
Na zimową kitch party wybrałam się przyodziana w różową zasłonę z playboyem, upstrzoną gęsto orientalnymi arabeskami. Wyłowiłam ją w okolicznym lumpeksie, zapłaciłam za nią sześć złotych i zaniosłam uroczyście do domu (koszykarską koszulkę ze znakiem Supermana koleżanka w sposób niecny wyrwała mi sprzed nosa). Milion czarnych agrafek i krótka, różowa bombka gotowa była na czerwony dywan w akademiku. Malinowa, drewniana bransoleta w kwiaty i różowe, plastikowe kolczyki. Lecz nagle, o zgrozo, przejrzałam: zapięcie w jednym z nich zagubiło się w czeluściach tandetnej szkatułki na biżuterię. Wtem dylemat — iść, nie iść, szukać, nie szukać, późno, przecież czekają, ale tak bez kolczyków? I gdy już łzy w oczach wyschły, męska decyzja zakwitła gdzieś wśród tych motywów kwietnych — idę. Wszystko stało się w ciągu kilku sekund: otworzyły się drzwi, wbiegła przez nie współlokatorka, niosąc w dłoni srebrne zapięcie i dysząc od progu: no jak, bez kolczyków pójdziesz?!

Manuela Gretkowska jakiś czas temu wszem wobec ogłosiła, że Polska jest kobietą. Jej najnowsza powieść to historia pewnego neurotyka z piętnem DDA, który symbolicznie się w tej Polsce zakochuje. I – mówiąc kolokwialnie, a przecież kolokwializmy i wulgaryzmy Gretkowska lubi i „Miłość po polsku” bynajmniej nie jest od nich wolna – zostaje przez tę Polskę wydymany, obraża się nań i próbuje uciekać.

In Flagranti to nowa inicjatywa portalu G-punkt.pl. W naszej wirtualnej przestrzeni znalazło się miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki i prezentację własnych poszukiwań kulturalnych.
W marcu zaprezentujemy artykuły poświęcone kobietom w kulturze. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Dziś słów kilka o literackich wariacjach na temat kobiecego ciała.