G punkt | Sięgamy głębiej

Katarzyna Łazarska

Umarli nie noszą kapeluszy

Każdy z nas ma swoje własne wyobrażenie świata, w którym żyje. Nie dopuszczamy do niego pewnych zmian, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wielkich odstępstw od reguł, według których postępujemy od zawsze. A gdyby tak zmienić otoczenie i zauważyć, że inaczej nie znaczy gorzej? Gdyby okazało się, że gdzieś w odległym zakątku świata dzieją się rzeczy tak niesamowite, że aż nierealne? Taki właśnie odmieniony, nierzeczywisty świat prezentuje Dany Laferriére w książce „ Kraj bez kapelusza”. Bo na Haiti ma miejsce to, co u nas nie miałoby prawa się wydarzyć.


Takie są skutki picia wódki...

Kiedy główny bohater powieści, będący poniekąd alter ego autora, po kilku rozdziałach sam wydaje się znużony swoim życiem i opisywanymi przygodami, nie należy spodziewać się, że książka będzie rewelacyjna. Jednak wiedząc, jaki sukces odniosły poprzednie dzieła Jack’a Kerouac’a liczyłam, że „Big Sur” również czytelników nie zawiedzie. Niestety, myliłam się.


Ucieczka na Alaskę

Ucieczka nie jest rzeczą godną podziwu. Panuje powszechne przeświadczenie, że tych, którzy odwracają się i unikają starć z innymi, obowiązków, czy też po prostu odpowiedzialności, powinno się piętnować i publicznie nazywać tchórzami. A co, jeśli taka ucieczka jest konieczna do osiągnięcia szczęścia i spokoju? Co, jeżeli jest ona przejawem niezwykłej odwagi i pomaga w zrozumieniu samego siebie? Przykład właśnie takiego postępowania możemy odnaleźć w powieści Guy’a Grieve „Zew Natury”.


Chrześcijaństwo, demokracja, Metoda?

Nie ma już bólu. Nie ma cierpienia. Wyeliminowano choroby. Strach przed zawałem, rakiem, czy jakimikolwiek wirusami zniknął na dobre. Życie jest wyjątkowo uporządkowane, wahania nie są dopuszczalne, a dzięki utartym zasadom postępowania ludzkość pozbyła się problemów wywoływanych przez nadmierne zastanawianie się nad błahymi sprawami. Świat jest idealny. Jedynym wyrzeczeniem, na które zdobyć mają się ludzie jest podporządkowanie się Metodzie. To ona, jako nieomylna i doskonała, została stworzona, by dbać o ich dobro. Panuje absolutny błogostan i wieczne szczęście. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać.


Tam, gdzie kończy się biały świat

W Afryce śmierć nie jest tematem tabu. Tragedie rozgrywają się na porządku dziennym, a duchom zmarłych poświęca się bardzo wiele czasu i uwagi. Rodziny oddają hołd swoim przodkom poprzez tradycyjne rytuały, wykonywanie specjalnych masek, czy gotowanie odpowiednich potraw. Oczywiste wydaje się, że przybywający na Czarny Ląd Europejczyk również nie jest w stanie uniknąć kontaktu z umieraniem. Nie dziwi więc tytuł powieści Patricka Bessona „Lecz zabije rzeka białego człowieka”, która wprowadzając nas w tajemniczy, afrykański świat, porusza również temat śmierci.


Żonglując magią i realizmem

Magia, od zawsze w jakiejś formie towarzyszyła człowiekowi. Była ważnym elementem jego życia, nie dość, że je uzupełniała, to jeszcze wzbogacała o nowe wierzenia, uczucia. Dlatego nic dziwnego, że w końcu znalazła odzwierciedlenie w jego twórczości. W ostatnich latach duch postmodernizmu sprawił, że realizm magiczny zaczął na nowo podbijać tereny europejskie, a także nadał mu trochę inny wymiar. We współczesnych publikacjach najczęściej odnajdujemy go w przetwarzanych autobiografiach posługujących się intertekstualizmem i autoironią – między innymi u Fuentesa i Garcíi Marqueza.


To już nie wstyd

Jeszcze kilka lat temu wstyd było się przyznać do oglądania seriali. Osoby interesujące się losami bohaterów „Klanu”, „M jak miłość”, czy też „Zbuntowanego Anioła” kryły się po kątach lub były jawnie wyśmiewane przez tzw. elitę śledzącą jedynie produkcje filmowe. Jednak czasy się zmieniły i dziś, w niektórych środowiskach, obciachem staje się fakt przegapienia ostatniego odcinka „Doktora Housa”, natomiast za pomylenie imion bohaterów można zostać skazanym na banicję. Na szczęście, by pomóc tym trochę zagubionym, na rynku pojawił się „Przewodnik Krytyki Politycznej: Seriale”.


Hipnotyzer

Uwaga, hipnotyzuje!

Szwedzkie kryminały mają poprzeczkę ustawioną bardzo wysoko i nie ma się co temu dziwić, bo zawsze wzbudzają wielkie emocje i trzymają w napięciu do ostatniej strony. Każdy z moich znajomych słysząc, że właśnie jeden z nich czytam, pokiwał głową, spojrzał głęboko w moje oczy i z nadzieją w głosie zapytał: pożyczysz jak skończysz, prawda? Nie ważne nazwiska autorów, nie ważne tytuły powieści ani wygląd okładki, liczy się tylko pochodzenie książki, a Półwysep Skandynawski stał się marką samą w sobie. Dlatego sięgając po „Hipnotyzera” autorstwa Larsa Keplera, ja również miałam wysokie oczekiwania. A po zakończeniu lektury, szczerze wszystkim odpowiadam: Tak, pożyczę, bo zdecydowanie warto.


Lecą wieloryby

Zapolujmy na marzenia!

Magia fascynuje od najmłodszych lat naszego życia. Z zapartym tchem śledzimy iluzjonistów zamieniających bukiety kwiatów w gołębie i wyciągających króliki z cylindra. A gdyby tak magia mogła nie tylko nas olśnić, ale zawładnąć całym naszym światem? Co, jeśli istnieje równoległa rzeczywistość, która nie ma praktycznie nic wspólnego z tą nam znaną? „Lecą wieloryby” Aleksandra Kościówa zapraszają nas właśnie w takie miejsce. Miejsce, w którym imiona ani pochodzenie nic nie znaczą, liczy się tylko miłość.


Instytut

Dylemat

Przed rozpoczęciem czytania jakiejkolwiek książki, która ma za zadnie przestraszyć, należy zadać sobie jedno pytanie. Co jest w takiej powieści ważniejsze: przerażająca atmosfera sprawiająca, że jednocześnie chcemy czytać dalej i boimy się zajrzeć na następną stronę, czy może treść, fabuła i analiza psychologiczna bohaterów? W przypadku powieści Jakuba Żulczyka „Instytut” zdecydowanie lepiej patrzeć przez pryzmat zbudowanego napięcia, bo to ono sprawia, że w ostatecznym rozrachunku książka zasługuje na pochwałę.


Strona: 1 z 2 | 2 »

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/wszystko_gra/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator