
Jest taki angielski serial pt. „Skins”. Gdyby wierzyć temu obrazowi, życie nastolatków na Wyspach Brytyjskich sprowadzałoby się tylko i wyłącznie do picia, ćpania i seksu. A to wszystko w imię wartości przekazanych nieświadomie przez rodziców wychowanych w końcówce rewolucyjnych lat sześdziesiatych. Biorąc się za lekturę książki „Nie uderzy żaden piorun” - debiutu młodziutkiej autorki - Dominiki Ożarowskiej, byłem przekonany o podobieństwie do wyżej wymienionego serialu. Myliłem się, ponieważ według pisarki polscy nastolatkowie to nudziarze - bunt zdechł i zostają tylko rozmowy o niczym. Smutne, ale trafione.

„Wolałbym nie” to fraza, którą wypowiada bohater tekstu Hermana Melville’a i obsesyjnie wręcz powtarzana mantra, jaka tkwiła w głowach dwunastu młodych polskich pisarzy, którym Korporacja Ha!art zadała zadanie domowe, mające być próbą swobodnego nawiązania do tego specyficznego zdania, w którym ukrywa się świadectwo buntu i sprzeciwu, a z drugiej strony duża bierność, brak asertywności i wieloznaczność.