
Auto lekko sunące przez leśną drogę, słońce na najbardziej niebieskim tle, pod szyję zapięty polar, stare dobre buty i podróż do magicznego miejsca. Opowieść o tym miejscu to osobna historia i chociaż byłaby niezwykle ciekawa, to ze względu na niemożliwość oddania cudownie przyjemnej atmosfery górskiej drewnianej chatki w słowach, przemilczę tę kwestię z uśmiechem na twarzy. Miałem pisać o muzyce. Muzyka była zawsze ta sama i w aucie, i w górach, i w ogóle - cały ten okres dźwiękowo kojarzy mi się ze Starym Dobrym Małżeństwem, Wolną Grupą Bukowina i zespołem wywodzącym się z krakowskiego kabaretu „Pod Budą” na ówczesnej Akademii Rolniczej.