
Dobrze pamiętam jedno zdanie z „No Logo” Naomi Klein. Było nieco prorocze. Chodziło w nim o przeświadczenie autorki, że oto nadejdzie pokolenie, które wreszcie powie głośno i swobodnie chrzań się Fukuyama. Ten sam Fukuyama, dla którego demokracja liberalna, kapitalizm i wolny rynek stanowiły koniec historii. Nie ten koniec, o którym mówi kalendarz cywilizacji Majów. Ale koniec w sensie wysiadamy, przyjechaliśmy… nic lepszego nie znajdziemy. Wtedy tylko się uśmiechnąłem. Mogłem sobie wyobrazić młode pokolenie zaangażowane w aktywną i kreatywną krytykę kapitalizmu pod kątem politycznym . Lecz tu, w środku Europy, pokolenie które będzie tworzyć tego rodzaju sztukę!?