnich miesięcy, czyli filmowej redakcji G-punktu. Swoje ulubione premiery roku 2011 prezentują: Iga Gręda, Łukasz Gręda, Michał Hernes, Magdalena Hołub, Marta Maciejewska, Dawid Myśliwiec, Magda Piotrowska, Grzegorz Szklarczuk i Anna Woźniak.

W tym roku do współtworzenia Szczytów Kultury zaprosiliśmy także osoby spoza redakcji, w różny sposób związane ze światem kina, by zasiadły w naszej „loży honorowej” i wskazały najlepszy według siebie film rodzimy i zagraniczny, którego polska premiera odbyła się w 2011. Trudnego zadania wyboru tylko dwóch pozycji z ogromu tegorocznych premier podjęli się Maciej Gil, Artur Pilarczyk, Jarosław Skóra, Wojciech Wodo, Joanna Kulińska oraz Anita Olejniczak i Michał Grzegorzek. Nie zajmując więcej miejsca, oddajemy im głos:

Wszystkie podsumowania, rankingi dotyczące kultury czynione na koniec roku są do siebie podobne. To, co zachwyciło i to, co zohydziło życie jest wspólne dla szerokiej grupy odbiorców. Każdy zgodzi się, że Pożyczony narzeczony to sztampa, która ma wypełnić grafik Kate Hudson. Mało kto będzie również polemizował, że Pina to wizualne arcydzieło. Niestety globalny kod, którym posługuje się ludzkość, by oceniać i wyrabiać sobie opinie nie pozwala dojść do głosu kontekstowi osobistemu. Postrzeganie odarte od wszystkiego co zewnętrzne, a skupienie się na dzikim subiektywizmie, prywatnym instynkcie, który jest kompletnie niesprawiedliwy, często krzywdzący, ale własny i autentyczny. I tak właśnie chcę podsumować złe oblicze Kultury w 2011 roku. W pierwszej osobie, prosto z egocentrum.

Po przybyciu do Bydgoszczy na Plus Camerimage szybko można się zorientować, że festiwal, prócz skodyfikowanych praw i obowiązków posiadaczy karnetu, posiada również niepisany, nieoficjalny zespół obyczajów. Zaczyna się od filmu otwarcia – początkowe subtelne, niby przypadkowe muśnięcia osób stojących obok w kolejce po przejściu przez barierkę zmieniają się w prawdziwą przepychankę. Czekając na możliwość wejścia na Rzeź Polańskiego (to ona w tym roku otwierała festiwal) w nabitej pasjonatami kina Operze Novej, dowiedziałam się, że niektórzy są „gotowi umrzeć, by zobaczyć ten film” albo „nie zobaczą na Camer już niczego, jeśli nie uda im się obejrzeć tego filmu”. Nie wiem, jak dalej potoczyły się ich losy. Za to ja byłam jednym ze szczęśliwców, którzy bez większych problemów dostali się na Rzeź.