
Najnowszy film Urszuli Antoniak otwiera ujęcie lecącego z góry strumienia wody, którego uzupełnienie przyniosą dopiero ostatnie sekundy obrazu – przedstawiające bohaterkę kąpiącą się pod owym strumieniem. Cały film zamyka się w tej wymownej klamrze kompozycyjnej. „Code Blue” odbierać możemy właśnie jako swoisty prysznic – zarówno dla głównej bohaterki, która rozpaczliwie poszukuje zmiany w swoim samotnym życiu, jak i dla nas, bowiem na ekranie widzimy poruszające sceny i jednocześnie możemy odnaleźć tam pierwiastek własnych odczuć i rozterek.