
Jest w „Dysonansie” taka urocza scena, kiedy Eliza pokazuje Krasińskiemu swoje rysunki. On, znudzony, przegląda je, są poprawne zaledwie, ale nie wybitne, nie najlepsze ma Krasiński o nich zdanie, aż nagle natyka się na rysunek wyjątkowy. Wyrazisty. Piękny. Ze wstydem przyznaje się Elizie, że wcześniej wątpił w jej talent, ale teraz, kiedy ujrzał ten rysunek, widzi, że się mylił, podziwia ją i pada do nóżek. Eliza wyznaje mu prawdę: ten jeden, jedyny rysunek nie jest jej autorstwa, dostała go od ciotki Delfiny...