
„Kiedy kamerę zniszczył pocisk, poczułem, że uratowała mi życie”- mówił po wrocła...

Mohamet ma dość bycia muzułmaninem, dość rodzinnych spotkań i wspólnych modlitw. Irytują go z...

Nie każdy może pochwalić się wizytą na ostatniej wieczerzy - nam się udało! Przy okazji wrocławskieg...

Podczas gali zamknięcia wrocławskiej odsłony 9. PLANETE+ DOC FILM FESTIVAL ogłoszono zwycięzcę Grand...

Jeszcze w tym miesiącu, nakładem InnerGuN Records, ukaże się nowe wydawnictwo projektu Odaibe pod ty...

Po raz szósty we Wrocławiu gościmy AFRYKAMERĘ, która przez lata zyskała grono wiernych...

Gdyby mi ktoś powiedział kilka lat temu, że jest taki młody zespół, który robi uwsp&oa...

Po raz trzeci nagrodziliśmy najlepszych animatorów kultury z Wrocławia i Dolnego Śląska. ...

Najnowszy film Paolo Sorrentino, „Wszystkie odloty Cheyenne’a” ogląda się jak piękny, wzruszający, miejscami zaskakujący teledysk ze szczyptą dosyć abstrakcyjnego humoru. To westchnienie pełne nostalgii, muzyki z lat 80., pięknych amerykańskich obrazków i talentu Seana Penna.

Z histerią, jako tematem dla sztuki, zetknąłem się niedawno, oglądając we wrocławskim Teatrze Polskim przedstawienie „Blanche i Marie”. Niedługo później, na ekrany kin wszedł film Tanyi Wexler, którego tytuł „Histeria – romantyczna historia wibratora” rozwiewa wszelkie wątpliwości co do jego fabuły. O ile w swoim debiucie Cezary Iber przedstawił mroczną stronę choroby, której symbolem jest szpital psychiatryczny Salpêtrière, to amerykańska reżyserka postanowiła uczynić z niej komedię romantyczną. Z jakim skutkiem?

Akcja "Histerii. Romantycznej historii wibratora", najnowszego filmu Tanyi Wexler, umiejscowiona jest w epoce wiktoriańskiej, kiedy publiczne wypowiedzenie słowa „seks” było karygodnym wykroczeniem przeciwko porządkowi savoir-vivre’u i groziło wykluczeniem towarzyskim. Po historii podejmującej tematykę masturbacji, rozkoszy fizycznej i erotycznych zabawek w tak pruderyjnych czasach można by się spodziewać choć ziarenka pieprzu. Na próżno.

Podejmując się nakręcenia biografii wybitnej postaci można wybrać dwie ścieżki: tę łatwą, laurkową, lub trudniejszą, polegającą na stworzeniu złożonego portretu bohatera, z uwzględnieniem jego wad i zalet, wzlotów i upadków. Phyllida Lloyd jest rozdarta pomiędzy tymi metodami, nie mogąc do końca zdecydować się, czy Żelazna dama ma być pomnikowa czy demaskatorska.

Jeżeli ktoś powiedziałby Stevenowi Spielbergowi, że zwierzęta w życiu codziennym posługują się wyłącznie instynktem, nie zaś przywiązaniem i rozumem, reżyser prawdopodobnie odpowiedziałby „nie”, zapraszając na projekcję swojego najnowszego filmu. Koń z Czasu wojny jest bowiem dużo bardziej wrażliwy i rozważny od bohaterów-ludzi (sic!).