
Najnowsza powieść Majgull Axelsson może rozczarować, ale chyba tylko tych, którzy znają jej dotychczasową twórczość. Autorka bowiem ani formalnie, ani tematycznie nie prezentuje niczego nowego. W kwestii formy „Lód i woda, woda i lód” charakteryzuje monumentalnie rozbudowana, wielowątkowa fabuła, narracja w kilku przestrzeniach czasowych, charakterystyczny styl łączący dziennikarską dokładność z psychologiczną głębią wyraźnie zarysowanych bohaterek (o kobiety głównie chodzi). Tematycznie szwedzka pisarka powraca do opisywanych już w poprzednich książkach problemów – złożonych relacji między siostrami z „Kwietniowej czarownicy” czy trudności, jakie czekają w życiu dorosłe kobiety pozbawione matczynej troskliwości w dzieciństwie (jeden z wątków „Drogi do piekła”).

Zacznę może od rozważań, którymi fińska autorka kończy swą wstrząsającą książkę. Prostytucja i niewolnictwo połączone są ze sobą w XXI wieku misterną siecią zależności. Prostytucja stająca się swego rodzaju normą, legalizowana i uznawana niekiedy za jeden z konkretnych sposobów zarabiania na życie. Niewolnictwo, jakie rzekomo już dawno się skończyło i które jest przestępstwem. Co się wydarzyło we współczesnym świecie, że pornobiznes mający się przecież bardzo dobrze pod każdą prawie szerokością geograficzną, znalazł grono odbiorców pornografii dziecięcej? Tej, która w opowieści Snellman przerażająco łączy prostytucję i niewolnictwo.

Oszałamiająca jest „violencia”, kolumbijska wojna domowa, ukazana na kartach powieści Evelio Rosero. Jej potworność, niesprawiedliwość, dzikość i przypadkowość oddane zostały za pomocą prostych słów i pozornie nieskomplikowanych obrazów stworzonych przez te słowa; przez twórcę ambitnego i wrażliwego, który potrafi opisać dramat wdzierającego się do sennego miasteczka konfliktu niczym natchniony impresjonista.

Można powiedzieć – do trzech razy sztuka. Trzecia bowiem książka Dmitrija Strelnikoffa, w zasadzie książka-miniatura, wydaje się być najlepszą, choć tematycznie wtórną wobec „Nikołaja i Bibigul”, drugiej jego powieści. Świetny suspens, niepowtarzalny klimat, klaustrofobiczna atmosfera, dobrze nakreślone sylwetki bohaterów, a przede wszystkim mroczny niepokój egzystencjalnej opowieści o poznawaniu siebie – to główne zalety „Wyspy”.

Warto zacząć od osobliwej historii, którą słyszy narrator „Widzialnego świata”. Podobno Praga to zakopane miasto. Gdy siedzi się w kawiarence nad brzegiem Wełtawy, nie ma się świadomości, iż dawniej w celu powstrzymania nurtu rzeki zasypywano kolejne uliczki Starego Miasta. Stopniowo, przez dziesięciolecia, pod ziemią znikała duża część Pragi. Czy to prawda? To nieistotne. Prawdą jest natomiast, iż Mark Slouka w swojej książce odkopuje zapomniany świat, rusza w wędrówce po Pradze współczesnej i tej z 1942 roku, kiedy burzliwe zdarzenia zmieniły bieg Historii, ale przede wszystkim życia jego matki, Ivany.

Manuela Gretkowska jakiś czas temu wszem wobec ogłosiła, że Polska jest kobietą. Jej najnowsza powieść to historia pewnego neurotyka z piętnem DDA, który symbolicznie się w tej Polsce zakochuje. I – mówiąc kolokwialnie, a przecież kolokwializmy i wulgaryzmy Gretkowska lubi i „Miłość po polsku” bynajmniej nie jest od nich wolna – zostaje przez tę Polskę wydymany, obraża się nań i próbuje uciekać.