
Manuela Gretkowska jakiś czas temu wszem wobec ogłosiła, że Polska jest kobietą. Jej najnowsza powieść to historia pewnego neurotyka z piętnem DDA, który symbolicznie się w tej Polsce zakochuje. I – mówiąc kolokwialnie, a przecież kolokwializmy i wulgaryzmy Gretkowska lubi i „Miłość po polsku” bynajmniej nie jest od nich wolna – zostaje przez tę Polskę wydymany, obraża się nań i próbuje uciekać.