
Mads Brügger to człowiek, który wręczył ministrowi Kim Dzong Ila deskę do wypiekania pizzy jako dar dla wielkiego przywódcy i wciąż żyje. Słynna jest już scena, w której kroczy pośrodku narodowej defilady, co w dodatku nagrała oficjalna telewizja północnokoreańska. Wszystkie te sceny zarejestrował na kamerze podczas kręcenia swojego poprzedniego projektu „Idioci w Korei”. Tym razem w filmie „Ambasador”, jako dyplomata w Republice Środkowoafrykańskiej, wysypał pod kanapę diamenty z przemytu i… nadal żyje.

Od razu lojalnie uprzedzam – nie jestem fanatykiem komiksów, nie kolekcjonowałem kart z herosami i nie znam wszystkich koligacji pomiędzy nimi, jak Dawid, który przygotował dla Was ostatnio artykuł o powstawaniu filmowego uniwersum Marvela. Na „Avengers” poszedłem, aby: po pierwsze – dobrze się bawić, sprawdzić jak z indywidualności rodzi się drużyna, po drugie – przekonać się ile w tym filmie patosu, a ile ironii.

O historii sparaliżowanego milionera i zatrudnionego przezeń, mieszkającego na blokowisku pomocnika, było we Francji głośno na długo przed premierą Nietykalnych. Olivier Nakache i Eric Toledano na pomysł swojego filmu wpadli, oglądając w telewizji dokument: A la vie, a la mort, przedstawiający losy ich przyszłego bohatera Philippe'a Pozzo di Borgo. Z łatwością się z nim porozumieli, gdyż na końcu napisanej przez siebie książki: Le second souffle, podał kontaktowy adres e-mail. Czy warto było po raz kolejny przedstawiać tę samą opowieść?

Z histerią, jako tematem dla sztuki, zetknąłem się niedawno, oglądając we wrocławskim Teatrze Polskim przedstawienie „Blanche i Marie”. Niedługo później, na ekrany kin wszedł film Tanyi Wexler, którego tytuł „Histeria – romantyczna historia wibratora” rozwiewa wszelkie wątpliwości co do jego fabuły. O ile w swoim debiucie Cezary Iber przedstawił mroczną stronę choroby, której symbolem jest szpital psychiatryczny Salpêtrière, to amerykańska reżyserka postanowiła uczynić z niej komedię romantyczną. Z jakim skutkiem?

Jeleniogórski festiwal „Zoom Zbliżenia” rokrocznie umacnia swoją pozycję, coraz mocniej zapisując się w świadomości lokalnej publiczności, ale przede wszystkim w głowach międzynarodowej braci filmowej, tłumnie i z entuzjazmem odwiedzających dolnośląskie miasto w poszukiwaniu filmowych wzruszeń. Za nami XV edycja, w trakcie której bezkonkurencyjny okazał się Paweł Wysoczański i jego film „Kiedyś będziemy szczęśliwi”. Ale „Zoom Zbliżenia” to nie tylko seanse filmowe…

Żydzi to ofiary, Niemcy – oprawcy, a Polacy mogą być i ofiarami, i kolaborantami, i bohaterami. Do takich schematów przyzwyczaiła nas rodzima i światowa kinematografia podejmująca trudny temat Zagłady. Szkoda, że przez owe role ludzie zostają pozbawieni swojej pełni. Zmarłych wyniesiono na piedestał i mało kto wspomina, że w niewyobrażalnej dla nas sytuacji ciągłego zagrożenia życia i poniżenia, także i członkowie pokrzywdzonych narodów zdobywali się na czyny straszne.

Przepraszam za zarekomendowanie poszukiwań Gunnara jako filmu poprzedniego tygodnia. Oczekiwałem szczerej, pełnej humoru, ale i wnikliwej analizy klasy średniej. Natomiast reżyser stawiając banalne pytania (co samo w sobie nie jest złe) zaproponował nam odpowiedzi tak bzdurne, że aż strach znów pójść do kina.

Narzekamy, że polskie filmy historyczne są zbyt pomnikowe. Waldemar Krzystek w 80 milionach także stawia działaczom dolnośląskiej solidarności pomniki, z tym że postaci umieszczone na cokołach (i pod nimi) używają słowa „kurwa”, spieszą się do kibla, aby się wysikać i uprawiają seks. Dobrze jednak, że wśród tych wszelkich ludzkich cech nadal pozostają bohaterami, bo to ich właśnie potrzebujemy a nie tylko szargania kolejnych świętości nazywanego „weryfikowaniem mitów”.

Zaplanowanie premiery filmu świątecznego na początek listopada jest pomysłem, który można najdelikatniej określić jako niefortunny. Po wyjściu z kina widz wraca do świata jakże dalekiego od choinek, kolęd i perfekcyjnie białego śniegu. Ale nawet gdyby producenci zaprezentowali Listy do M. szóstego grudnia to filmowa rzeczywistość, w której wychowankowie domu dziecka ubierają się niczym bogacze z elitarnych przedszkoli nijak nie odpowiada realiom naszych świąt.

Podczas ostatniej kampanii wyborczej okazali się realną siłą polityczną. Ich wizerunek podzielił polską prasę i całe społeczeństwo. Fanatycznych kibiców starano się określić według prostych schematów – od bandyty do patrioty. Warto spojrzeć jak tę grupę przedstawiają w swoich filmach polscy i zagraniczni reżyserzy.
Strona: 1 z 2 | 2 »